Krzysztof Bosak, pytany o to, czy Polska powinna w dalszym ciągu wspierać Ukrainę militarnie i finansowo, podkreślił konieczność natychmiastowej korekty kursu. Jego zdaniem kluczem w relacjach międzynarodowych jest elastyczność i reagowanie na zmieniające się okoliczności. – Widać wyraźnie, że wyobrażenia polskich polityków o relacjach naszych państw rozjechały się z rzeczywistością. Wyobrażenia polityków rządzących Ukrainą idą w zupełnie innym kierunku – mówił.

Krzysztof Bosak: Kalkulacja pomocy dla Ukrainy jest niepełna

Wicemarszałek Sejmu odniósł się również do oficjalnych wyliczeń wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, według których Polska w latach 2022–2023 przekazała Ukrainie uzbrojenie o wartości blisko 15 miliardów zł. Zdaniem Bosaka te szacunki są drastycznie zaniżone i nie oddają skali zaangażowania państwa. – Ta kalkulacja jest głęboko niepełna. Zestawienie nie obejmuje pomocy zdejmowanej ze stanów magazynowych służb cywilnych i mundurowych, pomocy świadczonej przez spółki energetyczne, na przykład Orlen, czy Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych – punktował polityk Konfederacji, zwracający uwagę na fakt, że w resorcie obrony rzetelny rejestr tych decyzji... w ogóle nie był prowadzony.

Pytany, czy tak ogromne zaangażowanie militarne na początku wojny było błędem, Bosak unikał prostych ocen, wskazując na chaos decyzyjny poprzedniej ekipy rządzącej. – Była kompletna improwizacja odbywająca się bez żadnego planu. Polska administracja doszła do sytuacji, w której różni ministrowie i różne instytucje ścigały się na to, kto bardziej się wykaże w oddawaniu zasobów na Ukrainę – stwierdził. Jak dodał, o ile pomoc w pierwszych tygodniach inwazji, gdy ważyły się losy Kijowa, była geostrategicznie uzasadniona, o tyle późniejsze bezwarunkowe rozdawnictwo nosiło znamiona naiwności. – To był rodzaj romantycznego poruszenia, który w wymiarze wydawania zasobów państwowych dotyczył urzędników, polityków i także, trzeba to powiedzieć, generałów – ocenił.

Czytaj więcej

Broń dla Ukrainy. Kosiniak-Kamysz: Przedstawiciele Kancelarii Prezydenta mijają się z prawdą

Rozpad Rosji? „Politycy są od decydowania o smutnych realiach, a nie o światach alternatywnych”

W rozmowie pojawił się również wątek potencjalnych korzyści geopolitycznych dla Warszawy w przypadku destabilizacji Kremla. Krzysztof Bosak przyznał, że w interesie Polski byłaby przegrana, a nawet całkowity rozpad Federacji Rosyjskiej, ponieważ państwo to jest obecnie „zbyt duże, by upaść”. Szybko jednak uciął spekulacje na temat ewentualnego partycypowania Polski w takim procesie. – Nie dajmy się wciągać w sferę fantazji politycznej, bo szkoda czasu, a poza tym będzie to później wykorzystywane. Mamy świetnych pisarzy i publicystów, niech oni snują takie wizje. My, politycy, jesteśmy od rzeczy dużo bardziej przyziemnych – skwitował.

Lider Ruchu Narodowego rzucił jednocześnie bardzo mocne oskarżenie pod adresem ukraińskich elit dyplomatycznych i ich postrzegania Warszawy. – Z tych wszystkich informacji od analityków czy byłych funkcjonariuszy służb, jak to poskładać w całość, wynika, że Ukraina traktuje nas w tej chwili, a być może i wcześniej, czego duża część polskiej elity nie dostrzegała, jako zagrożenie numer dwa po Rosji – alarmował wicemarszałek.

Czytaj więcej

Ukraina stawia na rozruchy w Rosji. Nowa taktyka wojenna Kijowa

Krzysztof Bosak: Obecny rząd nie ma czym się przechwalać. Wsparcie zmalało, bo nie ma już co oddać

Wicemarszałek Sejmu odniósł się do argumentów, że obecna ekipa rządząca przekazuje Kijowowi znacznie mniejsze wsparcie militarne niż działo się to za kadencji Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem Krzysztofa Bosaka mniejsza skala pomocy nie wynika jednak ze zmiany strategii, lecz z faktu, że polskie magazyny zostały kompletnie opustoszone. – W tej chwili jesteśmy trochę w sytuacji podobnej jak Holandia, która zadeklarowała, że już Ukrainy dalej wspierać nie będzie, bo nie ma czym. I my jesteśmy trochę w podobnej sytuacji – ocenił szef Ruchu Narodowego. – Obecny rząd nie ma czym się przechwalać, że świadczy tę pomoc mniejszą, bo po prostu już niespecjalnie zostało coś, co można by oddać.

