Z tego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób przepisy tworzą absurdy płacowe w ochronie zdrowia i kto na nich realnie zyskuje.
- Na czym polega mechanizm zadłużania się szpitali i kto ostatecznie pokrywa koszty niewydolności systemu.
- Jak wadliwa wycena świadczeń przez NFZ wpływa na zarobki lekarzy i rentowność oddziałów szpitalnych.
- Dlaczego lekarze pracują w kilku miejscach naraz, a dyrektorzy placówek nie są w stanie tego kontrolować.
– Nie płacimy lekarzom na kontraktach od kilku miesięcy, etatowcom składek ZUS, mamy zajęte konta przez komorników, a mimo to statek płynie dalej – przyjmujemy pacjentów w nowoczesnym szpitalu, trwoniąc w idiotyczny, bezsensowny sposób środki, których nie mamy – tak jeden z dyrektorów szpitala opisuje w rozmowie z „Rz” swoją obecną sytuację i zadłużenie na poziomie ok. 30 mln zł. Jest rozgoryczony, bo rząd po „aferze Kacprzyka” wskazał, że głównym problemem szpitali są milionerzy w kitlach. Po zmianach mają zarabiać maksymalnie do 240 zł brutto za godzinę.
– Najwięcej zarabiają u mnie anestezjolodzy – 210 zł za godzinę, lekarz w POZ, ale za kierowanie, koordynowanie i udzielanie świadczeń – 190 zł za godzinę, ratownik medyczny – 79 zł, a pielęgniarka na bloku operacyjnym 80 zł – wylicza dyrektor. Aż 90 proc. umów w szpitalu to jednak kontrakty, a nie etaty. I pyta: – No więc komu rząd ogranicza te 240 zł za godzinę? Mnie to sytuacji nie naprawi.
Jak się trwoni pieniądze w publicznej ochronie zdrowia, których i tak brakuje
– Pracuję w zawodzie 30 lat, z tego od 20 lat na kontrakcie. Nigdy nie chodziłem z CV po szpitalach, to praca szukała mnie. Ale dopiero od trzech lat lekarze zaczęli zarabiać naprawdę duże, bardzo duże pieniądze – mówi lekarz radiolog ze Śląska. - Wykonuję m.in. zabiegową radiologię, biopsje, ablacje. Pracuję w państwowych i prywatnych renomowanych placówkach – stawki za jego pracę są porównywalne. – Paradoksalnie jakość pracy lekarza jest lepsza w państwowych szpitalach, które w przypadku powikłań mają OIOM, specjalistyczne oddziały, mogę skonsultować wątpliwości. W prywatnych muszę wzywać do pacjenta karetkę – opowiada.
Uważa, że w szpitalach państwowych funkcjonuje niebywały przerost w administracji. – Moje zamówienie w państwowej klinice przechodzi przez sześć osób, w prywatnej – piszę maila i dostaję to, co zamawiałem. Pielęgniarka kontrastowa (wykonuje badania obrazowe w pracowniach tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego – red.) jest też rejestratorką, umawia wizyty. W szpitalach to osobne etaty czy kontrakty. Tak przepala się mnóstwo pieniędzy – dodaje lekarz.
Polska od kilku tygodni karmiona jest aferami w szpitalach, które wypłacają lekarzom niebotyczne kwoty, choćby chirurgowi z Braniewa, który zarobił 1,8 mln zł, a spółka neurochirurgów kazała sobie płacić za zabiegi w szpitalu w Mogilnie nawet 26 tys. zł za godzinę.
A co z pielęgniarkami? Pielęgniarki nigdy w Polsce jeszcze nie zarabiały tak dobrze jak teraz. Minimalne zasadnicze stawki (umowy o pracę) określa ustawa: od 8,5 tys. zł brutto ze średnim wykształceniem, po 11,5 tys. zł ze specjalizacją i studiami. Są też takie, które zarabiają po 20-25 tys. zł miesięcznie tylko w jednym miejscu.
Czytaj więcej
1,2 proc. lekarzy ze specjalizacją na kontrakcie zarabia brutto powyżej 100 tys. zł miesięcznie. Takich medyków jest w Polsce co najmniej 625. Kole...
Pielęgniarki w resortowym szpitalu kończą pracę o 14.30 i nikt nie zabrania im pracować w innej placówce. - Na pewno część tak dorabia, ale nie mogę o to pytać – dodaje dyrektor.
