Największe i najbardziej brzemienne w skutki negocjacje, które prowadziła w tym wieku Europa, dotyczyły brexitu. Jasne było, że to, czy negocjatorem będzie Francuz, czy np. Niemiec, będzie miało kluczowe znaczenie dla kształtu porozumienia. Pamiętam dzień 27 lipca 2016 r., gdy Michel Barnier został głównym negocjatorem Komisji Europejskiej ze Zjednoczonym Królestwem w sprawie wyjścia z UE. Jego wybór był czytelnym komunikatem, że od tego momentu priorytetem będzie interes Unii oraz wewnętrzna spójność Wspólnoty, nawet jeśli miałoby to się odbyć kosztem krótkotrwałych relacji z Wielką Brytanią. Po 10 latach widać, że nominacja ta była sukcesem. We wszystkich krajach, poza Polską, wsparcie dla wyjścia z Unii jest dziś znacząco mniejsze niż w 2016 r., a gospodarka w UE rozwinęła się w szybszym tempie niż w Wielkiej Brytanii.