Rozmówca Jacka Nizinkiewicza stanowczo odpierał zarzuty, jakoby Konfederacja nie krytykowała bezwarunkowego rozdawnictwa sprzętu na początku pełnoskalowej inwazji w 2022 r.. Jak tłumaczył, posłowie opozycji byli wówczas całkowicie odcięci od informacji, a realne działania i rozbrajanie Wojska Polskiego zaczęli publicznie punktować od jesieni 2022 r.. Bosak przypomniał również medialne obietnice o rzekomym sprzęcie, który Polska miała otrzymać od sojuszników z Zachodu w zamian za przekazane Ukrainie uzbrojenie. – My jako posłowie nigdy nie zostaliśmy poinformowani do dziś, jakie umowy zostały zawarte, czy to były umowy ustne, czy pisemne. To wszystko wyglądało bardzo chaotycznie, nieprofesjonalnie – mówił.

Czytaj więcej

Szczyt NATO. Holandia kończy bezpośrednie wsparcie wojskowe dla Ukrainy

„Musimy stanąć w prawdzie wobec samych siebie”

W programie mocno wybrzmiał wątek chaosu informacyjnego i sporu kompetencyjnego na linii rząd–prezydent. Krzysztof Bosak skrytykował podejście prezydenckiego rzecznika Rafała Leśkiewicza, który uważa, że szczegóły dotyczące przekazywania broni (np. baterii Patriot) powinny pozostać utajnione z uwagi na działania rosyjskiej agentury. – Ważniejsze są wymogi obronności naszego państwa niż to, że Rosjanie dowiedzą się, że my coś przekazaliśmy. My musimy przede wszystkim stanąć w prawdzie wobec samych siebie, decydenci, klasa polityczna. Musimy mieć wspólny stan wiedzy – argumentował.

Zdaniem polityka Konfederacji obecne procedury sprawiają, że prezydent oraz parlament są całkowicie pomijani w procesach decyzyjnych MON, a informacje otrzymują „post factum”. – Powstaje taki trochę głuchy telefon, powodujący, że prezydent o niektórych rzeczach finalnie dowiaduje się po fakcie albo z mediów. To nie powinno mieć miejsca – stwierdził Bosak, dodając, że szef resortu obrony Władysław Kosiniak-Kamysz „nie chce po prostu, mówiąc prozaicznie, żeby ktoś mu w garnki zaglądał”.

Czytaj więcej

Pociski do Patriotów będą serwisowane w Europie. Polska częścią porozumienia

Odpowiedzialność Błaszczaka i „aktorska gra” Zełenskiego

Pytany o ewentualną odpowiedzialność karną i Trybunał Stanu dla polityków poprzedniej ekipy, Bosak wskazał, że największe ryzyko złamania prawa i działania bez podstawy prawnej (w tzw. dorozumianym stanie wyższej konieczności) zachodzi w odniesieniu do decyzji z 2022 r.. – Moja spekulacja jest taka, że najpierw robili rzeczy, a później robili kwity. I jak się robi w ten sposób, to tam może być złamanie prawa – ocenił. Dodał jednak, że ewentualne konsekwencje ominą Jarosława Kaczyńskiego, który „jak zna życie, żadnych dokumentów nie podpisywał, a jedynie wydawał ustne polecenia”, co utrudni pociągnięcie go do odpowiedzialności. Sprawa ewentualnych zarzutów dla Mariusza Błaszczaka pozostaje kwestią analizy dokumentów, choć Bosak ironizował, że „finalnie może okazać się tak, że jedyny dokument to jakiś kwit, który podpisał szeregowiec będący magazynerem”.

Gość „Rzeczy o polityce” surowo podsumował dyplomatyczną postawę Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego wobec Kijowa. Choć sam fakt utrzymywania relacji z Wołodymyrem Zełenskim uznał za naturalny, to błędem nazwał całkowitą rezygnację z asertywności.

– Błędem było przede wszystkim to, że prezydent Andrzej Duda nie podnosił kwestii wynikających z polskiej racji stanu, sądząc, że w ten sposób buduje jakąś przyjaźń i trwałe partnerstwo. Chodzi o nasze interesy gospodarcze, humanitarne (jak ekshumacje i pochówek) oraz politykę historyczną i zaprzestanie gloryfikowania zbrodniarzy – wyliczał Bosak. – Błędem ze strony prezydenta Andrzeja Dudy była naiwność wobec Zełenskiego i potraktowanie jego aktorskiej gry jako jakiejś rzeczywistej relacji osobistej, a być może nawet państwowej – podsumował wicemarszałek Sejmu.

