Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak zmieniła się dynamika na froncie i dlaczego rosyjska ofensywa znacząco wyhamowała.
- Na czym polega nowa strategia Kijowa i jakie skutki dla rosyjskiej gospodarki przynoszą ataki na rafinerie.
- W jaki sposób kryzys paliwowy w Rosji wpływa na codzienne życie jej mieszkańców i prowokuje napięcia społeczne.
- Co niezależne sondaże ujawniają na temat nastrojów w Rosji i spadającego poparcia dla działań Kremla.
Ukraińskie miasto Konstantynówka w obwodzie donieckim ma powierzchnię zbliżoną do polskich Suwałk. Rosyjska armia w ostatnich dniach kilkakrotnie informowała o jego zajęciu, ale Kijów za każdym razem temu zaprzeczał. Walki trwają tam już od ponad ośmiu miesięcy i to jest tylko jeden z przykładów rosyjskich „postępów” nad Dnieprem, o których raportują Władimirowi Putinowi jego generałowie. Na wkroczenie do dwa razy mniejszego pobliskiego Pokrowska Rosjanie potrzebowali ponad dwóch lat.
Konstantynówka jest ważnym punktem logistycznym dla armii ukraińskiej, ale nawet jej okupacja nie otwiera Rosjanom szybkiej drogi na zachód walczącego kraju. Armia Kremla stanie przed pasem fortyfikacji przebiegającym wzdłuż Słowiańska, Kramatorska i Drużkowki, który ukraińska armia wzmacniała od 2014 r. Na zajęcie tych ostatnich, najważniejszych miejscowości w obwodzie donieckim Rosja, jak szacował niedawno Amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW), będzie potrzebowała nie miesięcy, lecz lat.
Obrona Donbasu (stan na 5 lipca)
I nic nie wskazuje na to, by Rosja po ponad pięciu latach wojny na pełną skalę nagle zademonstrowała zdolności szybkiej ofensywy i omijania ukraińskich fortyfikacji obronnych. Postępy rosyjskiej armii nad Dnieprem, jak wskazują dane ośrodka DeepState, też mocno spowolniły. W grudniu Rosjanie okupowali ponad 400 km2 ukraińskiego terytorium, ale już w maju zaledwie 14 km2. Z informacji tych też wynika, że w czerwcu armia rosyjska więcej straciła, niż zajęła.
Obrona przeciwlotnicza Ukrainy ma problem z rosyjskimi pociskami balistycznymi
Gospodarz Kremla chce zmusić Ukrainę do ustępstw (tzn. oddania reszty obwodu donieckiego), nasilając ataki na budynki mieszkalne, w wyniku których tylko w ubiegłym tygodniu w Kijowie i innych miastach Ukrainy zginęło ponad 50 cywilów. Kreml najwyraźniej chce też utrudnić życie mieszkańców leżących przy linii frontu regionów, masowo ostatnio atakując stacje benzynowe m.in. w Charkowie, Sumach czy w obwodzie dniepropietrowskim.
Ukraina nauczyła się radzić sobie z rosyjskimi Shahedami, które są zestrzeliwane z ponad 90-proc. skutecznością. W Kijowie przyznają jednak, że najtrudniejsze do uchwycenia są rosyjskie rakiety balistyczne typu „Iskander-M”, do zestrzeliwania których Ukraina potrzebuje deficytowych pocisków do wyrzutni Patriot, które m.in. otrzymała od Polski. Kijów w rozmowach z USA oficjalnie wnioskował o udzielenie licencji na produkcję m.in. pocisków PAC-3, ale na razie żadna decyzja Waszyngtonu w tej sprawie nie zapadła. Tymczasem tylko w lipcu Rosjanie już trzykrotnie zaatakowali Kijów m.in. przy pomocy pocisków balistycznych.
Czytaj więcej
Norwegia, Kanada, Dania i Niemcy wspólnie kupią pociski do systemów Patriot dla Ukrainy – poinformował we wtorek wieczorem norweski rząd. Nowe dost...
