Jedna z najgłośniejszych spraw w historii polskiej armii wciąż nie może doczekać się finału.
W sierpniu 2007 roku polscy żołnierze ostrzelali afgańską wioskę Nangar Khel. Zginęło ośmiu cywilów.
Prokuratura wojskowa oskarżyła siedmiu żołnierzy o zbrodnię wojenną. W czerwcu ubiegłego roku Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie wszystkich uniewinnił. Wczoraj SN uznał jednak, że w przypadku czterech oskarżonych: ppor. Łukasza Bywalca, chor. Andrzeja Osieckiego, plut. Tomasza Borysiewicza i st. szer. Damiana Ligockiego było to niezasadne. Sprawą ponownie zajmie się Sąd Okręgowy.
Według SN nie należało zastosować wobec nich zasady, że niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonych. – Sąd I instancji nie dążył do wyjaśnienia tych wątpliwości za pomocą innych dowodów, np. zeznań świadków. Nie dostrzegł także, że oskarżeni składali relacje takie, aby w jak najkorzystniejszym świetle przedstawić siebie – uzasadniał sędzia płk Krzysztof Mastalerz.
Sędziowie podtrzymali wyroki uniewinniające dowódcy kpt. Olgierda C. oraz starszych szeregowych Roberta Boksa i Jacka Janika. Są one już prawomocne.
Wojskowa prokuratura jeszcze nie zdecydowała, czy będzie składać skargę kasacyjną w sprawie uniewinnionych. – Najpierw musimy się zapoznać z pisemnym uzasadnieniem – mówił oskarżyciel w tym procesie płk Jakub Mytych. Jednak jego zdaniem takie rozstrzygnięcie SN można uznać za salomonowe.
Inaczej wyrok ocenia minister obrony Tomasz Siemoniak. – Miałem nadzieję, że wszyscy żołnierze zostaną uniewinnieni – mówił wczoraj. Podobne zdanie wyrazili generałowie Waldemar Skrzypczak i Sławomir Petelicki.