Szpitalom ciążą nierealne wymogi NFZ, które muszą spełnić, by otrzymać kontrakt na świadczenia. Na przykład szpital resortowy ma świadczenia z zakresu medycyny pracy (głównie dla służb mundurowych), ale choć przyjmuje tylko od rana do godz. 11, musi zatrudniać personel, w tym pielęgniarki, na całą dniówkę. W poradni POZ otwartej do godz. 18 o godz. 15 siedzi już tylko rejestratorka i dwie pielęgniarki. Lekarzy już nie ma. Większość jest w drugiej pracy.
Paradoksów jest więcej. Np. NFZ wymaga, by na szpitalnym oddziale ginekologicznym (bez położniczego) na jedno łóżko przypadało 0,75 pielęgniarki. – Idea „pacjent najważniejszy” właśnie sięgnęła absurdu. W szpitalu są rzeczywiście pielęgniarki czy lekarze, którzy pracują bardzo dużo, ale zdecydowana większość nie robi nic lub prawie nic i zarabia ogromne pieniądze – mówi nam pracownik jednego ze szpitali.
Te ogromne pieniądze gwarantuje ustawa, w której rząd PiS zapisał coroczne podwyżki, a rząd Tuska nie zdecydował się ich zatrzymać. Otrzymuje je „biały personel”, do którego należą m.in. sekretarki medyczne (rejestratorki). To sprawa, która wywołuje w placówkach ogromne niesnaski. Sekretarki czy rejestratorki ze średnim wykształceniem zajmują się umawianiem wizyt, wprowadzaniem danych pacjenta do systemów, dbają o grafiki lekarzy, odpowiadają na maile. – Nie ma to nic wspólnego z medycyną, wystarczy zrobić kurs online za 500 zł. Tymczasem znaczna część administracji szpitala czy poradni, jak np. dział zamówień publicznych musi posiadać wyższe wykształcenie, ale na podwyżki nie ma co liczyć. I zarabia mniej niż sekretarka medyczna, która odbiera telefon i umawia pacjenta – opowiada nam jeden z pracowników.
Kolejny paradoks – sprzątaczka na oddziale zarabia więcej niż ta, która sprząta resztę szpitala.
Lekarzom na kontraktach płaci się więcej niż pracownikom medycznym na umowie o pracę
Lekarze masowo zatrudniani są na umowach cywilnoprawnych (kontraktach). Z otrzymanego wynagrodzenia sami muszą pokryć składki na ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne, wykupić polisę ubezpieczeniową (odszkodowanie za błąd medyczny to koszt kilku tysięcy złotych rocznie), ale nie do końca są przedsiębiorcami – nie płacą bowiem podatku VAT. Ich usługi – tak uznało Ministerstwo Finansów – są zwolnione z tego podatku, o ile ich głównym celem jest profilaktyka, zachowanie, ratowanie lub poprawa zdrowia.
To nie wszystko. Radiolog: – Życie bardzo ułatwił nam PiS dzięki zmianom w podatkach, pozwalając nam przejść na 14-proc. ryczałt od przychodu. Dlatego jestem na kontrakcie. Mam swoje lata i dużo więcej chcę odłożyć i zainwestować. Z tego przywileju podatkowego korzystają także informatycy, architekci i projektanci.
Najambitniejsi z lekarzy pracują w kilku miejscach naraz, co przekłada się na gigantyczne zarobki. – Wiadomo, ich doba też ma 24 godziny, ale że nikt nie sprawdza, czy są jeszcze w gabinecie, czy już obsłużyli wszystkich pacjentów i zniknęli, więc potrafią być w kilku miejscach naraz? Dlaczego nikt nie robi o to awantury? Bo brakuje lekarzy i jak mi rzucą papierami z dnia na dzień, a ja mam kontrakt z NFZ, to leżę – opowiada „Rz” dyrektor jednego ze szpitali.
Lekarz: – Trzy dyżury jednocześnie? Tak, kiedyś słyszałem o takich historiach. To jest oszustwo.
Żartowaliśmy, że jak zaśniesz w parku na ławce po imprezie to budzisz się z trzema stentami
Dysproporcje w wycenie świadczeń? Diagnostyka całą dobę. Do czasu
Źle działa także system wycen świadczeń z NFZ. Są procedury wyceniane kuriozalnie wysoko (kardiologia, onkologia, ortopedia) i inne, na których tylko się traci (pediatria, geriatria). Te nierówności między specjalizacjami pogłębiają dysproporcje w zarobkach między lekarzami i tym, ile zarabiają w tej samej placówce, pracując przez tyle samo godzin.
