Spośród owej piątki prezydent mianuje tego jednego. Jak się dowiadujemy, przynajmniej niektórzy sędziowie prowadzą cichą kampanię wyborczą.

Wybory zarządził wyznaczony przez prezydenta w czwartek, w ostatnim dniu sześcioletniej kadencji Małgorzaty Gersdorf, na pełniącego te obowiązki dr hab. Kamil Zaradkiewicz, nowy sędzia Izby Cywilnej SN, którego głównym zadaniem jest właśnie szybkie przeprowadzenie tych wyborów. On sam nie kandyduje na to stanowisko, nie kandyduje też prof. Gersdorf, która przeszła ze swej woli w stan spoczynku.

Izby osobno i w maseczkach

Wybory mają się odbyć z uwzględnieniem panującej epidemii, a więc nie w jednej sporej sali SN, lecz w salach rozpraw na pierwszym piętrze gmachu SN. W kolejnych salach będą sędziowie pięciu izb SN, a w szóstej prezydium posiedzenia, któremu przewodniczyć ma sędzia Zaradkiewicz. Dzięki elektronice sędziowie będą się słyszeć i widzieć, ale są wątpliwości, czy takie posiedzenie może być uznane za wspólne zgromadzenie sędziów SN. Prezes Gersdorf powinna je zwołać już w połowie marca, ale przesuwała datę ze względu na epidemię.

Czytaj też:

Zaradkiewicz: na 8 maja zwołam Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN

Zaradkiewicz: SN wkrótce zasłuży na pozytywną ocenę

Gersdorf się żegna: Sąd Najwyższy czeka trudna przyszłość

Nadchodzi komisarz Zaradkiewicz

Zaradkiewicz tymczasowym Pierwszym Prezesem SN

Z ostrożności epidemiologicznej będą zachowane odległości, pewnie też maseczki.

Przebieg zgromadzenia reguluje ustawa o SN, kilka miesięcy temu zmieniona właśnie wskutek tego, że odchodząca prezes mogła nie przeprowadzić wyboru kandydatów, a także gdyby „starsza" część SN zablokowała go absencją. Teraz wystarczy, że w tym posiedzeniu weźmie udział 32 sędziów. Samych nowych jest 37, brak kworum więc raczej nie wchodzi w rachubę.

Buntownicy bez szans

To oczywiste, że prezydent mianuje kandydata, który nie kwestionował twardo nominacji nowych sędziów. Na tzw. giełdzie pojawiają się nowi i starzy sędziowie. Ze starych wymieniani są najczęściej:

Wiesław Kozielewicz (1955) pełniący teraz (jako najstarszy sędzia) obowiązki prezesa Izby Karnej SN, znawca etyki prawniczej, z doświadczeniem pracy w PKW, ale też jeden z sześciu sędziów, którzy zgłosili zdanie odrębne do głośnej uchwały trzech starych izb SN, podważającej status nowych sędziów. Kozielewicz mógłby mieć poparcie obu stron, ale niedawno odmówił kandydowania na prezesa Izby Karnej, a co do obecnych wyborów powiedział „Rz", że jego zdaniem pierwszym prezesem powinien zostać ktoś z pokolenia prezydenta Dudy, czyli 40–50-latek.

Ze starej nominacji wymienia się też wybitnego karnistę profesora UJ Włodzimierza Wróbla (1963), sędziego Izby Karnej, znanego z bardzo krytycznych opinii o poczynaniach PiS w sferze sądownictwa, współsprawozdawcę styczniowej uchwały, którą prezentował on jako kompromis i konieczną reakcję SN, by zapobiec chaosowi w sądach po orzeczeniu TSUE. Pytanie, czy prezydent też tak uważa.

Z kolei z nowych sędziów wymienia się dr hab. Joannę Lemańską (1973), prezes nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, którą media zaliczały do znajomych prezydenta Andrzeja Dudy. Prezes Lemańska specjalizującą się w prawie administracyjnym jest otwarta na media.

Czarny koń i była podwładna Ziobry

Wymienia się też jednak mniej znanego sędziego tej samej Izby dr. hab. Tomasza Demendeckiego (1976) z UMCS, który, zanim został sędzią SN, obok pracy naukowej był też komornikiem i adwokatem. Jest autorem licznych publikacji. Od dość dawna na stanowisko pierwszego prezesa SN typuje się też dr hab. Małgorzatę Manowską (1964), wieloletnią sędzię warszawskich sądów cywilnych, w tym Apelacyjnego, ostatnio Izby Cywilnej SN, a od 2016 r. dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, byłą zastępczynię Zbigniewa Ziobry w MS. Była jedną z pierwszych, która zaprotestowała przeciw traktowaniu w SN nowych sędziów jako „gorszych".