W latach 2018 i 2019 do Izby Dyscyplinarnej SN wpłynęło ponad 140 sędziowskich spraw. Chodzi o czyny od kradzieży i korupcji poprzez oszustwo aż do przekroczenia uprawnień. Winni zostali ukarani. ID orzekła: osiem upomnień, sześć nagan, trzy kary finansowe, po jednym usunięciu z funkcji i przeniesieniu oraz pięć wydaleń z zawodu.

Wkrótce tych kar może być dużo więcej. Powód?

Zmiany w ustawach sędziowskich wejdą w życie 14 lutego (DzU z 6 lutego, poz. 190).

Czytaj też:

Ustawa kagańcowa ogłoszona. Wiemy, kiedy wejdzie w życie

Spór o sądy: grozi nam "naga przemoc"

Co zawiera ustawa kagańcowa

Ustawa podpisana, sędziowie upokorzeni

Prezydent wybiera wariant pacyfikacyjny sędziów

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Złoty środek czy knebel?

Konkretnie chodzi o art. 107 ustawy o ustroju sądów powszechnych (usp). Ten w nowej wersji stanowi, że sędzia odpowiada dyscyplinarnie za przewinienia służbowe. I wymienia ich pięć. Po pierwsze, oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa.

Po drugie, działania lub zaniechania mogące uniemożliwić lub istotnie utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości.

Po trzecie, działania kwestionujące istnienie stosunku służbowego sędziego, skuteczność powołania sędziego lub umocowanie konstytucyjnego organu RP.

Po czwarte, działalność publiczną niedającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Po piąte, uchybienie godności urzędu.

Czy nowe przepisy są na tyle precyzyjne, że nie pozwolą na ich nadużywanie?

Sędzia Leszek Mazur, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa, uważa, że nowy katalog jest precyzyjny, choć zastrzega, że nie da się wymienić wszelkich zachowań, które mogą być traktowane jako przewinienia dyscyplinarne.

– O tym, jak się sprawdzi, zdecyduje praktyka i orzecznictwo – mówi „Rzeczpospolitej". I dodaje, że pisząc przepisy, zawsze szuka się złotego środka między konkretnością a ogólnością.

– Dotychczasowy przepis 107 usp nie odpowiadał wymaganiom rzeczywistości – twierdzi sędzia Mazur.

Barbara Piwnik, warszawska sędzia, od lat zabiera głos w publicznej debacie, słynie też z ostrego języka. Czy kiedy zmiany wejdą w życie, ograniczy swoją publiczną działalność? Czy będzie się obawiać konsekwencji?

Poszukają, aż znajdą

– A czego ja się mam bać? – pyta. – Moje wypowiedzi, o co bardzo się staram, zawsze mieszczą się w granicach wyznaczonych przez zbiór zasad etyki – kontynuuje sędzia Piwnik.

I dodaje, że jej wypowiedzi, nawet krytyczne, nie mają na celu obrażenia czy dotknięcia kogokolwiek.

– Mam nadzieję, że po tylu latach moich publicznych wystąpień przedstawiciele władzy wiedzą, że nawet krytyczne słowa są powodowane wyłącznie interesem obywatela i są wynikiem mojego bogatego doświadczenia zawodowego. Oczekuję, że sędziowie oceniający wypowiedzi moje czy innych sędziów będą to wszystko mieli na uwadze – mówi sędzia Barbara Piwnik.

Sędzia Waldemar Żurek (SO w Krakowie) ma już na koncie kilka postępowań dyscyplinarnych, ale kolejnych się nie obawia.

– Nie mam wątpliwości, że ów przepis został celowo napisany tak nieostro, by móc pod niego podciągnąć wszelkie zdarzenia. Krytykujesz pseudoreformę, mówisz o konstytucji, spotykasz się z młodzieżą i dyskutujesz o praworządności – to wszystko może być powodem dyscyplinarki – tłumaczy sędzia Żurek. I przypomina, że to rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych będzie o tym decydował. Dodaje, że przepis ten, jak i inne nowe rozwiązania zawarte w noweli, ma być batem na niepokornych sędziów, na których nie znaleziono uchybień w referatach, oświadczeniach majątkowych czy nie wykryto skandali obyczajowych.

Każda sprawa do wygrania

– Ale strachy na Lachy. My się takich rzeczy nie boimy. Wygramy sprawy przed każdym sądem europejskim – dodaje sędzia Żurek.

Podobnego zdania o nowym art. 107 jest sędzia Dorota Zabłudowska, sędzia Sądu Rejonowego w Gdańsku.

– Nie mam najmniejszych wątpliwości, że nie jest on precyzyjny i że będzie można pod niego podciągnąć każde zachowanie – mówi. Nie obawia się mimo to, że sędziowie ze strachu znikną z publicznej debaty.

– Liczę się jednak z lawiną dyscyplinarek – przyznaje.

W pierwotnej wersji projektu autorstwa PiS opisano jeszcze jedno naganne zachowanie. Chodziło o odmowę stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z konstytucją lub umową międzynarodową ratyfikowaną za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie nie stwierdził Trybunał Konstytucyjny. Wycofano się z niego.