Policja weszła do mieszkania należącego do Tomasza Sakiewicza, szefa TV Republika, po zgłoszeniu dotyczącym osoby mającej zagrażać własnemu życiu. Potem okazało się, że alarm był fałszywy. Sakiewicz mówił o siłowym wtargnięciu i skuciu jego asystentki. BBN i prezydent wskazywali na problem presji wobec dziennikarzy. Czy widzi pan tu problem prawny?
Nie. W sensie systemowym przepisy są dość jasne. To nie jest sytuacja, w której przepisy są niejasne i nie wiadomo, jakie reguły stosować. Kodeks postępowania karnego, ustawa o policji i ustawa o środkach przymusu bezpośredniego od lat regulują takie sytuacje: kiedy można wejść do mieszkania, kiedy można zarządzić przeszukanie, kiedy można działać bez wcześniejszego postanowienia. Oczywiście osoba, która uważa, że jej prawa naruszono, może złożyć zażalenie do sądu. Sąd ocenia wtedy legalność, zasadność i prawidłowość działania funkcjonariuszy. Ale samo to, że policja weszła do lokalu po zgłoszeniu o zagrożeniu życia, nie jest jeszcze problemem prawnym. Problem może dotyczyć dopiero konkretnego przebiegu czynności.
Zarzuty ze strony Sakiewicza są takie, że policjanci powinni okazać nakaz, wylegitymować się, a ich działania były nieproporcjonalne.
Zasadą jest, że przeszukania lokalu albo osoby dokonuje się po wcześniejszym wydaniu postanowienia. Ale ta zasada ma wyjątek. W przypadkach niecierpiących zwłoki policja może wejść do mieszkania i dokonać czynności bez wcześniejszego nakazu, a zgłoszenie o zagrożeniu życia jest właśnie takim przypadkiem. To nie jest szczególnie kontrowersyjna interpretacja. Podobnie jest, gdy policja ściga sprawcę na gorącym uczynku, a ten chowa się w mieszkaniu. Funkcjonariusze nie czekają wtedy spokojnie na dokumenty, tylko działają. Pamiętajmy jednak, że system przewiduje kontrolę następczą. Każde przeszukanie bez nakazu jest zatwierdzane (lub nie) przez prokuratora lub sąd. Osoba, u której dokonano czynności, może żądać doręczenia postanowienia o zatwierdzeniu przeszukania. A niezależnie od tego może złożyć zażalenie do sądu. W tym sensie prawo nie zostawia obywatela bez ochrony.
Czytaj więcej
Piątkowa interwencja policji w mieszkaniu prezesa Telewizji Republika, Tomasza Sakiewicza, wywołała burzę polityczną i medialną. Wyjaśniamy krok po...
Czy późniejsze ustalenie, że alarm był fałszywy, zmienia ocenę samej interwencji?
Nie. Fałszywość zgłoszenia nie oznacza automatycznie, że policja działała bezprawnie. Policjant nie wie na wejściu, że alarm jest fałszywy. Ma zgłoszenie o zagrożeniu życia i musi je zweryfikować. To może być oczywiście przestępstwo po stronie osoby, która fałszywie zawiadamia służby i wywołuje ich reakcję. W kodeksie karnym jest przepis dotyczący fałszywych alarmów. Ale to jest inna kwestia niż ocena działania policjantów, którzy zostali skierowani na miejsce. Mówiąc kolokwialnie: jeżeli służby dostają informację o realnym zagrożeniu życia, to „wchodzą drzwiami”, bo dopóki nie sprawdzą sytuacji, nie mogą zakładać, że to żart, prowokacja albo złośliwe zgłoszenie.
Gdzie przebiega granica między pilną interwencją, czyli wejściem i sprawdzeniem lokalu, a przeszukaniem w rozumieniu kodeksu postępowania karnego? To ważne, bo w tej sprawie pojawia się słowo „przeszukanie”.
Jedno drugiego nie wyklucza. Policja może wejść do mieszkania w trybie pilnym, żeby sprawdzić zagrożenie życia. Jeżeli po wejściu okazuje się, że sytuacja jest wyjaśniona i nie ma dalszych podstaw, czynności się kończą. Ale może być też inaczej, gdy funkcjonariusze wchodzą w związku ze zgłoszeniem, a na miejscu widzą coś, co uzasadnia dalsze czynności: dowody przestępstwa, przedmioty niebezpieczne, np. narkotyki, jakieś ślady wskazujące na możliwość popełnienia przestępstwa.
Jeżeli służby dostają informację o realnym zagrożeniu życia, to „wchodzą drzwiami”, bo dopóki nie sprawdzą sytuacji, nie mogą zakładać, że to żart, prowokacja albo złośliwe zgłoszenie.
Wtedy mogą przystąpić do przeszukania albo zatrzymania rzeczy, jeżeli są ku temu przesłanki i zaczynają działać reguły procesowe: protokół, spis i opis rzeczy, pouczenia, możliwość żądania zatwierdzenia czynności, zażalenie. Ważne są konkretne fakty. Nie da się tego ocenić wyłącznie na podstawie ogólnego hasła: „policja weszła”.
