Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie nastroje społeczne i problemy gospodarcze zmuszają Kreml do eskalacji represji przed wyborami.
- Jakimi metodami władza eliminuje jedynego antywojennego kandydata w Rosji.
- Do jakiego „punktu zwrotnego” może zmierzać Rosja w obliczu rosnących napięć wewnętrznych.
- Dlaczego Borys Nadieżdin obawia się, że grożący mu areszt może okazać się dla niego śmiertelny.
Wrześniowe wybory do rosyjskiej Dumy będą wyjątkowo trudne dla Kremla. Nie z powodu przewidywalnego wyniku i dzielonych pomiędzy sterowanymi przez Władimira Putina partiami miejsc w parlamencie, lecz z powodu pogarszających się nastrojów w rosyjskim społeczeństwie. A te potęgują ukraińskie drony bezlitośnie niszczące rosyjskie rafinerie i magazyny paliw. Rosjanie od tygodni żyją długimi kolejkami ustawiającymi się do stacji benzynowych, limitami i deficytem paliw, a szczególnie benzyny. Kryzys paliwowy uderzył w rolników i postawił pod znakiem zapytania żniwa w kilku regionach kraju. Do góry pną się ceny żywności i wielu analityków uważa, że to tylko początek problemów toczącej piąty rok z rzędu wielką wojnę z Ukrainą Rosji. W tej sytuacji rządzący na Kremlu najwyraźniej postanowili jeszcze bardziej zaostrzyć represje i zminimalizować nawet niewielkie ryzyko protestów.
Putin traci poparcie i boi się protestów
Boris Nadieżdin w latach 90. był doradcą wicepremiera Borisa Niemcowa (zamordowanego w 2015 r.), a później premiera Siergieja Kirijenki (obecnego wiceszefa administracji Putina). Z ramienia opozycyjnego Sojuszu Sił Prawicowych był deputowanym Dumy (2000–2003) i wykładowcą akademickim. Często był zapraszany do programów propagandowych rosyjskich stacji telewizyjnych i jako jedyny uczestnik dyskusji (w których uczestniczyło zazwyczaj 6–8 osób) reprezentował „niekremlowski” punkt widzenia. Niektórzy niezależni komentatorzy nawet uważali, że dopuszczano go do głosu wyłącznie po to, by pozorować pluralizm poglądów i wolność słowa w Rosji. Ale nawet to się skończyło, gdy w 2024 r. wystartował na prezydenta i głośno zaczął opowiadać się za zakończeniem wojny z Ukrainą. Gdy do wolontariuszy zbierających dla niego podpisy zaczęły się ustawiać długie kolejki w Moskwie, Petersburgu i wielu innych rosyjskich miastach (przypominające kolejki z kampanii wyborczej na Białorusi w 2020 r.), władze natychmiast wyeliminowały go z wyścigu mimo zebranych kilkuset tysięcy podpisów.
– Po wyborach prezydenckich całkowicie pozbawiono mnie dostępu do mediów rządowych, choć wcześniej przez dwadzieścia lat zapraszano mnie do rosyjskiej telewizji. Zlikwidowano partię „Inicjatywa Obywatelska”, która wystawiła moją kandydaturę i na czele której stał Andriej Nieczajew (minister gospodarki Rosji za rządów Borysa Jelcyna – red.). Pozbawiono mnie wszystkich oszczędności. Wymyślono jakieś finansowe kłopoty, ogłoszono mnie bankrutem i odebrano mi dom pod Moskwą, samochód i pieniądze. Tak, jestem dzisiaj bankrutem i nie mam nic. Ale to mnie nie zatrzyma – opowiadał Nadieżdin w rozmowie z „Rzeczpospolitą” w czerwcu.
Czytaj więcej
– Nastroje mocno się zmieniły. Ludzie są coraz mocniej zirytowani i mają tego wszystkiego dosyć. Już 60–70 proc. Rosjan mówi o potrzebie rozpoczęci...
– Cmentarze w rosyjskich miastach, na których chowają uczestników specjalnej operacji wojennej (tak rosyjskie władze nazywają wojnę z Ukrainą – red.), mocno rzucają się w oczy. Dużo osób zginęło. Do tego wszystkiego rosną ceny, gospodarka hamuje. To nie zapowiada nic dobrego – mówił.
