Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego zdjęcie z lotniska i nagranie wideo stanowią dla śledczych tak duże wyzwanie analityczne.
  • W jaki sposób poszukiwani politycy świadomie zacierają ślady, by utrudnić ich zlokalizowanie.
  • Gdzie może znajdować się cyfrowy słaby punkt, który zdradzi lokalizację ściganych byłych ministrów.

Kalkulacja, że zmiana władzy na Węgrzech rozwiąże problem dwóch polskich polityków i sprawi, że utracą prawo do azylu, a następnie w kajdankach wrócą do kraju, okazała się mocno zawodna. Byli ministrowie wykazali się większą przezornością i sprytem niż chcący ich postawić przed sądem śledczy. Obmyślili plan ewakuacji z nieprzychylnego im obecnie kraju i wyjechali w bezpieczne miejsce. Gdzie? Śledczy nie wiedzą i chwytają się różnych sposobów, by ustalić miejsce pobytu obu polityków PiS.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, służby obecnie koncentrują się na tym, by ustalić, skąd wysłano zdjęcie Zbigniewa Ziobry do redakcji TVN na skrzynkę Kontakt24, a także skąd swój „manifest” wygłaszał Marcin Romanowski. Według naszych nieoficjalnych informacji polskie służby dyplomatyczne również nieoficjalnymi kanałami potwierdziły obecność byłego ministra sprawiedliwości w USA. Jak się tam dostał, gdzie dokładnie mieszka – już nie wiedzą. Natomiast zupełnie nie wiadomo, co obecnie dzieje się z jego dawnym zastępcą.

Polskie służby próbują ustalić, skąd wysłano zdjęcie Zbigniewa Ziobry do redakcji TVN na skrzynkę Kontakt24, a także skąd swój „manifest” wygłaszał Marcin Romanowski. Romanowski

Energia służb skupiła się na poszukiwaniu Ziobry i Romanowskiego, jak w przypadku najgroźniejszych przestępców. Dlatego też zostały uruchomione wszystkie możliwości techniczne, którymi obecnie dysponują służby. Straż Graniczna zaangażowała w to pion operacyjny i laboratorium kryminalistyczne. Wiodący w poszukiwaniach jest wydział identyfikacji i poszukiwań Komendy Stołecznej Policji, a także wydział do walki z przestępczością cyfrową KSP.

Zdjęcie Zbigniewa Ziobry w USA. Przesłanie komunikatorem niszczy metadane

Najpierw w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja o Ziobrze w Stanach Zjednoczonych. O tym, że wyjechał z Węgier i znajduje się już w USA, poinformował prawicowy portal wPolityce. W niedzielę wieczorem na antenie Telewizji Republika pokazał się sam Ziobro i potwierdził, że jest w Stanach Zjednoczonych – miał tam zostać korespondentem stacji. Jeśli tak rzeczywiście jest, to mogło udać mu się skorzystać z wizy pracowniczej.

10 maja o tym, że były minister był widziany w sobotę na lotnisku Newark w New Jersey w Stanach Zjednoczonych, poinformowała telewizja TVN. Jak podała stacja, taką wiadomość oraz zdjęcie polityka przesłał na Kontakt24 jeden z internautów, który w sobotę widział Ziobrę na tym właśnie lotnisku. Na zdjęciu polityk siedzi oparty o ścianę i, uśmiechając się, rozmawia przez telefon – w tle jest panel z nazwą „Panda Express – Chinese Kitchen.”

Czytaj więcej

Wszystkie potknięcia polskiej prokuratury. Zbigniew Ziobro gra na nosie organom ścigania

Czy zdjęcie jest autentyczne? Przy obecnych możliwościach tworzenia nawet skomplikowanych obrazów z użyciem sztucznej inteligencji trudno od razu mieć taką pewność. Według informacji „Rzeczpospolitej” z tym zdjęciem – a w zasadzie z tym, skąd i przez kogo zostało przesłane – służby wiążą pewne nadzieje. Ustalenie nadawcy pomogłoby potwierdzić autentyczność zdjęcia, a więc i obecność Ziobry w tej części USA.

To wszystko zaczęto już operacyjnie sprawdzać. Mają w tym uczestniczyć m.in. eksperci ze wspomnianego wcześniej policyjnego laboratorium. Problem tylko w tym, że takie analizy dostarczą wiedzy pod warunkiem, jeśli zdjęcie zrobił bezpośredni obserwator i to on przesłał je do TVN. Jeżeli „poszło” łańcuszkiem – rozkolportowane przez wiele nośników (np. telefonów komórkowych), weryfikacja jego autentyczności będzie trudna. Tak samo jak potwierdzenie, że zostało wysłane przez osobę, która zrobiła je politykowi na lotnisku. 

Ustalenie, skąd wysłano zdjęcie do TVN, pozwoliłoby określić, gdzie przebywał Ziobro. Jedno z naszych źródeł jednak sugeruje, że ze wstępnej analizy ma wynikać, iż osoba, która je przekazała stacji, nie jest autorem zdjęcia, ale miała je od kogoś otrzymać.

