Ta radykalna propozycja rozwiązania problemu ma być ogłoszona na specjalnej konferencji w Senacie.
Wiceprezydent Wrocławia Jarosław Obremski, startujący do izby wyższej parlamentu z ugrupowania Obywatele do Senatu ma zaproponować, by przedszkola w Polsce były bezpłatne. Gminy zrezygnowałyby z opłat od rodziców pod warunkiem, że rząd na zasadzie subwencji będzie współfinansował przedszkola.
- To pozwoliłoby wielu samorządom pokryć różnice pomiędzy dotychczasowymi kosztami funkcjonowania placówek a tymi, które wynikły chociażby z konieczności zrealizowania podwyżek dla nauczycieli — zauważa Obremski. — Samorządy nie chcą dorobić się na rodzicach przedszkolaków, tylko zniwelować dziurę w budżecie.
Odpowiedzialny za edukację wiceprezydent Wrocławia jeszcze w kwietniu wraz z swymi odpowiednikami z Gdańska, Poznania i Szczecina ostrzegał w liście otwartym minister edukacji Katarzynę Hall o poważnych konsekwencjach nowych zapisów ustawowych i wprowadzania reformy za cudze pieniądze. Odpowiedzi na prośbę o spotkanie w tej sprawie nie było.
- Tzw. reforma sześciolatków to tylko dla Wrocławia koszt 150 mln zł — zauważa Obremski.
- Dzisiejszego zamieszania z przedszkolami nie byłoby, gdyby samorządy miały realny wpływ na proces legislacyjny w Senacie — dodaje.
We Wrocławiu rodzice płacą 2,49 zł za każdą godzinę ponad bezpłatne pięć godzin spędzone przez dziecko w przedszkolu. Miasto nie zamierza na razie iść w ślady Warszawy. Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz ogłosiła we wtorek plan zmniejszenia opłat ponoszonych przez rodziców.
Kilka dni temu z propozycją znowlizowania ustawy o przedszkolach jeszcze w tej kadencji wytąpił PIS a SLD zlożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie przepisów pod kątem zgodności z ustawą zasadniczą. W odpowiedzi premier Donald Tusk przestrzegał by nie robić ze sprawy przedszkoli "wyborczej młócki" i zapowiedział, że zbada które z samorządów przesadziły z opłatami.
Premier zaznaczył równiż, że państwo nie jest w stanie w całości pokryć kosztów utrzymania przedszkoli - jak obiecują inne partie - bo to oznacza wydatek wysokości 2 mld zł, których państwo nie ma.