Najnowsze dane Eurostatu, obejmujące 2024 r., dobrze ilustrują skalę tego wyzwania. Nakłady Unii Europejskiej na badania i rozwój wyniosły 2,24 proc. PKB, wciąż wyraźnie poniżej celu 3 proc. oraz poziomu osiąganego przez Stany Zjednoczone, Japonię i Koreę Południową. Jeszcze ważniejsza od skali wydatków jest jednak ich struktura. W sektorze przedsiębiorstw nakłady na B+R w UE odpowiadały 1,49 proc. PKB, podczas gdy w USA było to 2,70 proc., w Japonii 2,72 proc., a w Korei Południowej aż 3,93 proc. PKB.
Nie dowodzi to jeszcze istnienia europejskiej „luki monetyzacji”, ale wskazuje na jej źródło – relatywnie słabsze zakorzenienie działalności innowacyjnej w przedsiębiorstwach, czyli tam, gdzie wiedza najłatwiej zamienia się w produkt, przewagę konkurencyjną i zysk. Potwierdzają to również dane korporacyjne opublikowane w 2025 r. Spośród 2000 największych przedsiębiorstw inwestujących w badania i rozwój na świecie firmy z Unii Europejskiej odpowiadały za 16,2 proc. globalnych nakładów, podczas gdy przedsiębiorstwa amerykańskie za 47,1 proc.
Nie brakuje innowacji, problem w czym innym
Na tym właśnie polega zasadniczy paradoks europejskiej konkurencyjności. Europa potrafi tworzyć technologie, patenty i wysokiej klasy rozwiązania, ale coraz częściej najbardziej wartościowe ogniwa łańcucha wartości powstają tam, gdzie przedsiębiorstwa szybciej przechodzą od technologii do rynku, a następnie od rynku do globalnej skali. Problem Europy nie polega więc na niedoborze innowacji, lecz na zbyt słabej zdolności do budowania na ich podstawie trwałej wartości gospodarczej. Ostatecznie chodzi o przekształcanie wiedzy w aktywa, aktywów – w przedsiębiorstwa, a przedsiębiorstw – w trwałe źródła renty ekonomicznej.
Tę diagnozę wzmacniają dane dotyczące finansowania wzrostu przedsiębiorstw. Europejski Bank Inwestycyjny wskazuje, że europejskie spółki typu scale-up pozyskują przeciętnie około połowę kapitału dostępnego dla porównywalnych firm z Doliny Krzemowej. Z kolei Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że w ostatniej dekadzie inwestycje venture capital w Unii Europejskiej wynosiły średnio około 0,3 proc. PKB rocznie, czyli mniej niż jedną trzecią poziomu amerykańskiego. To jeden z powodów, dla których wiele europejskich innowacji już na wczesnym etapie rozwoju szuka inwestora, rynku kapitałowego lub nabywcy poza Europą.
Podobnych wniosków dostarcza raport Mario Draghiego dotyczący przyszłości europejskiej konkurencyjności. W ciągu ostatnich 50 lat w Unii Europejskiej nie powstała od podstaw żadna firma o kapitalizacji przekraczającej 100 mld euro. Jednocześnie w latach 2008–2021 blisko 30 proc. europejskich jednorożców przeniosło swoje siedziby poza Unię. To już nie tylko problem finansowania. To problem zdolności do utrzymania w Europie skali działalności, własności i renty ekonomicznej.
Czytaj więcej
– Wydaje mi się, że raport Draghiego bardzo wstrząsnął europejskim establishmentem i stworzył nastrój, że „teraz albo nigdy” – mówi prof. Beata Jav...
Pytania o logikę unijnego wsparcia
Można powiedzieć, że Europa coraz częściej eksportuje nie tylko towary i kapitał, lecz także przyszłe źródła wzrostu. Gdy startup rozwijany dzięki europejskiej wiedzy, uczelniom i często również publicznemu finansowaniu przenosi własność intelektualną lub centrum decyzyjne poza Unię, wraz z nim migrują przyszłe zyski, wpływy podatkowe, wysokopłatne miejsca pracy oraz zdolność do finansowania kolejnych „pokoleń” innowacji.
Konkurencyjność przestaje być wyłącznie kwestią tworzenia technologii. Staje się przede wszystkim zdolnością do zatrzymania związanej z nimi wartości ekonomicznej. W tym kontekście dyskusja o przyszłym budżecie Unii Europejskiej nie powinna sprowadzać się do pytania, ile środków zostanie przeznaczonych na konkurencyjność, technologie czy transformację. Kluczowe jest pytanie o logikę tych wydatków. Czy europejskie pieniądze publiczne będą przede wszystkim refundować koszty czy raczej budować nowe rynki? Czy będą finansować kolejne projekty czy tworzyć warunki do powstawania przedsiębiorstw zdolnych do globalnej ekspansji? Czy ich celem pozostanie absorpcja środków czy akumulacja trwałych przewag konkurencyjnych? Z takimi dylematami musiała zmierzyć się Komisja Europejska, przygotowując propozycję nowych Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2028–2034. To one będą również osią negocjacji budżetowych pomiędzy Parlamentem Europejskim a państwami członkowskimi.
