Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaką wiedzą o pracownikach TV Republika dysponują sprawcy fałszywych alarmów.
- Jaki związek z nękaniem dziennikarzy ma, według Tomasza Sakiewicza, zatrudnienie Zbigniewa Ziobry jako korespondenta w USA.
- Jakie kontrowersje towarzyszyły policyjnej interwencji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza.
Prawicowa Telewizja Republika a także jej czołowi dziennikarze od tygodnia są ofiarą fałszywych alarmów, które postawiły na nogi służby i zakłóciły pracę redakcji. Alarmy są różnorodne, ale mają jeden, ten sam cel – zdezorganizować redakcję prawicowej stacji, która kilka dni wcześniej ogłosiła, że jej korespondentem w USA będzie Zbigniew Ziobro. Coraz mniej faktów przemawia za tym, że może być to „robota” żartownisia. Świadczy o tym chociażby przypadek współpracowniczki TV Republika, którą autorzy fałszywych zgłoszeń wytypowali do ataku – okazuje się, że dysponowali wiedzą o jej 13-letnim synu.
Według szefa TV Republika cała zmasowana akcja „nękania i niszczenia dziennikarzy Republiki” ma związek ze Zbigniewem Ziobrą.
„Rzeczpospolitej” udało się ustalić, że spreparowane informacje, które dotyczyły dziennikarzy lub miejsc związanych z TV Republika miały powtarzalną treść – sprowadzały się najczęściej do przekazu o sytuacji, która zagraża czyjemuś życiu. Powtarza się w nich wątek bliżej niezidentyfikowanego chłopaka, który „chciał popełnić samobójstwo przez odkręcenie butli z gazem i przebywa pod konkretnym adresem”. Tak było w przypadku interwencji policjantów w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, przy ul. Wiktorskiej w Warszawie. Mail brzmiał następująco: „Jestem na Wiktorskiej... popełniam samobójstwo, mam na sobie pas szahida, wy...ę wszystko”. Do maila, który uruchomił wejście policjantów do mieszkania Tomasza Sakiewicza, miał zostać dołączony plik z głosem dziecka.
Seria fałszywych alarmów uderza w TV Republika. Dwa wejścia policji do Tomasza Sakiewicza
Seria fałszywych alarmów wymierzonych w TV Republika i jej dziennikarzy rozpoczęła się w środę, 13 maja. Tego dnia, po godz. 16 do redakcji przyjechała policja i straż pożarna po odebraniu zgłoszenia o bombie. Redakcja została zamknięta i przeszukana. Służby niczego nie znalazły. W czwartek pogotowie otrzymało wezwanie do pobitej osoby w siedzibie Republiki. W kolejnych dniach dochodziło do serii zgłoszeń, ze wskazaniem adresów domowych dziennikarzy (m.in. Michała Rachonia, Adriana Klarenbacha, Katarzyny Gójskiej czy Tomasza Sakiewicza, szefa TV Republika). Były to zgłoszenia o terroryście z pasem szahida, który miał zamknąć się w łazience Michała Rachonia, o znalezieniu ciała człowieka lub donosy o osobach, chcących popełnić samobójstwo. – W przypadku Michała Rachonia i Kasi Gójskiej oraz mnie wezwania służb miały miejsce dwukrotnie, mimo iż za pierwszym razem się one nie potwierdziły. Co więcej, po raz drugi służby weszły już z nakazem przeszukania – opowiada „Rzeczpospolitej” Tomasz Sakiewicz.
Będę tak długo drążył tą sprawę aż ostatnia osoba, która za tym stoi znajdzie się w więzieniu
Szef TV Republika nagrał piątkową, drugą interwencję w jego mieszkaniu w Warszawie – pod tym adresem prowadzi działalność gospodarczą. Dwóch policjantów weszło do lokalu i zakuło w kajdanki asystentkę Sakiewicza. Nie mieli obowiązkowych naszywek z numerem i nazwiskiem. – Oni wparowali do mnie, kiedy byłem w łazience, przebierałem się. Jeden z nich trzymał unieruchomioną moją asystentkę, drugi rozglądał się po pokojach. W pewnym momencie krzyknął: »Niestety, nie ma tego dziecka« – relacjonuje Sakiewicz. W jego opinii funkcjonariusze zachowywali się irracjonalnie, redaktor nie umiał znaleźć powodu, dla którego nie mieli identyfikatorów. – Z takimi policjantami w całym swoim życiu nie miałem nigdy jeszcze do czynienia. Nawet w czasach SB się na żądanie legitymowali – dodaje.
