Od lat słychać skargi na niskie pensje i brak podwyżek. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało analizę, jak jest naprawdę. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat przeciętne miesięczne wynagrodzenie wzrosło u urzędników sądowych o prawie 16 proc., pracowników obsługi o ponad 26 proc., a asystentów sędziów o ponad 17 proc. Przeciętna miesięczna płaca urzędnika sądowego wzrosła w tym czasie o 196 zł, pracownika obsługi o 223 zł, a asystenta sędziego o 243 zł.

Podwyżki miały objąć wyłącznie pracowników sądów powszechnych. Dlatego minister zwrócił się do rządu, by ten podzielił pieniądze na podwyżki między sądy i prokuraturę. W efekcie łączny wzrost wynagrodzeń (urzędnicy, asystenci, pracownicy obsługi oraz kuratorzy) wyniósł ok. 2 proc.

MS ma świadomość, że to i tak mało. Przytacza dane, z których wynika, że 65 proc. asystentów sędziów zarabia nie więcej niż 4 tys. zł, a w grupie urzędników pensje poniżej 4 tys. zł otrzymuje aż 68 proc. zatrudnionych. W efekcie pracownicy odchodzą. W 2017 r. umowy o pracę rozwiązano z 1831 pracownikami sądów.

We wstępnym projekcie ustawy budżetowej na rok 2019 średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej określono na poziomie 102,3 proc. Oznacza to, że pierwszy raz od dziewięciu lat nie został on ustalony na poziomie 100 proc. Jednocześnie w przekazanym ministrowi finansów projekcie części 15 minister sprawiedliwości przyjął założenie zwiększenia poziomu wynagrodzeń (wraz z pochodnymi) kuratorów, asystentów, urzędników, pozostałych pracowników sądów powszechnych oraz specjalistów opiniodawczych zespołów sądowych specjalistów łącznie o 5 proc. Na razie kwota jest utrzymana.

– Po latach zamrożeń wynagrodzeń zaniedbania są wielkie – mówi „Rz" Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości. Żeby to naprawić, MS powołało zespół, który ma się zająć sprawami pracowniczymi. W jego skład wchodzą związkowcy, przedstawiciele MS i dyrektorzy. Zespół ma przygotować regulacje, które pozwolą znieść dysproporcje w zarobkach na tych samych stanowiskach w różnych sądach. ©?