Kolejny etap rozprawy z opozycją. Nadieżdin: Nikt nie może czuć się bezpiecznie
Był pierwszym zarejestrowanym kandydatem w wyborach do Dumy, które w Rosji odbędą się już we wrześniu, ale też jedynym niezależnym od władz, bo większość opozycjonistów już dawno musiała uciekać z Rosji, a kandydaci opozycyjnej partii Jabłoko jeszcze nie zostali zarejestrowani przez Centralną Komisję Wyborczą (i nie wiadomo, czy w ogóle zostaną dopuszczeni). Swoją kampanię wyborczą 63-letni Nadieżdin (a jego nazwisko w j. rosyjskim oznacza „nadieżdę” – nadzieję) oparł na kilku żądaniach: zakończeniu wojny i rozpoczęciu rozmów z Ukrainą, uwolnieniu więźniów politycznych i przeprowadzeniu wolnych wyborów.
W ubiegłym tygodniu został przez resort sprawiedliwości uznany za „agenta zagranicznego”, co odcina mu drogę do parlamentu. W poniedziałek do jego podmoskiewskiego mieszkania wkroczyła policja, a już w piątek ma stanąć przed sądem. Powód? Trzy lata temu na swoim kanale w Telegramie zamieścił publikację zawierającą link odsyłający do nagrania z wizerunkiem zabitego w kolonii karnej Aleksieja Nawalnego oraz materiałów założonej przez niego Fundacji na rzecz Walki z Korupcją, uznawanej przez władze rosyjskie za „organizację ekstremistyczną”.
Czytaj więcej
Jesteśmy w kolejnym, a być może nawet najbardziej niebezpiecznym etapie eskalacji tego konfliktu – mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Melnyk, ekspert d...
Dlaczego władze w czasie kampanii wyborczej nagle sięgnęły do materiałów opublikowanych przez opozycjonistę jeszcze trzy lata temu?
– Kreml postanowił mnie załatwić w ten sposób, bo boją się powtórki tych kolejek, które miały miejsce w 2024 r. Rozkręcaliśmy poważną kampanię, otworzyliśmy biura w kilku miastach. To bezprecedensowa dzikość, by kandydata do Dumy w czasie kampanii uznano za „agenta zagranicznego”. Według prawa kampanię będę mógł prowadzić, ale nie mogę zostać deputowanym. Jeżeli sąd w piątek uzna mnie za „ekstremistę”, to moja kandydatura zostanie zdjęta – mówi „Rzeczpospolitej” Nadieżdin.
– Pewnie myśleli, że mają wszystko pod kontrolą, ale najwyraźniej jest inaczej. Być może przeprowadzili w moim okręgu sondaż i zbadali nastroje ludzi – uważa.
Boris Nadieżdin: Nie chciałbym powtórki 1917 r. w Rosji
– Sytuacja w kraju dla władz nie jest dobra. Naród jest mocno rozzłoszczony i zirytowany, a poparcie dla Putina i jego partii Jedna Rosja ciągle maleje. Moim zdaniem zmierzamy do jakiegoś punktu zwrotnego i to wszystko dzieje się w trakcie kampanii wyborczej do Dumy. Ale w warunkach bałaganu i chaosu autorytarny przywódca może zaostrzyć represje. Nikt nie może czuć się bezpiecznie. Nie chciałbym powtórki 1917 r. w Rosji ani 1991 r. – mówi Nadieżdin.
– Jeżeli Putin będzie kontynuował swoją politykę i uważał, że eskalując sytuację na froncie, może rozwiązać swoje problemy, to tylko pogłębi kryzys. Będą ogromne zniszczenia i duże ofiary. O tym, że Putin nie powinien rządzić Rosją, powiedziałem jeszcze w 2003 r. – uważa.
Czytaj więcej
Na Kremlu nie mogą dopuścić do tego, by Władimir Putin został w Rosji przedmiotem kpin. A to się już dzieje. Putina mniej irytują ci, którzy głoszą...
Jak twierdzi, jego zatrzymanie wystraszyło setki członków jego sztabu wyborczego rozproszonych w podmoskiewskich miejscowościach (Dołgoprudny, Chimki, Mytiszcze, Korolow), którzy w celu zapewnienia bezpieczeństwa wolontariuszom musieli usunąć całą historię korespondencji w swoich telefonach. W piątek może zostać aresztowany i całkowicie wyeliminowany z wyborów parlamentarnych.
– Według przepisów za zarzucane mi czyny grozi 15-dniowy areszt. Niezbyt bym tego chciał, bo biorąc pod uwagę mój wiek i stan zdrowia, mogę umrzeć w tej dusznej celi – mówi. Nie wyklucza emigracji, jeżeli represje wobec niego będą się nasilać.
– Chcę pozostać i walczyć w Rosji, a nie mam 30 lat. Mam żonę i czwórkę dzieci, w tym dwójkę nieletnich chłopców. Omawiamy różne scenariusze – przyznaje.