A jeśli interwencja dotyczy zgłoszenia o próbie samobójczej? Czy policja może zabezpieczyć telefon, komputer albo inne nośniki?
Teoretycznie tak, ale musi mieć ku temu podstawy faktyczne. Samobójstwo jako takie nie jest przestępstwem. Natomiast karalne jest doprowadzenie człowieka do targnięcia się na własne życie, pomocnictwo albo podżeganie do samobójstwa. To oznacza, że policja – wchodząc do lokalu po zgłoszeniu o próbie samobójczej – widzi np. list albo inny materiał, który może mieć znaczenie dowodowe, może go zabezpieczyć. Ale to nie jest automatyczne. Musi istnieć powód związany z konkretną sprawą. Zatrzymanie rzeczy w takim wypadku (bez nakazu) także podlega zatwierdzeniu i na żądanie osoby, której taką rzecz zabrano, należy jej doręczyć postanowienie o zatwierdzeniu zatrzymania rzeczy. Także na zatrzymanie rzeczy służy jeszcze zażalenie do sądu.
Czytaj więcej
Rząd nie może zbagatelizować sprawy wejścia policji do mieszkania redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza, bo obecna koalicja rządząca...
Policja tłumaczyła też użycie kajdanek tym, że osoba obecna w lokalu nie chciała się przedstawić i współpracować. Kiedy w takiej sytuacji kajdanki są dopuszczalne?
Kajdanki są środkiem przymusu bezpośredniego. Ustawa przewiduje sytuacje, w których można ich użyć. Jedną z podstaw jest zapewnienie bezpieczeństwa osoby, wobec której podejmowana jest interwencja, innych osób albo samych funkcjonariuszy. Inną podstawą jest wyegzekwowanie zachowania wymaganego prawem, zgodnego z poleceniem policjanta. Co to oznacza? Jeżeli ktoś nie wykonuje poleceń policji, przepisy dają podstawę do użycia środka przymusu. Ale to nie znaczy, że każde użycie kajdanek jest automatycznie prawidłowe. Musi odpowiadać ustawie, zasadzie proporcjonalności i konkretnej sytuacji. Tego nie da się uczciwie ocenić bez znajomości pełnego przebiegu interwencji, bez nagrań czy protokołów.
Czyli samo „nie współpracowała” nie załatwia sprawy?
Nie załatwia. To jest punkt wyjścia, nie koniec analizy. Trzeba wiedzieć, co dokładnie robiła ta osoba, jakie polecenia wydali policjanci, czy sytuacja była dynamiczna, czy była obawa o bezpieczeństwo, czy zastosowano środek na krótko, czy dłużej. Takie rzeczy ocenia się później na podstawie materiału dowodowego.
W tej sprawie dochodzi jeszcze status Tomasza Sakiewicza jako dziennikarza i szefa stacji. Jeżeli lokal należy do dziennikarza albo może być wykorzystywany do pracy redakcyjnej, czy policja ma jakieś szczególne obowiązki?
Tak, ale trzeba uważać z uproszczeniami. Sam fakt, że ktoś jest dziennikarzem, nie tworzy immunitetu od interwencji. Jeżeli jest zgłoszenie o zagrożeniu życia, policja ma obowiązek je sprawdzić. Natomiast jeżeli podczas czynności pojawia się kwestia materiałów objętych tajemnicą dziennikarską, wchodzą specjalne reguły z k.p.k. Dokumenty albo nośniki mogące zawierać taką tajemnicę powinny być szczególnie zabezpieczone. Nie chodzi o to, że policja musi wszystko zostawić, lecz o to, że nie może po prostu swobodnie czytać i wykorzystywać takich materiałów bez zachowania procedury.
Trzeba uważać z uproszczeniami. Sam fakt, że ktoś jest dziennikarzem, nie tworzy immunitetu od interwencji
Podobnie byłoby w kancelarii adwokackiej, notarialnej czy lekarskiej. Jeżeli osoba uprawniona oświadcza, że dane materiały są objęte tajemnicą zawodową, organy muszą na to odpowiednio zareagować. Zabezpiecza się je technicznie, opisuje, przekazuje dalej, a o ewentualnym wykorzystaniu decyduje właściwy organ.
Czy tajemnica dziennikarska może zablokować zabezpieczenie materiałów?
Nie zawsze, ponieważ tajemnica dziennikarska nie oznacza, że niczego nie wolno dotknąć. Oznacza, że istnieje specjalna procedura. W pewnych sytuacjach możliwe jest zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej, ale wymaga to spełnienia warunków przewidzianych w k.p.k. i decyzji właściwego organu. Trzeba też pamiętać o łączniku między tajemnicą a przedmiotem postępowania. Gdybyśmy mieli sprawę o poważne przestępstwo niezwiązane z działalnością dziennikarską, to samo powołanie się na zawód dziennikarza nie może blokować postępowania. Co innego, jeżeli chodzi o materiały od źródeł, informacje redakcyjne, dokumenty objęte tajemnicą. Wtedy procedura musi być zachowana, a o wykorzystaniu dowodowym takich materiałów decyduje sąd lub prokurator, z tym że zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych.
Czytaj więcej:
Tajemnica dziennikarska jest wartością większą niż dobro postępowania karnego.
Pro