Można odpoczywać jak Tomasz Mann przez większą część filmu „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego. Odprężać się w blasku sławy i uznania. A przede wszystkim czegoś dużo od tych dwóch większego, bardziej relaksującego i komfortowego. Odpoczywać w poczuciu dziejowego posłannictwa – trochę jak święci odpoczywający w Bogu. Jaką ulgą jest głosić nauki, gdy u podnóża sceny gromadzą się łaknące jego mądrości tłumy. Za granicą, na emigracji, mógł się spotkać co najwyżej z wyrazami uznania, jowialno-amerykańskim poklepaniem po plecach: „very good, Mr Mann”. Dla artysty oswojonego z poczuciem własnej wielkości coś takiego jest jak tabletka APAP-u w organizmie uzależnionego od opioidów narkomana. Bardziej jątrzy niż zaspokaja ten jedyny w swoim rodzaju ból. Ból, który wyleczyć, od którego odpocząć przyleciał Tomasz Mann do zniszczonych przez wojnę Niemiec.