Na Śląsku bałagan związany z ustawą refundacyjną wydaje się mniejszy niż w innych regionach. Chorzy zawdzięczają to wprowadzonym dziesięć lat temu kartom czipowym NFZ.

W poniedziałek (drugi dzień obowiązywania nowych zasad refundacji leków) do śląskiego NFZ zgłoszono ok. 100 interwencji pacjentów z całego 4,6-milionowego województwa. - Na przykład apteka nie zrealizowała recepty z pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ" - mówi Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego NFZ.

Zobacz » Samorząd » Z życia samorządów » Woj. śląskie

- Wprowadzenie kart w całym kraju w dużej mierze zapobiegłoby dzisiejszemu chaosowi - przekonuje Andrzej Sośnierz, były szef Śląskiej Kasy Chorych i były prezes NFZ.

Dzięki karcie lekarz na Śląsku nie musi się obawiać, że nieubezpieczonemu przepisze lek z refundacją, za co NFZ go potem ukarze. System w kilka sekund weryfikuje, czy pacjent jest ubezpieczony, czy nie.

Kartę ma dziś 4,46 mln mieszkańców województwa. W elektronicznym systemie są wszystkie placówki zdrowia, które mają podpisany kontrakt z NFZ. Przed wejściem chorego do lekarza system drukuje specjalne, spersonalizowane recepty. Jest połączony z Centralnym Wykazem Ubezpieczonych ZUS. - Za aktualizowanie listy ubezpieczonych odpowiada ZUS, co chroni pośrednio lekarza - wyjaśnia Kopocz.

Plastikowe karty z czipem wielkości dowodu osobistego wprowadził na Śląsku w połowie 2001 r. Andrzej Sośnierz, ówczesny szef Śląskiej Kasy Chorych. Mają ją dzieci już od szóstego miesiąca życia. Karta rejestruje każdą wizytę u lekarza. - Eliminuje patologie, np. wyłudzanie świadczeń - tłumaczy Kopocz.

Karta, dziś oceniana jako sukces, przysporzyła Sośnierzowi kłopotów. SLD-owski minister zdrowia Mariusz Łapiński zarzucił mu, że system wprowadził nielegalnie. Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych w 2002 r. skierował sprawę do prokuratury, ale ta oskarżyła Sośnierza jedynie o to, że nie wynajął powierzchni reklamowej na karcie, czym dopuścił się niegospodarności. Wygrał po czterech latach w sądzie.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Za rządów PiS Sośnierz został szefem NFZ. Wówczas kartę podobną do śląskiej, tylko nowocześniejszą, bo zawierającą więcej danych m.in. o przepisywanych lekach, chciał wprowadzić w całej Polsce (koszt szacowano na 400 mln zł). Pomysł zablokowało MSWiA, gdyż planowało w 2008 r. wprowadzać nowoczesne dowody osobiste, na których można by elektronicznie zapisywać także dane o ubezpieczeniu zdrowotnym.

Nowych dowodów do dziś nie ma. Termin ich wprowadzenia kilkakrotnie przesuwano, m.in. z powodu przeciągającego się przetargu na dostawę blankietów. Najnowszy termin to początek 2013 r.

Mimo wszystkich zalet karty czipowe nie zawsze chronią śląskich pacjentów przed skutkami protestu lekarzy. Część medyków bowiem nie wpisuje na receptach poziomu refundacji. Niektórzy, by utrudnić realizację recepty, zamazują nawet numer oddziału NFZ.

- Ja to robię w proteście przeciw ustawie, która zabiera mi czas dla chorego i straszy mnie konsekwencjami finansowymi - mówi nam śląski chirurg z 22-letnim stażem.

Kierowniczka jednej z aptek w centrum Katowic opowiedziała jednak "Rz", że pacjent, który zjawił się z receptą bez określonej refundacji, i tak dostał lek za darmo. Dzięki karcie apteka sprawdziła bowiem, że to mu się należy.