Jak budować globalnych liderów
Raport Mario Draghiego prowadzi do jednoznacznego wniosku: Europa potrzebuje nie tylko większych nakładów na innowacje, lecz przede wszystkim mechanizmów, które pozwolą skuteczniej przekładać przewagi technologiczne i przemysłowe na produktywność, wzrost oraz globalną konkurencyjność przedsiębiorstw. Właśnie dlatego w projektowanej architekturze budżetu po 2027 r. Komisja Europejska proponuje utworzenie Europejskiego Funduszu Konkurencyjności (European Competitiveness Fund). Jego zadaniem ma być finansowanie całego cyklu rozwoju technologii – od badań naukowych, przez skalowanie przedsięwzięć, aż po produkcję przemysłową.
Sam projekt funduszu pokazuje, że europejska debata o innowacjach stopniowo odchodzi od pytania „jak finansować badania?” na rzecz znacznie bardziej fundamentalnego: „jak budować globalnych liderów?”. Komisja Europejska słusznie uznała, że taka logika nie może ograniczać się wyłącznie do technologii cyfrowych czy sztucznej inteligencji. Powinna obejmować również przemysł obronny, transformację energetyczną, ochronę zdrowia oraz sektor biogospodarki – wszędzie tam, gdzie przewaga technologiczna może przełożyć się na długookresową przewagę gospodarczą.
Nieprzypadkowo temat ten powrócił również podczas lipcowej konferencji budżetowej Unii Europejskiej. Jako panelistka debaty „Unlocking Europe’s Competitive Edge” miałam okazję uczestniczyć w dyskusji poświęconej źródłom europejskiej konkurencyjności oraz roli budżetu UE w ich wzmacnianiu. W rozmowach z ekonomistami, przedstawicielami instytucji europejskich oraz praktykami polityki innowacyjnej wielokrotnie powracało jedno pytanie. Nie chodzi o to, ile Europa wydaje na innowacje. Chodzi o to, czy potrafi zatrzymać wartość gospodarczą, którą dzięki nim tworzy.
Jednym z najczęściej przywoływanych punktów odniesienia były prace Philippe’a Aghiona dotyczące wzrostu gospodarczego napędzanego innowacjami. W klasycznym artykule „A Model of Growth Through Creative Destruction”, napisanym wspólnie z Peterem Howittem, Philippe Aghion pokazuje innowację nie jako prosty przyrost wiedzy, lecz jako mechanizm trwałej przebudowy gospodarki. Nowe technologie tworzą wartość dopiero wtedy, gdy przechodzą pełną drogę – od laboratorium do produktu, od produktu do rynku, a od rynku do zysku finansującego kolejną falę inwestycji.
Czytaj więcej
Zwolnienie z podatku bankowego kredytów dla firm, emisja obligacji infrastrukturalnych gwarantowanych majątkiem Skarbu Państwa, ulgi podatkowe dla...
Budżet UE powinien finansować zdolność do adaptacji
Z tej perspektywy płynie dla Europy prosty, ale fundamentalny wniosek. Polityka innowacyjna nie może kończyć się na finansowaniu badań. Musi obejmować cały cykl tworzenia wartości – od wiedzy, przez produkt i ekspansję rynkową, aż po reinwestowanie wypracowanych zysków. Dopiero wtedy innowacja staje się trwałym źródłem przewagi konkurencyjnej. W ujęciu Aghiona innowacja ma również wymiar polityczny. Twórcza destrukcja oznacza nie tylko narodziny nowych przedsiębiorstw, lecz także stopniowe wypieranie modeli biznesowych, które utraciły zdolność do konkurowania. Z tego punktu widzenia budżet Unii Europejskiej powinien finansować przede wszystkim zdolność do adaptacji, a nie utrwalanie status quo. Powinien wspierać ludzi i przedsiębiorstwa w dostosowywaniu się do zmian technologicznych, zamiast przedłużać życie sektorów, które utraciły potencjał rozwojowy.