Możemy tylko wyobrazić sobie skalę zapotrzebowania Ukraińców na tego typu amunicję, jeżeli leżący na powierzchni mniejszej od obwodu kijowskiego Izrael (posiadający znacznie bardziej zaawansowany system obrony przeciwlotniczej i mający nieograniczony dostęp do produkowanej w USA broni) nie był w stanie przechwycić wszystkich wystrzelonych przez Iran rakiet. Przy dotychczasowej skali pomocy zachodniej Ukraina nie będzie w stanie szczelnie „zamknąć” swojego nieba przed rosyjskimi rakietami balistycznymi, bo ma do osłonięcia wiele obiektów strategicznych (centra dowodzenia, elektrownie, ciepłownie, węzły logistyczne, dworce) i ponad tysiąc kilometrów linii frontu. Ale to nie oznacza, że w Kijowie nie mają pomysłu na wojnę z Rosją.
Ataki ukraińskich dronów na rosyjskie rafinerie
Kłótnie i bójki na stacjach benzynowych w Rosji. Czy kryzys paliwowy zachwieje państwem Władimira Putina?
W poniedziałek ukraińskie drony trafiły ostatnią z ponad 30 rafinerii w Omsku, leżącą ponad 2,5 tys. km od granicy ukraińsko-rosyjskiej. W regionie po paliwo błyskawicznie ustawiły się wielokilometrowe kolejki samochodów osobowych i ciężarowych.
W wielu regionach Rosji (ale też na okupowanym Krymie) od tygodni szaleje kryzys paliwowy. Z powodu uszkodzeń większości rafinerii benzyna stała się produktem deficytowym. Na stacjach codziennie dochodzi do kłótni i bójek, bo samochody rządowe i uczestnicy tzw. specjalnej operacji wojskowej (tak oficjalnie wciąż jest nazywana wojna z Ukrainą) mają pierwszeństwo. Na stacji w miejscowości Ust-Ordyński w obwodzie irkuckim policjant musiał sięgnąć po broń, by uspokoić agresywnego mężczyznę, który próbował wepchnąć się swoim samochodem bez kolejki. Rosjanie ruszyli po benzynę do Kazachstanu i na Białoruś, tworząc wielokilometrowe korki na granicach z sąsiednimi państwami.
Czytaj więcej
Ukraina robi wszystko, by odciąć rosyjskie siły na okupowanym półwyspie od zaopatrzenia. Wygląda to na przemyślaną operację, która może być punktem...
Wszystko wskazuje na to, że obrana przez Kijów taktyka niszczenia rosyjskiej infrastruktury naftowej już zaczyna przynosić owoce.
Rośnie liczba krytyków Władimira Putina. Najnowszy sondaż niezależnego ośrodka
Z najnowszego sondażu niezależnego ośrodka Centrum Lewady (uznanego za „agenta zagranicznego”, ale nadal działającego w Rosji) wynika, że Rosjanie (24 proc.) najbardziej przejmują się nalotami ukraińskich dronów, a drugim najważniejszym wskazanym przez nich (22 proc.) wydarzeniem tygodnia jest deficyt benzyny i wzrost cen paliw. Jedynie 7 proc. respondentów stwierdziło, że śledziło wojnę nad Dnieprem. W ciągu roku ponad dwukrotnie wzrosła liczba Rosjan (35 proc.), którzy uważają, że ich kraj zmierza w złym kierunku. Z kolei liczba osób, które twierdzą, że Rosja jest na dobrej drodze, spadła w ciągu roku z niemal 70 proc. do zaledwie 53 proc.
Kurczy się też liczba obywateli akceptujących działania Władimira Putina. Z danych Centrum Lewady wynika, że od początku roku odsetek takich osób stopniał z 84 do 74 proc. Co piąty (21 proc.) już nie boi się wprost podczas sondażu powiedzieć, że nie popiera prezydenta. A jeszcze w styczniu mówiło tak zaledwie 12 proc. ankietowanych.
Czytaj więcej
Z państwa niegdyś aspirującego do podium największych potęg gospodarczych i militarnych świata, Władimir Putin w ciągu kilku lat sprowadził Rosję d...
To jeszcze nie oznacza buntów społecznych w Rosji, ale w długoterminowej perspektywie wróży kłopoty i tak obciążonej wojną gospodarce rosyjskiej. Ograniczona podaż wywinduje ceny paliw i ograniczy zyski Rosji (Kreml już zakazał eksportu benzyny). Drożeją usługi transportowe, co przełoży się na ceny detaliczne towarów. A to będzie oznaczało silną presję inflacyjną. Aż szef rosyjskiego Sberbanku i jeden z autorów reform wolnorynkowych w Rosji w latach 90., German Gref nie wytrzymał ostatnio i wprost powiedział, że Rosjan dzisiaj martwi „jak najszybsze zakończenie działań wojennych”.