Maria Taraszkiewicz-Gurzyńska, burmistrz miasta i gminy Gniew w województwie pomorskim, pełni tę funkcję już czwartą kadencję.
– Staram się wykonywać swoją pracę jak najlepiej i raczej spotykam się z życzliwością. Nie wszyscy mnie jednak kochają i nie mogę się obrażać z powodu pomysłu referendum – mówi.
Grupę inicjatywną tworzy dziesięć osób związanych ze Stowarzyszeniem Gniewska Grupa Obywatelska. Z wnioskiem o przeprowadzenie referendum wystąpili w listopadzie 2015 r.
– Przeważył wywiad pani burmistrz dla „Dziennika Bałtyckiego" o gotowości do czasowego przyjęcia 100 uchodźców – mówi Krzysztof Urban, prezes Grupy PRokultura, jeden z inicjatorów referendum. – Chodzi jednak głównie o to, że obecna władza po prostu się zużyła.
Stowarzyszenie, skupiające głównie młodych ludzi, chce wyrwać miasto i gminę z marazmu.
– Mamy stagnację, nie widać działań prorozwojowych ani wizji przyszłości na najbliższe dziesięć lat – twierdzi Grzegorz Wasielewski, działacz stowarzyszenia, radny rady miejskiej.
Pani burmistrz tłumaczy, że w sprawie uchodźców została niewłaściwie zrozumiana. Zna możliwości gminy, w której brakuje mieszkań, pracy i środków finansowych. Na sesjach rady miejskiej wielokrotnie przedstawiała perspektywy rozwojowe. Trzeba jednak uwzględniać realia budżetowe i nie dopuszczać do nadmiernego zadłużania. Jej zdaniem grupa inicjatorów referendum nie zna finansowych możliwości gminy i snuje plany bez pokrycia.
Ale machina referendalna już ruszyła. Z początkowych trzech pytań: o przyjęcie uchodźców, budowę nowej szkoły i odwołanie burmistrza, zostało to ostatnie.
Referendum, planowane na koniec marca, zastopował wojewódzki komisarz wyborczy w Gdańsku. Z 1490 podpisów popierających wniosek o referendum 392 uznał za wadliwe i odrzucił wniosek. Inicjatorzy złożyli skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku. Ten stwierdził, że wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania burmistrza miasta i gminy Gniew przed upływem kadencji uzyskał poparcie 1237 osób, tj. 10,04 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców gminy. W konsekwencji przekroczono 10-proc. próg wymagany do przeprowadzenia referendum.
Zgodnie z ustawą z 2000 r. o referendum lokalnym referendum w Gniewie powinno się odbyć w ciągu 50 dni od uprawomocnienia się wyroku. Wyrok nie jest jednak prawomocny i wojewódzki komisarz wyborczy w Gdańsku może wnieść skargę kasacyjną do NSA. Na razie wszyscy zainteresowani czekają na jego decyzję.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, d.frey@rp.pl
Opinia
Krzysztof Izdebski, Porozumienie Fundament Społeczeństwa Informacyjnego
Referendum nie jest złotym środkiem na lokalne bolączki, ale pokazuje błędy w systemie sprawowania władzy. W latach 2010–2014 zorganizowano 122 referenda lokalne. Od stycznia tego roku do końca marca odbyło się ich sześć. Większość dotyczy odwołania organów gminy, głównie wykonawczych. A więc wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast. Mało jest referendów tematycznych. Nie palą się do nich lokalne władze, a zniechęcają progi frekwencji i liczby głosów, wymagane do uznania referendum za ważne, a jego wynik za rozstrzygający. Gdyby je zlikwidować, mogłoby to zwiększyć faktyczne możliwości wykonania woli mieszkańców.