W sobotę na adres mailowy służący do kontaktu z widzami TV Republika trafił kolejny fałszywy donos o podłożonej bombie. – Mail ten nie był niczym innym jak prymitywną, nieudolną próbą skierowania całej sprawy z nękaniem nas na fałszywe, rosyjskie tory. Zawierał rusycyzmy, które miały udawać, że autorem są rosyjskie służby. Myśmy to przewidzieli wcześniej i nie myliliśmy się – stwierdza w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Sakiewicz.
Interweniujący nie mieli pełnego umundurowania – czapki na głowie, a przede wszystkim oznaczeń, które by ich identyfikowały.
Szef Republiki potwierdza, że w mailu znalazło się tam „nazwisko bardzo znanego polityka opcji rządzącej” jako inspirującego ten fałszywy zamach. Sakiewicz: – Moim zdaniem zrobiono to po to, żeby zbudować mu fałszywe alibi.
Redaktor naczelny TV Republika odmówił podania nazwiska tej osoby.
TV Republika karana za zatrudnienie Zbigniewa Ziobry w USA?
Według szefa TV Republika cała zmasowana akcja „nękania i niszczenia dziennikarzy Republiki” ma związek ze Zbigniewem Ziobrą. W niedzielę wieczorem, 10 maja stacja ogłosiła, że były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, który z Węgier wyjechał do USA, został komentatorem politycznym stacji w Stanach Zjednoczonych.
Polska prokuratura liczyła, że po zmianie władzy na Węgrzech sprowadzi Zbigniewa Ziobrę (a także Marcina Romanowskiego) do Polski i przedstawi mu zarzuty (od listopada 2025 r. jest to niemożliwe – były minister sprawiedliwości nie przebywa w kraju). 11 maja w TVN24 Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk ogłosił, że Tomasz Sakiewicz został wezwany na przesłuchanie do prokuratury w tej sprawie, aby wyjaśnił, dlaczego „z dnia na dzień pan Ziobro został zatrudniony przez tę stację telewizyjną”. – Tuż po zmianie rządów na Węgrzech stał się korespondentem, czy też pracownikiem Telewizji Republika i czy to ma związek być może z popełnieniem przestępstwa z artykułu 239 Kodeksu karnego, a więc przestępstwem poplecznictwa, między innymi tworzenia fałszywych dowodów dla osoby poszukiwanej – stwierdził Dariusz Korneluk.
Czytaj więcej
Piątkowa interwencja policji w mieszkaniu prezesa Telewizji Republika, Tomasza Sakiewicza, wywołała burzę polityczną i medialną. Wyjaśniamy krok po...
Tomasz Sakiewicz stawia mocne zarzuty. Jego zdaniem prawdziwi sprawcy są związani z obecnym obozem politycznym i wykorzystują policję oraz służby do niszczenia niezależnych mediów.
Podanie adresów domowych dziennikarzy w fałszywych donosach tylko w części można wytłumaczyć faktem, że są one ogólnie dostępne, bo zarejestrowane jako jednoosobowe działalności gospodarcze w tzw. rejestrze CEIDG. Zastanawiające jest, że jedną z ofiar tych ataków jest zewnętrzna współpracowniczka spółki TV Republika, osoba nieznana, której nazwisko nie pojawia się publicznie. Sakiewicz: – Osoba ta ma 13-letniego syna, o czym nawet ja nie wiedziałem. A policja dostała zgłoszenie, że 13-latek spod tego adresu podjął próbę samobójczą. To świadczy o doskonałym rozpracowaniu naszego środowiska. Nie jest to wiedza, która leży na ulicy i może ją zdobyć każdy.
– Efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Nie przestraszy nas to, nie zamknie nam ust. Będę tak długo drążył tę sprawę, aż ostatnia osoba, która za tym stoi znajdzie się w więzieniu – zapewnia Tomasz Sakiewicz w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Czytaj więcej
Jeżeli policja dostaje zgłoszenie o zagrożeniu życia, to jest to przypadek niecierpiący zwłoki. To, że później alarm okazuje się fałszywy, nie prze...
