– Wiemy, że ryzyko jest olbrzymie, ale jesteśmy w sytuacji, w której nie możemy nie podejmować ryzyka. Bo to by oznaczało błyskawiczne zamknięcie szpitala – mówi o restrukturyzacji szpitala powiatowego w Ustrzykach Dolnych starosta bieszczadzki Marek Andruch. – To może się skończyć dla nas ciężko, ale proszę mi wskazać inne rozwiązania – dodaje.
Chociaż Prawo restrukturyzacyjne nie przewiduje możliwości restrukturyzacji samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SPZOZ), a przynajmniej nie wprost, to ich dyrektorzy i samorządy coraz częściej chwytają się tej brzytwy pod naporem zadłużenia, które przygniata SPZOZ-y.
Precedens w Skarżysku-Kamiennej
Szpitale publiczne – w przeciwieństwie do tych, które funkcjonują jako spółki prawa kapitałowego – nie działają dla zysku. To, czy SPZOZ może być restrukturyzowany tak jak przedsiębiorstwo, to obecnie przedmiot sporu między różnymi grupami interesów. Po jednej stronie są wierzyciele SPZOZ-ów – ich dostawcy, kontrahenci i instytucje finansowe, a po przeciwnej – prawnicy, którzy chcą zarobić na restrukturyzacji placówek.
Czytaj więcej
Spotkanie przedstawicieli rządu i korporacji samorządowych dotyczące problemów w ochronie zdrowia, nie przyniosło przełomu. Do 15 kwietnia samorząd...
Na czym polega problem z restrukturyzacją szpitali publicznych? – System opieki zdrowotnej od wielu lat finansuje się w części szpitalnej, przede wszystkim kredytując się u dostawców. Jeżeli restrukturyzacja SPZOZ-ów będzie możliwa, zaufanie, które leży u podstawy tego kredytu kupieckiego, po prostu runie, a wtedy dostawcy zaczną się wycofywać ze współpracy ze szpitalami – mówi „Rzeczpospolitej” Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. rynku zdrowia. Dlaczego dostawcy mają się wycofywać? Postępowanie restrukturyzacyjne oznacza umorzenie części długów, odsetek lub rozłożenie płatności w czasie, na czym tracą kontrahenci szpitala.
Chwyciliśmy oddech i możemy normalnie funkcjonować. Myślę, że jest to duża szansa dla naszego szpitala, że staniemy na nogi
Jeżeli SPZOZ straci dostawców, to mogą pojawić się kłopoty z zakupem leków, wyrobów medycznych czy z dostarczaniem żywności. A stąd już tylko krok do tego, żeby skutki restrukturyzacji na własnej skórze odczuli pacjenci. O tym, jak realne jest to ryzyko, przekonał się szpital powiatowy w Skarżysku-Kamiennej.
Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej”, z końcem kwietnia placówka przestanie leczyć część chorych na stwardnienie rozsiane, bo hurtownia farmaceutyczna, która jako jedyna zapewniała dostęp do trzech niezbędnych leków, nie chciała podpisać ze szpitalem nowej umowy na ich dostawę. Powodem okazały się obawy związane z restrukturyzacją placówki – poinformował portal Rynek Zdrowia. Rezultat jest taki, że 30 pacjentów, którzy korzystali z programu lekowego dla chorych SM w Skarżysku-Kamiennej musi przenieść się do innego szpitala.
Od marca 2025 r. placówce w Skarżysku-Kamiennej doradzała spółka Formedis z Poznania. Przygotowała dla szpitala plan naprawczy za 88,56 tys. zł brutto i zaproponowała SPZOZ-owi m.in. zastosowanie procedur z ustawy prawo restrukturyzacyjne. 17 marca tego roku w Skarżysku-Kamiennej ruszyło przyspieszone postępowanie układowe. Zapytaliśmy Formedis, czy trudności szpitala w kontakcie z kontrahentem, które przełożyły się na sytuację pacjentów, nie podważają sensu prowadzenia restrukturyzacji SPZOZ-ów w oparciu o Prawo restrukturyzacyjne.
To jest bolesne, że dzisiaj na horyzoncie nie ma żadnego pomysłu i nikt nie chce tego na głos powiedzieć.
W obszernej odpowiedzi Paweł Magdziarz, partner zarządzający Formedis przekazał „Rzeczpospolitej”, że „reakcja dostawcy wydaje się nieadekwatna do rzeczywistego zakresu ryzyka związanego z funkcjonowaniem szpitala w restrukturyzacji”. Jak wskazał, „od momentu otwarcia postępowania dłużnik jest zobowiązany do terminowego regulowania wszystkich zobowiązań bieżących”. Oznacza to, że szpital musiałby płacić hurtowni na bieżąco, gdyby zawarły umowę. Magdziarz podkreślił też, że „oczekiwanie od kierownictwa szpitala składania deklaracji o rezygnacji z korzystania z dostępnych prawnie instrumentów restrukturyzacyjnych mogłoby być interpretowane jako sprzeczne z interesem podmiotu leczniczego i działaniem na jego szkodę.”
