Samorządy są odpowiedzialne na swoim terenie za funkcjonowanie publicznego transportu. Nie muszą mieć jednak spółki, która świadczy na rzecz mieszkańców usługi przewozowe. Te zadania może powierzyć prywatnym przewoźnikom. I jak się okazuje, nie musi nawet organizować przetargów. Prawo pozwala odstąpić od przeprowadzania konkursu ofert. A przesłanki są tak skonstruowane, że o tym, kto dostanie zlecenie, zadecyduje urzędnik według własnego uznania.
Z wolnej ręki
Zgodnie z ustawą o publicznym transporcie zbiorowym gmina może bezpośrednio zlecić usługi przewozu pasażerów prywatnej firmie, gdy średnia roczna wartość przedmiotu umowy jest mniejsza niż 1 mln euro, albo też gdy autobusy będą rocznie pokonywały do 300 tys. kilometrów. Przetarg nie jest konieczny także wówczas, gdy wystąpi zakłócenie w świadczeniu takich usług (albo istnieje ryzyko, że do takiej sytuacji dojdzie) zarówno z przyczyn zależnych, jak i niezależnych od danego operatora. Wówczas zadanie to zleca innemu przewoźnikowi, z którym podpisuje umowę.
Można powierzyć przewóz osób bezpośrednio zakładowi budżetowemu
– Mamy tutaj przykład umowy, która będzie zawierana uznaniowo przez urzędników – ocenia Jadwiga Dudzik z Zespołu Prawnego Transtica. Zaznacza, że gmina czy miasto może zatem podpisać umowę bezpośrednią z dowolnym przewoźnikiem.
– Kryteria, nawet jeśli będą wymagane, nie staną się tutaj żadną wykładnią. Zapadnie czysto uznaniowa decyzja – dodaje. W jej ocenie przepisy ustawy są korupcjogenne.
To prawda, że samorządy najpierw muszą przygotować plany transportowe i dopiero na ich podstawie zlecą zadania w zakresie przewozu pasażerów, to jednak kosztuje i trwa, dlatego pierwsze przetargi mogą ruszyć dopiero w 2015 roku.
Elastyczne przepisy
Nie każdy się obawia, że przepisy sprowokują do załatwiania zleceń na przewozy „pod stołem". Zdaniem Jędrzeja Bujnego, radcy prawnego z kancelarii Dr Krystian Ziemski & Partners, to nie prawo, ale ludzie stoją za zachowaniami korupcyjnymi. W jego ocenie kryteria pozwalające na odstąpienie od przetargu są przejrzyste.
– Można np. wyliczyć, czy wartość umowy przekroczy 1 mln euro – mówi Bujny. Dodaje, że tylko jeden przepis może powodować, że decyzje urzędników będą uznaniowe.
Chodzi o sytuację, gdy pojawi się ryzyko zakłócenia funkcjonowania przewozów z przyczyn zależnych i niezależnych od operatora.
– To kryterium jest mało precyzyjne. Z drugiej jednak strony, gdy szwankuje komunikacja, pozwala gminie szybko podjąć decyzje, by usprawnić przewóz pasażerów bez przetargu – zaznacza.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora l.kuligowski@rp.pl