Rzekomy autor fałszywych alarmów okazał się ofiarą, której ukradziono tożsamość
Zdecydowana większość fałszywych zgłoszeń była przesyłana drogą mailową, niektóre były zamieszczane na chatach. Były kierowane nawet do Rzecznika Praw Dziecka. Policja tłumaczyła, że wszystkie takie zgłoszenia zostają zakwalifikowane jako pilne i że musi podjąć interwencję, ponieważ nigdy nie wiadomo, które z nich mogą okazać się prawdziwe.
Śledztwo wszczęła prokuratura. Zgłoszenie z art. 224a par. 1. Kodeksu karnego, który dotyczy wywierania wpływu „przemocą lub groźbą bezprawną na czynności urzędowe organu administracji rządowej, innego organu państwowego lub samorządu terytorialnego”. Już wiadomo, że sprawca (lub sprawcy) podszyli się pod osoby niemające ze sprawą nic wspólnego – zwolniony został zatrzymany w sobotę 53-latek, ponieważ okazało się, że ktoś się pod niego podszył – wykorzystał jego dane i włamał się na jego pocztę. Podobnie jak pod dwie inne osoby, które również mają otrzymać w śledztwie status pokrzywdzonego.
Dla wyjaśnienia, kto stał za fałszywymi zgłoszeniami najistotniejsze będą ustalenia informatyczne. „Poszczególne wątki prowadzą poza granice kraju, stąd do działań zaangażowano ekspertów z Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Analizie poddawane są także hipotezy dotyczące możliwego udziału tzw. wątku wschodniego” – podała policja. W sprawę są zaangażowani także funkcjonariusze z pionu kryminalnego, operacyjni, śledczy, do walki z cyberprzestępczością KSP.
Czytaj więcej
Moja żona i córki realnie obawiają się o swoje życie i zdrowie - rozmowa z Pawłem Wojtunikiem, byłym szefem CBA.
Kontrowersje przy wejściu policji do mieszkania Tomasza Sakiewicza
Prokuratura będzie badać również zachowanie policjantów, którzy dokonali interwencji w mieszkaniu szefa Republiki. Zawiadomienie o podejrzeniu przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków złożyła asystentka szefa TV Republika, którą policjanci zakuli w kajdanki.
Interweniujący nie mieli pełnego umundurowania – czapek na głowach, a przede wszystkim oznaczeń, które by ich identyfikowały. Brakowało naszywek na kieszeni z nazwiskiem i inicjałem imienia. Nie było także „tarczy”, czyli naszywki z nazwą i numerem jednostki lub jej nazwą. Naszywki są przypinane na tzw. rzepy, nie mogły więc same odpaść, ale zostały odpięte. – W takim stanie nie powinni być po odprawie dopuszczeni do służby – twierdzi jeden z policjantów.
Według informacji „Rzeczpospolitej”, już po interwencji, kiedy sprawa nabrała rozgłosu, policjanci mieli się tłumaczyć, że ich identyfikatory były na kamizelkach, ale te zdjęli przed wejściem do mieszkania.
Policjanci – według Sakiewicza i jego asystentki – nie przedstawili się wchodząc do mieszkania – funkcjonariusze z kolei twierdzą, że mieli to zrobić przy wejściu. Dlaczego potem dopytywani nie chcieli podać swoich nazwisk – nie wiadomo.
Doświadczeni policjanci zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt. Dwa dni wcześniej doszło do podobnego zgłoszenia i był to fałszywy alarm dotyczący mieszkania przy ul. Wiktorskiej – i ten fakt powinien być odnotowany w SWD Policji (System Wspomagania Dowodzenia Policji). Dyżurny, który wysyłał młodych policjantów na Wiktorską powinien ich o tym uprzedzić – być może z większym taktem i wyczuciem wykonaliby interwencję – i pospiesznie nie zakuwali kobiety w kajdanki, z tyłu, jak obchodzi się z przestępcami, i nie sprowadzali jej na dół, do radiowozu, co także było niezrozumiałe, bo po chwili ją rozkuli.