Czytaj więcej

Gen. Roman Polko: na sporze polsko-ukraińskim korzysta tylko Władimir Putin

Dyplomatyczny przełom Karola Nawrockiego

Wicemarszałek Sejmu odniósł się również do działań prezydenta Karola Nawrockiego, który w ostatnim czasie zaostrzył kurs wobec Kijowa. Choć Krzysztof Bosak zaznaczył, że nie zamierza referować szczegółów zamkniętych rozmów, w których uczestniczył, to samą postawę głowy państwa ocenił bardzo wysoko. – Punkt pierwszy to jest asertywność i publiczne artykułowanie racji stanu. Uważam, że to, co zrobił prezydent, to już jest wielki przełom – podkreślił lider Ruchu Narodowego. Jego zdaniem kluczowe decyzje prezydenta, w tym głośne odebranie Orderu Orła Białego ukraińskiemu przywódcy, mają ogromne znaczenie dla pokazania, że „Polska ma swoje czerwone linie”, co stanowi fundament polityki międzynarodowej.

Zdaniem Bosaka, działania przynoszą realne korzyści na arenie światowej. Jak przekonywał, zachodnie elity demokratyczne żyją w głębokiej niewiedzy na temat polsko-ukraińskiej historii. – Dam panu przykład: miałem spotkanie z wiceszefową Bundestagu. Gdy poruszyłem kwestię ludobójstwa na Wołyniu, okazało się, że ona w ogóle nie znała skrótu UPA – relacjonował wicemarszałek, wskazując, że bez twardego stawiania sprawy przez Warszawę, zachodni sojusznicy nigdy nie wezmą pod uwagę polskiego punktu widzenia. Efekty nowej strategii mają być już jednak widoczne w strukturach unijnych. – W Parlamencie Europejskim, ku wściekłości ukraińskiej dyplomacji, zostaje przegłosowana poprawka przypominająca o rzezi wołyńskiej. Do oficjalnych dokumentów nasz punkt widzenia jest już przeprowadzany – punktował gość programu.

Czytaj więcej

Karol Nawrocki spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim. O tym rozmawiali na szczycie NATO

Krzysztof Bosak: Polska powinna zablokować wejście Ukrainy do UE i NATO

Wicemarszałek Sejmu jednoznacznie opowiedział się za zablokowaniem przez Warszawę aspiracji euroatlantyckich Kijowa. W ocenie Krzysztofa Bosaka Ukraina nie wykazuje cech państwa partnerskiego, a jej obecność w strukturach unijnych i północnoatlantyckich uderza bezpośrednio w polskie interesy strategiczne. – Musimy analizować swoje interesy gospodarcze i strategiczne. Jeżeli Ukraina chce być naszym partnerem w jakiejkolwiek organizacji międzynarodowej, musi przekonać do tego polską klasę polityczną i polskie społeczeństwo. To jest bardzo proste – argumentował jeden z liderów Konfederacji, dodając, że na Kijowie ciąży balast „buty, arogancji i całkowitego ignorowania polskiej racji stanu”.

Bosak odrzucił próby porównywania obecnych starań Ukrainy do drogi, jaką Polska przebyła przed 2004 r., przypominając, że Warszawa skwapliwie wdrażała skomplikowane polityki unijne przez kilkanaście lat. – Nie róbmy żadnej paraleli pomiędzy sytuacją Polski i Ukrainy, bo tej paraleli nie ma. Nikt w tej chwili w Unii Europejskiej nie wierzy na serio, że wszystkie polityki unijne zostaną wdrożone na Ukrainie, a zwłaszcza tamtejszy biznes – ocenił wicemarszałek. Zwrócił przy tym uwagę, że państwa zachodnie brutalnie zabezpieczyły swoje rynki przed akcesją Polski, podczas gdy w przypadku Ukrainy stało się odwrotnie. – My musieliśmy likwidować część swojej produkcji mleka czy cukru, musieliśmy zwijać częściowo swoją gospodarkę, żeby nas wzięli do Unii. W przypadku Ukrainy nasze interesy zostały pogwałcone – punktował.

Czytaj więcej

Sekretarz generalny NATO chwali Polskę: Osiągnęliście już wszystkie cele

Osamotnienie Warszawy w Brukseli

Gość programu „Rzecz o polityce” wyraził głęboki sceptycyzm co do realnej siły polskiego weta na arenie międzynarodowej. Jak zauważył, partnerzy z Kijowa zdają sobie sprawę ze słabości dyplomatycznej Warszawy. – W nasz sprzeciw na Ukrainie nikt nie wierzy. Oni są przekonani, że poprzez nacisk innych państw po prostu polski sprzeciw stłamszą – alarmował Bosak. Potwierdzeniem tej tezy ma być atmosfera w Brukseli. – Przebieg debaty w Parlamencie Europejskim niestety pokazuje, że taki jest mniej więcej układ sił: Polska jest zupełnie osamotniona w ewentualnym sprzeciwie wobec wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej – dodał.