– Jeśli zdjęcie to przesłano komunikatorem, to zostały zniszczone wszelkie metadane, które pokazałyby aż kilkadziesiąt informacji o nim, m.in. lokalizację miejsca, dokładny czas, jakim aparatem je wykonano i przez kogo – wylicza Przemysław Krejza, dyrektor ds. bezpieczeństwa Mediarecovery, lidera informatyki śledczej. Jego zdaniem większe szanse byłyby wtedy, gdyby zdjęcie wysłano tradycyjnym SMS-em. 

Marcin Romanowski profesjonalnie ukrył ślady, by go nie zlokalizować

Natomiast wciąż nie wiadomo, czy do USA udał się również Marcin Romanowski. O tym, że były wiceminister również jest w Stanach Zjednoczonych, w poniedziałek podał portal wPolityce. Z kolei w czwartek na profilu Romanowskiego na serwisie X pojawiło się nagranie, na którym polityk wygłasza wypowiedź – swoisty manifest.

„Zmieniają się okoliczności, ale jedno pozostaje niezmienne – walka o Polskę trwa aż do zwycięstwa nad tą szkodliwą i haniebną kryptodyktaturą Tuska” – mówił. W swoim ok. 2,5-minutowym oświadczeniu mówił o „bezprawiu, represjach i zastraszaniu”, przekonywał, że nie zmarnował czasu, wykonywał obowiązki posła, dziękował „węgierskim braciom”.

Czytaj więcej

Marcin Romanowski zabrał głos po wyjeździe z Węgier. „Walka o Polskę trwa”

Romanowski zadbał o tło – wybrał pusty pokój o kremowych ścianach, bez okien i żadnych sprzętów. Słyszalny był tylko pogłos. – Trzeba przyznać, że maksymalnie utrudnił zadanie służbom. Nie ma okien, drzew, charakterystycznych elementów krajobrazu czy otoczenia, co pozwoliłoby znaleźć jakiś punkt zaczepienia – słyszymy od jednego z byłych funkcjonariuszy służb. Nie ma wątpliwości, że wybór takiej scenerii był przemyślany i celowy.

Narzędzia AI pozwalają z banalnego, wydawałoby się nic nie znaczącego fragmentu drzewa czy okna ustalić co to za miejsce

Przemysław Krejza, dyrektor ds. bezpieczeństwa Mediarecovery

Dyrektor Krejza z Mediarecovery przyznaje, że Romanowski w ten sposób pokazał, iż zna się na współczesnej technice szpiegowskiej. – Służby wykorzystują możliwości sztucznej inteligencji (AI) do identyfikacji. Narzędzia AI pozwalają z banalnego, wydawałoby się nic nieznaczącego fragmentu drzewa czy okna ustalić, co to za miejsce – podkreśla ekspert informatyki śledczej. 

Czy nagranie wypowiedzi i wpis wrzucił na X sam Romanowski? Możliwe, ale równie prawdopodobne jest, że jeśli udostępnił swoje konto komuś zaufanemu, od strony technicznej tę czynność mógł wykonać ktoś inny. Czy technicznie jest to możliwe do ustalenia? Tak jak w przypadku zdjęcia istnieje ryzyko, że np. zostało zrobione wcześniej, a pokazane w wybranym momencie.

Główna siedziba i część serwerów platformy X (dawnego Twittera) znajdują się w Bastrop w Teksasie. Do tego firma korzysta z dużych centrów danych w Sacramento (Kalifornia) oraz w Atlancie (Georgia). – Służby amerykańskie ustaliłyby te dane bez problemu. Meta czy Apple przekazują takie dane służbom USA, nawet jeśli oficjalna narracja temu przeczy. W tym także dane szyfrowane – to efekt przepisów antyterrorystycznych. Nie sądzę jednak, by amerykańskie służby podzieliły się z nami tymi informacjami, zwłaszcza że sprawa formalnie dotyczy dwóch politycznych uchodźców – podkreśla Przemysław Krejza.

Czy jest gdzieś cyfrowy słaby punkt? To adres mailowy. Marcin Romanowski korzysta z konta na Gmailu

Udostępnienie informacji, które pozwoliłyby polskim służbom poczynić ustalenia dotyczące konta użytkownika jest praktycznie niemożliwe. Wiedzą o tym prokuratorzy, którzy nawet w poważnych śledztwach, zwracając się do strony amerykańskiej z pytaniami w tym zakresie, są skazani na niepowodzenie. Z jednym wyjątkiem – gdy chodzi o sprawy dotyczące terroryzmu.

Czy jest więc gdzieś cyfrowy słaby punkt? To adres mailowy. Marcin Romanowski korzysta z konta na Gmailu (Google ma europejską siedzibę w należącej do Unii Irlandii). – Konto mailowe, na które się logujemy, pozostawia bardzo dużo metadanych, które nas lokalizują i identyfikują. Słabością może być fakt, że często takie konto mamy skonfigurowane na wielu urządzeniach i zapominamy, aby te ślady zatrzeć – podsumowuje dyrektor Krejza.