Szpitale w zamrażarce
Mimo to restrukturyzacji SPZOZ-ów obawiają się nie tylko dostawcy, ale też związkowcy. Ich zdaniem dla pracowników szpitali takie niekontrolowane restrukturyzacje to ryzyko zwolnień grupowych, obniżki wynagrodzeń i ogólna niepewność zatrudnienia. – A dla pacjentów często oznacza to, że pojawia się ryzyko zamykania oddziałów i pogorszenia dostępności do świadczeń, szczególnie w tych małych miejscowościach, gdzie odległość między placówkami jest większa – mówi Renata Górna z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.
Czytaj więcej
Protest organizowany przez Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych potrwa tydzień. Nie będzie jednej manifestacji pod Ministerstwem Z...
W trakcie postępowania sanacyjnego jest szpital powiatowy w Kole. – Ja sobie nie wyobrażam, żeby cokolwiek tutaj zamknąć – mówi „Rz” dyrektor placówki Grzegorz Gibaszek. Jak podkreśla, w planach restrukturyzacyjnych wskazano na konieczność właściwego wykorzystania łóżek, zmniejszenia ich liczby, ale nigdy nie było mowy o likwidacji oddziałów. Przekonuje też, że szpital ma podpisane umowy z dotychczasowymi dostawcami leków i opłaca bieżące faktury. Te przeterminowane są teraz „zamrożone”, ale szpital kiedyś je zapłaci. – Chwyciliśmy oddech i możemy normalnie funkcjonować. Myślę, że jest to duża szansa dla naszego szpitala, że staniemy na nogi – mówi Gibaszek.
Radca prawny, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny Piotr Elżbieciak wskazuje, że w przypadku SPZOZ-ów zasadniczą korzyścią z postępowania restrukturyzacyjnego jest zatrzymanie egzekucji. Celem nie jest restrukturyzacja sama w sobie, ale przetrwanie. – Wkłada się taki szpital do przysłowiowej „zamrażarki”, on nadal funkcjonuje, ale najczęściej nie spłaca ani wierzytelności objętych układem, ani nie ma środków na bieżące płatności. Dodatkowo, jeżeli nadal przynosi straty na bieżącej działalności, to jak ma wygenerować nadwyżkę, żeby spłacać stare długi? – pyta prawnik. To problem, z którym może się zderzyć szpital w Skarżysku-Kamiennej. Placówka jest zadłużona na 142 mln zł i nadal generuje straty – tylko w lutym tego roku niemal 3 mln zł.
Bieżący budżet nie spina się też w szpitalu w Ustrzykach Dolnych. To pierwszy SPZOZ w Polsce, w przypadku którego sąd zatwierdził układ z wierzycielami w oparciu o prawo restrukturyzacyjne (luty 2026 r.). – Oparliśmy proces restrukturyzacji na założeniu, że pojawią się pewne reformy, nawet dla nas bolesne, i my te reformy będziemy wprowadzać. Nikt z nas nie zawierał układu z wierzycielami tylko po to, żeby odwlec płatności – podkreśla starosta bieszczadzki. Jak jednak dodaje, w sytuacji braku zmian systemowych działania restrukturyzacyjne szpitali się nie udają.
– To jest bolesne, że dzisiaj na horyzoncie nie ma żadnego pomysłu i nikt nie chce tego na głos powiedzieć. Jest za to jasno powiedziane, że pieniędzy nie ma i nie będzie; że system ma się sam wyregulować, a to jest najgorsze, co może się wydarzyć. Proszę spojrzeć na porodówki – są zamykane w sposób niekontrolowany przez nikogo. Za chwilę w taki sam sposób będą zamykane inne oddziały, a potem jeden po drugim będą padały szpitale – mówi Andruch.
Samorządowcy i dyrektorzy szpitali zarzucają państwu bierność. Od zeszłego roku czekają na instrument finansowy Banku Gospodarstwa Krajowego, który miał pomóc w oddłużaniu lecznic, jednak wiele wskazuje na to, że taki produkt nie powstanie. Ministerstwo Zdrowia rozmawia na jego temat z Ministerstwem Finansów od jesieni – jak dotąd bez widocznych rezultatów. Konsolidacja ogłoszona przez resort zdrowia jest zaś – zdaniem starosty bieszczadzkiego – nierealizowalna. Połączenie kilku zadłużonych szpitali nie pomoże bowiem żadnemu z nich.
Czytaj więcej
Łączne zadłużenie szpitali w Lesku, Sanoku i Dębicy to ok. 400 mln złotych. Przed zamknięciem może placówki uratować połączenie ze szpitalem uniwer...