Kardiologię dopieszczono zwłaszcza w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy. Kardiologiem jest m.in. Łukasz Szumowski, były minister zdrowia, a potem szef Instytutu Kardiologii w Warszawie. „Koronarografie, angioplastyki i leczenie ostrych zespołów wieńcowych stały się procedurami, wokół których opłacało się inwestować. Kardiolodzy inwazyjni latali samolotami do odległych szpitali, aby pełnić tam dyżury medyczne” – pisze w raporcie Klubu Jagiellońskiego prof. Urszula Demkow, lekarz i ekspert ochrony zdrowia, nazywając to „mechanizmem samonapędzającym się”. Ekspertka wyliczyła, że „w ciągu 10 lat wydatki NFZ na całą kardiologię wzrosły trzykrotnie – z 1 mld zł do 3 mld zł. Ale wydatki na kardiologię inwazyjną wzrosły aż sześciokrotnie – z 0,2 mld zł do 1,2 mld zł”.
- Żartowaliśmy, że jak zaśniesz w parku na ławce po imprezie, to budzisz się z trzema stentami – śmieje się lekarz radiolog. Za rządów Zjednoczonej Prawicy, w 2021 r. w ramach tzw. Polskiego Ładu, uwolniono także świadczenia w ramach diagnostyki laboratoryjnej. Rezonans czy tomograf był dostępny praktycznie od ręki. – Żyła złota, zwłaszcza wyczuli ją prywaciarze. Miały zmniejszyć się kolejki, więc robiliśmy je całą dobę. Prywatne szpitale, do których szli pacjenci, by nie czekać w kolejce, straciły rację bytu, część splajtowała, część ograniczyła działalność – przyznaje nasz rozmówca.
Po kilku latach NFZ zorientował się, że to worek bez dna, na który nie ma pieniędzy, a kolejki zmniejszyły się nieznacznie. Od kwietnia tego roku za badania wykonane ponad ustalony limit zaczął więc płacić o połowę mniej. – Wracamy więc do tego, co było. Pacjenci, by nie czekać na diagnostykę, znów wyciągną pieniądze z własnego portfela i pójdą do prywatnej placówki na gastroskopię – dodaje lekarz.
Obszarem, w którym nie ma limitów, nadal jest onkologia. A to rodzi wynaturzenia. – Tam jest „szybka ścieżka” i pełna diagnostyka. I jak się ma znajomego lekarza, to może np. wpisać podejrzenie raka na ból brzucha, by za darmo wykonać diagnostykę – mówi jeden z naszych rozmówców.
Czytaj więcej
Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wstrzymał przyjęcia nowych pacjentów do programów lekowych m.in. w onkologii – ustaliła...
Najbardziej dochodowe specjalności opletli więc prywaciarze, podobnie jak dobrze wycenianą onkologię. Jeden z renomowanych szpitali uniwersyteckich ma kontrakt z NFZ na świadczenia onkologiczne, ale od kilku lat zleca je prywatnej spółce, która co roku ma kilkanaście milionów czystego zysku.
NFZ, którego dziura budżetowa sięga ponad 20 mld zł rocznie, notorycznie nie płaci za nadwykonania – placówki muszą działać, płacić pensje, prąd, serwis maszyn. Pracownik jednego ze szpitali w dużym mieście: – Kolejki, które wkurzają pacjentów i są zmorą systemu, wynikają wyłącznie z niskiego kontraktu z NFZ. Ja się pytam: co zyska pacjent, że lekarz zarobi mniej, bo rząd tak powiedział? Nic.
Długi, lekarze milionerzy na papierze
Dyrektor szpitala: – Wczoraj przyszło do mnie trzech lekarzy na kontraktach i złożyło wypowiedzenia. Z dnia na dzień. Nie płacimy im od dawna, ale zgodnie z umową, nie mogą porzucić pracy w trybie natychmiastowym. Tego umowa nie przewiduje. Choć ja się po ludzku nie dziwię. Kto by chciał pracować za darmo? Co robi szpital? Prawnik szpitala wystawia im pismo, że rażąco naruszają warunki umowy. Ruszają więc negocjacje, a potem zwykle sprawy sądowe.
Czytaj więcej
Reformę ochrony zdrowia trzeba zacząć od zmian w rozporządzeniach koszykowych i wycenie świadczeń. Do tego nie jest potrzebna zgoda w koalicji ani...