Drugim warunkiem skutecznej monetyzacji innowacji jest skala. Europejski budżet może finansować badania i prototypy, ale nie stworzy globalnych liderów, jeśli przedsiębiorstwa nadal będą funkcjonować na rozdrobnionym rynku i z ograniczonym dostępem do kapitału. Innowacja potrzebuje nie tylko dobrego pomysłu, lecz także rynku, który pozwala szybko rosnąć. Dlatego dyskusja o przyszłej konkurencyjności Europy nie może ograniczać się wyłącznie do budżetu UE. Musi obejmować również dokończenie budowy jednolitego rynku, w tym integrację europejskiego sektora finansowego zgodnie z założeniami projektu Savings and Investment Union.
Jak podkreśla Enrico Letta, jednolity rynek pozostaje projektem niedokończonym. Bez głębszej integracji rynku kapitału, wiedzy i technologii europejskie oszczędności nadal będą w zbyt dużym stopniu finansowały rozwój przedsiębiorstw poza Unią Europejską, zamiast pracować na rzecz europejskich firm zdolnych do globalnej ekspansji. Z tej perspektywy budżet UE powinien być czymś więcej niż mechanizmem refundowania wydatków.
Logika refundacyjna jest administracyjnie wygodna – beneficjent ponosi koszt, instytucja weryfikuje jego kwalifikowalność, środki zostają rozliczone, a projekt formalnie zamknięty. Taki model dobrze sprawdza się w przypadku tradycyjnych inwestycji infrastrukturalnych. Jest jednak niewystarczający tam, gdzie celem jest stworzenie nowego rynku, rozwój przedsiębiorstwa i budowa przewagi technologicznej. Jeżeli Europa chce skuteczniej zarabiać na własnych innowacjach, budżet powinien pełnić rolę katalizatora rynku. Powinien tworzyć pierwszy popyt na nowe technologie, ograniczać część ryzyka ponoszonego przez inwestorów prywatnych, wspierać przejście od prototypu do produkcji przemysłowej oraz wzmacniać warunki do utrzymywania własności intelektualnej, kompetencji i najbardziej wartościowych ogniw łańcucha wartości w europejskim ekosystemie gospodarczym.
Publiczne euro nie powinno być ostatnim euro w projekcie. Powinno być pierwszym euro, które uruchamia kolejne – prywatne, długoterminowe i nastawione na finansowanie wzrostu. To z kolei wymaga zmiany sposobu oceny skuteczności europejskich wydatków. Sukces budżetu UE nie powinien być mierzony wyłącznie poziomem kontraktacji czy poprawnością rozliczenia środków. Są to wskaźniki procesu, a nie rezultatu. Kluczowe powinno być pytanie, czy publiczne pieniądze prowadzą do powstawania przedsiębiorstw, aktywów i rynków zdolnych do trwałego tworzenia wartości gospodarczej w Europie.
Jakie wskaźniki sukcesu
Dlatego nowe wskaźniki sukcesu – KPI, powinny mierzyć przede wszystkim skalę mobilizowanego kapitału prywatnego, liczbę przedsiębiorstw przechodzących do fazy ekspansji, wartość własności intelektualnej pozostającej pod europejską kontrolą, wielkość nowych rynków tworzonych dzięki publicznemu popytowi oraz udział europejskich technologii w globalnych standardach. Dopiero taki sposób zarządzania budżetem może sprawić, że będzie on nie tylko finansował innowacje, ale również pomagał Europie przechwytywać tworzoną przez nie wartość.
Europa nie potrzebuje dziś przede wszystkim większej liczby pomysłów. Potrafi tworzyć wiedzę, rozwijać technologie i wyznaczać światowe standardy. Wyzwaniem jest zdolność do zatrzymywania wartości ekonomicznej, którą sama generuje. Przyszłość europejskiej konkurencyjności nie zależy więc wyłącznie od wyższych nakładów na badania ani od uruchamiania kolejnych programów wsparcia. Zależy od zdolności do budowania przedsiębiorstw, które potrafią rosnąć, eksportować, utrzymywać własność intelektualną w Europie, przyciągać kapitał i reinwestować zyski w kolejne fale innowacji.
Budżet UE może odegrać w tym procesie istotną rolę, ale tylko wtedy, gdy stanie się katalizatorem rynku, a nie wyłącznie instrumentem refundacji. Philippe Aghion przekonuje, że innowacja jest źródłem trwałej renty ekonomicznej. Europejska praktyka zbyt często sprowadza ją natomiast do sprawnego rozliczenia projektu. To właśnie ta różnica coraz częściej decyduje o globalnej konkurencyjności. Jeżeli Europa chce odzyskać gospodarczą dynamikę, musi zmienić logikę działania. Nie wystarczy tworzyć więcej innowacji. Trzeba zacząć skuteczniej przechwytywać wartość, którą już potrafimy tworzyć.
Śródtytuły od redakcji