Choćby uczono jej w przedszkolach metodą Helen Doron, a zdawanie egzaminu z jej znajomości było obowiązkiem każdego ósmoklasisty, o maturzystach nie wspominając – także gdybyśmy wszyscy z grubsza czytali i mówili w klasycznej grece, to i tak nowe tłumaczenia „Państwa” Platona (tym razem ukazującego się nakładem wydawnictwa Teologii Politycznej pod tytułem „Politeja”) byłyby wielkim świętem. Klasyczny tekst ukazujący się w języku jakiegoś narodu jest zawsze jak rozgrzane znamię wypalane na skórze zwierzęcia. Bierze go w posiadanie, oznacza go, nie daje o sobie zapomnieć. Nie można go już zetrzeć ani się pozbyć w jakikolwiek inny sposób.