Dlaczego szpitale nie płacą za pracę? Bo rzeczywiście nie mają pieniędzy. – Mamy zajęte konta. Komornicy omijają pensje pracowników na etatach, ale dla kontraktowców już nie mamy pieniędzy, a to nie są małe sumy. Resztę zajmują za długi, które mamy wobec hurtowni farmaceutycznych, firm energetycznych, serwisantów sprzętu medycznego – wylicza jeden z szefów takiej placówki. Jednemu z lekarzy szpital jest winny ponad 200 tys. zł. – Wiadomo, że kontraktowcy mają kilka źródeł dochodu, więc z głodu nie umierają. Ale jest to dziadostwo – mówi nam jeden z szefów szpitala.
Łączne zadłużenie szpitali w Polsce przekroczyło pod koniec marca tego roku 37 mld zł, a zobowiązania wymagalne (przeterminowane długi) wzrosły do ponad 5 mld zł. Kwoty te nie pokazują skali dramatu i mizerii w polskich publicznych szpitalach.
Czytaj więcej
Doradcy restrukturyzacyjni tworzą nowy rynek usług prawniczych kosztem SPZOZ-ów, które borykają się z gigantycznym zadłużeniem. Dzieje się to za ci...
Niespłacone długi szpitali rosną same z siebie, nie tylko z powodu odsetek. Także z powodu wymogów ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych, które wprowadziły stałą rekompensatę za koszty windykacji – od 40 do 100 euro od każdej faktury. Dyrektor szpitala: – Za każdą opóźnioną, nieopłaconą fakturę jesteśmy obciążani dodatkowo. Do 5 tys. zł to 40 euro, 70 euro od 5 do 50 tys. i powyżej – 100 euro. Z takich długów się nie wychodzi.
Długi szpitali obciążają płatników ZUS. Czyli nas wszystkich
Zadłużone szpitale latami na masową skalę nie płacą za pracowników składek ZUS. Świadczenia pokrywają za nie wszyscy płatnicy składek ubezpieczyciela. Zadłużenie wobec ZUS szpitali, uzdrowisk, poradni wynosi już ok. 1,15 mld zł i dotyczy 525 podmiotów – podaje „Rz” biuro prasowe Zakładu. Rekordzista (jeden szpital) winny jest zakładowi ponad 50 mln zł. Co to za podmiot? – Nie możemy ujawnić nazwy – odmawia odpowiedzi na to pytanie Piotr Olewiński z ZUS. Kolejne 30 podmiotów jest dłużnych od 10 do 50 mln zł, a 108 podmiotów ma od 1 do 10 mln zł długu. Tylko niespełna 59 proc. należności jest objęte układami ratalnymi.
dług 525 podmiotów medycznych wobec ZUS
Pracownicy ochrony zdrowia, za których pracodawca nie płaci składek drenują niewystarczalny budżet ZUS-u, a więc w pewnym sensie sponsorują ich inni płatnicy, którzy się składają na ich świadczenia. Dlaczego tak się dzieje? „Naliczanie składek emerytalnych i rentowych, mimo że pracodawca tych składek za pracowników nie uiszcza, gwarantuje przepisy prawa. Składki należne są ewidencjonowane na koncie pracownika bez względu na to, czy składka została opłacona przez pracodawcę. Pracownicy są więc traktowani tak samo jak ci, za których opłacono składki” – odpowiada nam Piotr Olewiński z ZUS.
Reforma ministra zdrowia, w którą nikt nie wierzy
W ramach zapowiadanej reformy Centralna e-Rejestracja ma zostać rozszerzona na 39 specjalizacji, określone zostaną maksymalne poziomy wydatków szpitali na wynagrodzenia personelu, wprowadzony zostanie obowiązek raportowania do NFZ rzeczywistych grafików pracy. Resort będzie wiedział po numerach PESEL o tym, ile zarabiają lekarze w Polsce. Nasi rozmówcy nie wierzą, że propozycje Ministerstwa Zdrowia uporządkują system i sprawią, by był bardziej sprawiedliwy i wydolny. – Propozycje są pisane pod „aferę Kacprzyka”, a przecież nie tu jest pies pogrzebany. Ta reforma nie zostanie wdrożona, efektów zakładanych nie przyniesie, nie ma na świecie systemu idealnego. Obecny rząd powie jednak, że próbował – komentuje jeden z naszych rozmówców.
Czytaj więcej
Po aferze z gigantycznymi zarobkami medyków rząd musiał pokazać, że odzyskuje kontrolę nad ochroną zdrowia. Zapowiedziane przez minister Jolantę So...