Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia rozwijają projekty, które mają nie tylko uprościć rejestrację, ale też skrócić czas oczekiwania i uporządkować informacje medyczne. To nie jedna zmiana, ale cała układanka, która ma sprawić, że kontakt z ochroną zdrowia stanie się bardziej „systemowy” i przede wszystkim prostszy dla pacjenta.
Jedna kolejka zamiast wielu
Problem zaczyna się już na starcie: gdzie w ogóle się zapisać? Pacjent często musi obdzwonić kilka miejsc, porównać terminy i po kilku dniach robić to ponownie, licząc, że coś się zwolni. Rozbudowa centralnej e-rejestracji ma ten schemat zmienić. W praktyce pacjent nadal zapisuje się do konkretnej placówki, ale widzi wszystkie dostępne terminy w jednym miejscu, czyli albo w Internetowym Koncie Pacjenta, aplikacji mojeIKP, albo bezpośrednio w placówce medycznej. Jak podkreśla Iwona Cikoto-Wawrzyniak z Ministerstwa Zdrowia, kluczowe jest to, żeby system objął cały rynek świadczeniodawców. – Centralna e-rejestracja nie będzie funkcjonowała, jeśli wszystkie placówki nie dołączą do tego systemu. To po prostu nie będzie miało sensu – zaznacza.
Z punktu widzenia resortu nie chodzi o kontrolę nad przychodniami, ale o uporządkowanie chaosu. – Centralna rejestracja jest dla pacjenta po to, żeby przestał dzwonić przez dwie godziny do placówki, żeby znaleźć termin wizyty – dodaje. Od 1 sierpnia do systemu dołączy kolejnych osiem zakresów świadczeń, obejmujących m.in. choroby naczyniowe, zakaźne, endokrynologię, hepatologię, immunologię, nefrologię, neonatologię, choroby płuc i leczenie gruźlicy. Docelowo ma to być standard, a nie osobny „tryb” zapisywania się do lekarza.
Historia leczenia w jednym miejscu zamiast rozproszonych dokumentów
Zmiany nie kończą się na rejestracji. Równolegle rozwijany jest e-Profil Pacjenta, który ma uporządkować dane medyczne rozproszone dziś między różnymi systemami i placówkami. Zamiast fragmentarycznej historii leczenia lekarz ma dostać dostęp do pełniejszego obrazu pacjenta: recept, rozpoznań, skierowań czy hospitalizacji. System ma też zwracać uwagę na istotne klinicznie zdarzenia, czyli np. alergie, niedawne pobyty w szpitalu czy omdlenia. – Chcemy z pacjentem być w jego zdrowiu i w jego chorobie. A kiedy ona przychodzi, chcemy, żeby lekarz miał najwięcej możliwych informacji na temat tego, co się działo z pacjentem – mówi Łukasz Sosnowski, dyrektor departamentu e-Zdrowia w ministerstwie zdrowia.
Dostęp do danych ma być jednak ściśle kontrolowany przez pacjenta poprzez IKP lub mojeIKP.
Czytaj więcej
Przepisy, które mają umożliwić monitorowanie zarobków w publicznej ochronie zdrowia po numerze PESEL, dotyczą nie tylko lekarzy i personelu medyczn...
Lekarz zajrzy do danych z domu
Kolejnym krokiem jest zdalne monitorowanie zdrowia, szczególnie ważne w chorobach przewlekłych. Zamiast pojedynczych pomiarów wykonywanych podczas wizyty, lekarz ma otrzymywać dane zbierane w czasie rzeczywistym lub regularnie w domu pacjenta. Mogą one pochodzić z urządzeń medycznych, systemów typu SMART (np. Apple Zdrowie czy Google Zdrowie) albo dzienniczków prowadzonych w aplikacjach IKP. Na początek rozwiązanie obejmie pacjentów diabetologicznych i kardiologicznych.
W praktyce oznacza to zmianę podejścia: leczenie przestaje opierać się na pojedynczym przeglądzie stanu zdrowia, a zaczyna przypominać ciągły monitoring, który pozwala szybciej reagować na zmiany.
Algorytmy w służbie diagnostyki, nie zamiast lekarza
Platforma Usług Inteligentnych rozwijana przez Centrum e-Zdrowia będzie analizować badania obrazowe i wskazywać potencjalne nieprawidłowości, m.in. zmiany nowotworowe płuc i piersi, nieprawidłowości w RTG klatki piersiowej czy zmiany w obrębie mózgu. System ma działać jako wsparcie lekarza, a nie w jego zastępstwie. Jego rolą jest przyspieszenie analizy i wyłapywanie przypadków wymagających pilnej reakcji. W efekcie diagnostyka ma być szybsza, bardziej precyzyjna i mniej obciążona rutynową analizą po stronie specjalistów.
Cyfrowe narzędzie dla pacjentów onkologicznych
Zmiany obejmą także pacjentów onkologicznych. Od 1 stycznia 2027 r. obowiązkowa ma stać się karta e-DiLO, czyli elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego. Ma ona zebrać całą ścieżkę pacjenta w jednym miejscu: od podejrzenia nowotworu, przez diagnostykę, aż po leczenie i kontrolę. Zamiast dokumentów rozproszonych między ośrodkami, lekarze i pacjenci mają pracować na jednym, spójnym obrazie sytuacji medycznej. To ma ograniczyć powtarzanie badań i przyspieszyć decyzje terapeutyczne.
Czytaj więcej
Ministerstwo Zdrowia zdecydowało o pełnym finansowaniu nadwykonań w diagnostyce pacjentów onkologicznych. Dla chorych na raka i osób po zakończonym...
Cyfryzacja nie ma być widoczna, tylko odczuwalna
Choć cały system opiera się na technologii, jego sens, jak podkreślają twórcy nowych rozwiązań, nie polega na cyfryzacji samej w sobie. Najważniejsze ma być coś znacznie prostszego: żeby pacjent szybciej znalazł termin, łatwiej go odwołał, a lekarz miał pełniejszy obraz sytuacji zdrowotnej bez zbierania historii od nowa. Jak mówi Konrad Madejczyk, dyrektor departamentu współpracy w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta, dla chorych nie liczy się „jak zaawansowany” jest system, tylko to, czy realnie ułatwia kontakt z lekarzem.