Krzysztof Bosak: Spór z Ukrainą o Wołyń będzie trwał dekady

Pytany o to, w jaki sposób Warszawa może realnie wymusić na Kijowie zaprzestanie gloryfikacji struktur takich jak UPA (w tym m.in. nadawania jednostkom wojskowym imion jej dowódców przez Wołodymyra Zełenskiego), wicemarszałek Sejmu ocenił, że problem ten z perspektywy historycznej i dyplomatycznej jest obecnie niemal nierozwiązywalny. Według Krzysztofa Bosaka uświadamianie ukraińskich elit nie przynosi rezultatów, gdyż posiadają one z gruntu odmienną ocenę tamtych wydarzeń. – Fakt, że UPA prowadziła ludobójcze działania, u pewnej części ukraińskiej elity nie wywołuje odrazy, lecz aplauz. Oni wiedzą, że Bandera był bandytą i stał za zamachami terrorystycznymi. Prawda jest taka, że oni to po prostu oceniają pozytywnie – alarmował lider Ruchu Narodowego.

Zdaniem wicemarszałka dotychczasowe gesty Warszawy, w tym asertywna postawa prezydenta Karola Nawrockiego, są krokiem w dobrym kierunku, lecz pozostają niewystarczające, dopóki sprawa nie stanie się oficjalną, twardą linią polskiej dyplomacji na całym świecie. – Muszą powstać obcojęzyczne publikacje tłumaczące, dlaczego uważamy ideologię banderyzmu za ideologię antyludzką, antyhumanitarną i zbrodniczą. To musi w prostych tezach być wyartykułowane przez polską dyplomację na forum międzynarodowym. Czeka nas w tej sprawie spór, który będzie trwał dekady – zapowiedział Bosak.

Czytaj więcej

Historyk o tajnym porozumieniu między Zełenskim a Dudą. „To bardzo źle świadczy o Dudzie”

„Jemu się już trochę nie chce”. Krzysztof Bosak nie wyklucza poparcia referendum ws. odwołania Rafała Trzaskowskiego

Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak zapytany wprost, czy prezydent stolicy Rafał Trzaskowski ponosi odpowiedzialność za głośną aferę wokół Szpitala Południowego, odpowiedział bez wahania: – Tak.

Lider Konfederacji ocenił, że obecny włodarz Warszawy sprawia wrażenie polityka znużonego sprawowaniem lokalnej władzy. – Jest takie przekonanie w tej chwili wśród polityków, niezależnie od opcji, że mu się trochę nie chce tym wszystkim zajmować. On ma wyrobione na tyle nazwisko, pozycję i kontakty międzynarodowe, które moim zdaniem kręcą go bardziej niż problemy zarządzania Warszawą – stwierdził Bosak, sugerując, że najlepszym rozwiązaniem byłaby rezygnacja Trzaskowskiego, co pozwoliłoby przejąć stery w mieście komuś „ze świeżą energią”.

Polityk zadeklarował jednocześnie, że Konfederacja jest gotowa zaangażować się w procedurę przedterminowego odsunięcia prezydenta od władzy. – Jeżeli będzie poważna inicjatywa w tym zakresie, rokująca szanse na sukces, to myślę, że będziemy zbierać podpisy i namawiać do referendum za odwołaniem Rafała Trzaskowskiego – zapowiedział gość programu.

Czytaj więcej

Kiedy w Warszawie odbędzie się referendum? Znamy szczegóły próby odwołania Trzaskowskiego

Kto kandydatem na prezydenta Warszawy? „Powinniśmy wystawić kogoś nowego”

Ewentualne referendum oznaczałoby konieczność rozpisania nowych wyborów w stolicy. Jacek Nizinkiewicz dopytywał wicemarszałka o potencjalne personalia i ewentualny powrót do kandydatury jednego z liderów Konfederacji. Krzysztof Bosak sceptycznie odniósł się jednak do pomysłu ponownego startu Przemysława Wiplera, który o fotel prezydenta Warszawy ubiegał się już w przeszłości. – Myślę, że gdybyśmy ponownie mieli wybory w Warszawie, to powinniśmy wystawić kogoś nowego – stwierdził.

Pytany, czy sam nie chciałby podjąć takiego wyzwania i wystartować w wyścigu o ratusz, Bosak odmówił jednoznacznej deklaracji.

– Nie będę odpowiadał na to pytanie w tej chwili, dlatego że po prostu nie mam tego zupełnie przemyślanego – skwitował wicemarszałek Sejmu.