Rzeczposolita: Jak pan, człowiek bardzo aktywny, znosi kwarantannę?

Nie chcę brzmieć zbyt optymistycznie w tych niełatwych czasach, żeby nie zostało to odebrane jako lekceważenie problemu, ale radzę sobie zadziwiająco dobrze. Jestem z natury chaotyczny i dzięki temu dobrze się adaptuję, a koronawirus i te obostrzenia to właśnie nowa sytuacja, do której wszyscy się musimy przyzwyczaić. Staram się dużo ruszać, czytam książki, oglądam filmy, gotuję. Generalnie robię teraz dużo rzeczy, których wcześniej nie robiłem. To miłe, bo odkrywam nowe przyjemności, ale z każdym dniem czuję, że coraz bardziej chciałbym wrócić do trenowania. Tęsknię za tym, a to już nie jest miłe uczucie.

Bycie non stop w domu dla kogoś takiego jak pan jest trudne?

To prawda, że teraz trzeba się nauczyć bycia w domu, z rodziną. Dla mnie jednak to nie jest trudne, bo przez wiele lat nie miałem do tego okazji. Przez ostatnie cztery lata bardzo rzadko bywałem w domu, praktycznie mnie tam nie było. Ostatni raz mogłem tak długo pomieszkać u siebie chyba w 2016 roku, kiedy z reprezentacją Niemiec nie zakwalifikowaliśmy się na igrzyska olimpijskie.

Co z tych nowych aktywności sprawia panu najwięcej frajdy?

Chyba najlepiej wychodzi mi gotowanie. To świetne uczucie, kiedy mieszasz składniki, a na koniec przekonujesz się, że to, co przygotowałeś, jednak smakuje! Ostatnio zrobiłem risotto, przy którym przez 45 minut trzeba mieszać w garnku ryż. Normalnie uznałbym, że to strata czasu, a teraz przekonałem się, że to może sprawiać przyjemność. Jeszcze raz podkreślam: to ciężkie czasy i wielu cierpi, ale musimy wszyscy przez to przejść.

Zrobił pan sobie przerwę od siatkówki?

Rozmawia pan z człowiekiem uzależnionym od tego sportu. Nie wierzę, że zyskam jakąś nową perspektywę, bo dawno już wypracowałem swoją metodę. Przeczytałem książkę Richarda Oldfielda „Simple but not easy". Wierzę, że nawet największe sprawy i zadania można uprościć.

Kontaktuje się pan z zawodnikami?

W zeszłym tygodniu rozmawiałem z reprezentantami Polski, a teraz przez kilka dni rozmawiałem z moimi siatkarzami z Perugii. Jeszcze niedawno był przesyt grania, a teraz zawodnicy tęsknią, wypatrują momentu, kiedy można będzie wrócić na parkiet. Oczywiście, każdy zawodnik ma opracowany indywidualny program treningowy, który ma pomóc mu w utrzymaniu kondycji. Każdego dnia śledzę doniesienia o epidemii, ale w pewnym momencie już każdy ma dość. To byłoby miłe, gdyby ludzie mogli znów porozmawiać o futbolu, koszykówce, siatkówce. Powrót do gry to byłby symbol, że znów wystartowaliśmy jako społeczeństwo, a koronawirus może nas zatrzymać tylko na pewien czas.

A co z Ligą Mistrzów?

To jest trudne technicznie i logistycznie, bo grają kluby z wielu krajów, m.in. Jastrzębie, kluby rosyjskie, które w różnym momencie zawieszały rozgrywki. Może Liga Mistrzów powinna zostać dokończona w listopadzie lub grudniu? Oczywiście, drużyny grałyby wtedy w zmienionych składach, ale to wydaje mi się najbardziej rozsądne.

Igrzyska olimpijskie odbędą się rok później niż planowano. To dobrze, że wybrano taką datę?

To najbardziej logiczna decyzja. Liczyliśmy jeszcze niedawno, że do igrzysk zostały nam trzy, cztery miesiące, a okazuje się, że to będzie 15-16 miesięcy. Nie widzę tu jednak wielkich utrudnień. Spróbujemy popracować tego lata. Poproszę chłopaków o to i myślę, że będą chcieli.

Jak zrobić zgrupowanie w czasie epidemii lub tuż po niej?

Rozmawiamy o tym, jak się zabezpieczyć. Nie zaczniemy treningów, dopóki wszyscy w drużynie i ci, którzy będą z nami mieszkać, nie przejdą testów. Na pewno o to zadbam, bo jestem najstarszy w kadrze, więc jestem w największej grupie ryzyka i sam nie chcę kłopotów. Sport jest ważny, ale życie i zdrowie są ważniejsze. Nie będziemy ryzykować. Podobnie postępowałem w Perugii.

Gdzie miałoby być zgrupowanie?

Chłopcy chcieliby Spałę, ale ja uwielbiam Zakopane, bo kocham być w górach. Troszkę walczymy o to między sobą i zobaczymy, kto wygra. Teraz trzeba brać też pod uwagę ośrodek, który będzie dostępny.

W przyszłym roku planowane są też mistrzostwa Europy. Tam również poprowadzi pan polską kadrę?

Na razie nie mam kontraktu na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie i mistrzostwa Europy (kontrakt Heynena kończy się jesienią tego roku, czyli tuż po igrzyskach w Tokio w pierwotnym terminie – przyp. red.). Rozmawiamy z federacją i jesteśmy na dobrej drodze, ale jeśli chodzi o ME, to najpierw muszę porozmawiać z zawodnikami. Umawialiśmy się na pracę do igrzysk i może stwierdzą, że mnie już nie chcą? Oni też mają coś do powiedzenia i dla mnie dotychczas najważniejsze było to, że zawodnicy są za mną.

Mówił pan, że pana drużyny najlepiej grają w trzecim roku pana pracy, a on właśnie trwa...

No nie, tego roku nie liczę, bo nie można go nazwać trzecim rokiem pracy.