– Te decyzje są podejmowane przez nas, nie po to, żeby robić sobie jakieś protezy finansowe, czy oszukiwać państwo polskie, tylko chwytamy się brzytwy, żeby przetrwać i dalej świadczyć usługi medyczne – mówi o restrukturyzacji Andruch. Jak podkreśla, na terenie takim jak Bieszczady wyłączenie szpitala z funkcjonowania oznacza, że bardzo duża część mieszkańców zostaje zupełnie pozbawiona opieki szpitalnej. W I kwartale 2026 r. w Szpitalu w Ustrzykach Dolnych ze świadczeń skorzystało 6846 pacjentów, w tym 949 z leczenia szpitalnego.
Dźwignia polityczna
– Widać, że jest aprobata ze strony Ministerstwa Zdrowia na wykorzystywanie narzędzi restrukturyzacyjnych w przypadku szpitali publicznych – mówi mec. Piotr Elżbieciak. Zdaniem prawnika Ministerstwo Sprawiedliwości również jest całkowicie ukierunkowane na to, żeby wsłuchiwać się w to zapotrzebowanie. – A zapotrzebowanie jest takie, żeby przytrzymać te szpitale, żeby one dalej funkcjonowały i „przyblokować wierzycieli”, kupując Ministerstwu Zdrowia czas na przygotowanie jakiegoś rozwiązania. To również potężna dźwignia polityczna. I to jest słuszny ruch, ale to nie powinno dziać się „na dziko”, tylko powinna być jakaś dyskusja resortu zdrowia z największymi dostawcami szpitali, hurtowniami farmaceutycznymi itd. – wskazuje Elżbieciak.
Czytaj więcej
Szpital Specjalistyczny Artmedik w Jędrzejowie sp. z o.o. chce zakontraktować tzw. pokój narodzin, czyli interwencyjny punkt położniczy dla kobiet...
W poniedziałek (20 kwietnia) strona pracowników i pracodawców Rady Dialogu Społecznego zarekomendowała rozpoczęcie prac nad nowelizacją Prawa restrukturyzacyjnego, która wyłączyłaby możliwość restrukturyzowania SPZOZ-ów w oparciu o przepisy tej ustawy. W uchwale zaproponowała projekt zmian. Jak słyszymy od uczestników wtorkowego Zespołu Trójstronnego ds. ochrony zdrowia, podczas spotkania wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka miała zapowiedzieć, że resort przeanalizuje propozycję RDS i w ciągu miesiąca projekt trafi pod obrady Rady Ministrów.
Zapytaliśmy, jakie podejście do zdolności restrukturyzacyjnej szpitali publicznych ma Ministerstwo Zdrowia. Resort wskazał, że właściwe do rozstrzygania tego zagadnienia są sądy powszechne, nie zaś minister zdrowia. Orzecznictwo sądów powszechnych jest jednak jednolite. 25 listopada 2025 r. Sąd Okręgowy w Rzeszowie – na podstawie postępowania restrukturyzacyjnego, które dotyczyło Szpitala w Lesku – skierował do Sądu Najwyższego pytanie „Czy Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej ma zdolność restrukturyzacyjną?”. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, posiedzenie niejawne w tej sprawie jest zaplanowane na 14 maja.
Samorządowcy i dyrektorzy szpitali zarzucają państwu bierność. Od zeszłego roku czekają na instrument finansowy Banku Gospodarstwa Krajowego, który miał pomóc w oddłużaniu lecznic, jednak wiele wskazuje na to, że taki produkt nie powstanie.
O plany dotyczące ustawy Prawo restrukturyzacyjne w kontekście SPZOZ-ów „Rzeczpospolita” zapytała też resort sprawiedliwości. „Prowadzone są analizy i rozmowy z Ministerstwem Zdrowia jako organem nadzorującym podmioty lecznicze, w zakresie ewentualnej potrzeby doprecyzowania przepisów ustawy (…) w zakresie ewentualnej zdolności albo braku zdolności restrukturyzacyjnej SPZOZ-ów z uwagi na obecnie istniejącą rozbieżność w interpretacjach, zarówno przez sądy, jak i w piśmiennictwie.” – przekazało nam ministerstwo.
W tle sporu o zdolność restrukturyzacyjną szpitali rośnie rynek doradztwa restrukturyzacyjnego wart dziesiątki milionów złotych. Stawki doradców restrukturyzacyjnych sięgają nawet kilkuset tysięcy złotych. Jako przykład może posłużyć przypadek Szpitala powiatowego w Golubiu-Dobrzyniu sp. z o.o., gdzie sąd ustalił wynagrodzenie wstępne zarządcy – Zimmerman Filipiak Restrukturyzacje SA – na 512,5 tys. zł netto. Chociaż mowa tu o restrukturyzacji szpitala działającego w formule spółki kapitałowej, to sposób obliczania wynagrodzenia zarządcy w przypadku SPZOZ-ów jest taki sam – zależy m.in. od liczby wierzycieli objętych układem i wysokości samego długu.