5 listopada ma się odbyć Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. Będzie pan obecny?
Nie będę. Powód jest jeden i stale ten sam. Chodzi o nieklarowny status „nowych” sędziów w Sądzie Najwyższym. Skutkuje nieważnością lub bezwzględną przyczyną odwoławczą każdego orzeczenia, które zostanie wydane z ich udziałem, a przejawia się w nieuznawaniu przez sądy i trybunały europejskie tych sędziów za mogących stworzyć niezależny i niezawisły sąd. W tych okolicznościach nie widzę możliwości orzekania z „nowymi” sędziami. Nie przyłożę ręki do żadnych działań, które mogą pogłębić chaos. Po raz kolejny powtórzę: nie mogę orzekać z nimi w sytuacji, gdy Polska narażona jest na zapłacenie odszkodowania tylko z tego powodu, że w składzie sądu był „nowy” sędzia SN. Moja postawa nie wynika z emocji, niechęci, czy też ideologii – z kilkoma z „nowych” sędziów się przyjaźnię, z innymi koleguję. Niczego bardziej nie pragnę, jak zmienić tę chorą sytuację i powrócić do normalności.
Czytaj więcej
Z mojej strony nie ma przeszkód, żeby usiąść, porozmawiać z ministrem Waldemarem Żurkiem i wypracować rozwiązania dobre dla Polski. Jestem gotowy n...
A to realne?
Prawnicy tego nie zdołają zrobić, zabrnęło to tak daleko, że potrzebna jest zgoda polityczna, a na polityków jak zawsze nie ma co liczyć. Poza tym muszę powiedzieć coś więcej. Wspomniane przez panią posiedzenie ma podjąć uchwałę pełnego składu Sądu Najwyższego w przedmiocie dopuszczalności kwestionowania statusu sędziego i odpowiedzialności dyscyplinarnej i karnoprawnej za tego rodzaju działania. Czyli „nowi” sędziowie, których status powszechnie w cywilizowanym świecie jest kontestowany, a Polska płaci odszkodowania za orzeczenia przez nich wydane, mają zadecydować, czy można kwestionować ich dyskusyjny status i czy ten, który będzie tak czynił odpowiada karnie i dyscyplinarnie. Szanowna pani redaktor, powiem tak – jak chcę się pośmiać, to idę do cyrku, a jak boli mnie ząb, to idę do dentysty. Nie mieszam tych dwóch potrzeb. Namawiam „nowych” sędziów aby tego też nie robili. Proszę wybaczyć, ale to posiedzenie Sądu Najwyższego będzie przypominać groteskę. Niczego nie uleczy, a tylko ośmieszy Sąd Najwyższy. Od wzniosłości do śmieszności tylko jeden krok.
Były prezes Izby Pracy: nie dostrzegam żadnych działań zmierzających do zaprowadzenia porządku w SN
Nowy I prezes SN miał zaprowadzić porządek i zniwelować chaos w Sądzie Najwyższym. Tak zapowiadał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” tuż po objęciu urzędu. Udało mu się?
Myślę, że to pytanie trzeba skierować do pana Zbigniewa Kapińskiego. Ja nie dostrzegam żadnych działań zmierzających do zaprowadzenia porządku. Pomysł zwołania posiedzenia pełnego składu SN na 5 listopada 2026 r. i podjęcie przez samych zainteresowanych uchwały pogłębią tylko chaos. Pięciolatek w piaskownicy to rozumie. Z jednej strony, narazi SN po raz kolejny na śmieszność, z drugiej, treść uchwały, która jest przecież z góry przesądzona, sprawi, że tym bardziej pan Z. Kapiński i pozostali „nowi” sędziowie nie znajdą zrozumienia w Europie. Poza tym problem nie leży w statusie sędziowskim pana Z. Kapińskiego, ale w tym, że sposób ukształtowania tego statusu nie gwarantuje obywatelom, że sąd z jego udziałem będzie niezawisły i niezależny. To taka subtelna, ale istotna różnica i nie mogę pojąć, dlaczego od tylu lat nie może trafić do świadomości pana prezesa. Zadziwia mnie także stopień wyparcia przez „nowych” sędziów SN fundamentalnej zasady prawa, że nie można być sędzią w swojej sprawie.
Czytaj więcej
Politycy mówią o otwieraniu drzwi „butem”. Nie wiem, czy ma to być but sędziów – bo jeżeli tak, to znaczy, że nie mają zielonego pojęcia o podziale...
Atmosfera w SN, kontakty pomiędzy starymi i nowymi sędziami są lepsze niż za prezes Manowskiej?
Poza nielicznymi przypadkami między „starymi” a „nowymi” sędziami nie ma żadnych kontaktów, zarówno zawodowych, jak i pozazawodowych, a zatem trudno mówić, czy atmosfera jest lepsza, czy gorsza. Jeśli zdarzają się obszary, w których współpracujemy, to związane są one z bieżącą działalnością sądu i interesem obywateli. Poza tym SN jest pustynią, na której w osobnych wioskach mieszkają dwa plemiona ludzi. Politycy są zachwyceni, jedni i drudzy, a także ci, którzy dopiero będą rządzić. Taki Sąd Najwyższy nie jest nikomu do niczego potrzebny. Będzie służył tylko politykom do umieszczenia w nim „zasłużonych” lub „naszych”, aby w końcówce swojej drogi zawodowej zarobili trochę więcej pieniędzy i przeszli na hojny stan spoczynku.
Nowy I prezes ma jednak pomysły, jak zażegnać chaos w SN. Jeśli pan i inni tzw. starzy sędziowie się z nimi nie zgadzają to może warto przedstawić własne konkretne propozycje, a nie tylko narzekać na to, co się dzieje?
Pan Zbigniew Kapiński jest sędzią powołanym do Sądu Najwyższego w wadliwej procedurze, a wydane przez niego orzeczenia nie są uznawane za pochodzące od sądu w żadnym z krajów Unii Europejskiej. Dodatkowo pan Z. Kapiński ze względu na swoją konformistyczną postawę jest źródłem chaosu i nie ma żadnego pomysłu, aby go zażegnać. W szpitalu z reguły nie leczą chorzy, tylko lekarze. „Starzy” sędziowie SN wiele lat temu przedstawili propozycję uzdrowienia SN, problem w tym, że żaden z polityków i to ze wszystkich opcji nie jest tym zainteresowany. Wolą traktować SN jako element gry politycznej. Bez niezależnego SN czują się dodatkowo bezkarni. „Starzy” sędziowie SN nie narzekają, wygodniej byłoby nam milczeć, stoimy jednak na straży prawa, bo za to płacą nam obywatele, a historia osądzi, kto miał rację. Myślę, że będzie dla nas łaskawa. Historia lubi ludzi stabilnych i niezmiennych, tych labilnych nikt nie poważa. Pan prezes Z. Kapiński ma dużo do zrobienia. Przykładowo w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych pracuje obecnie 12 sędziów, a powinno 22, czyli mamy 10 wolnych etatów. Taki stan rzeczy trwa od wielu lat, a zaległości rosną lawinowo, obywatel czeka na rozpoznanie jego skargi kilka lat. Może zatem pan prezes Z. Kapiński podjąłby działania zmierzające do nakłonienia pana prezydenta do ogłoszenia konkursów na te wakaty. To praca na kilka minut. Ja mogę obiecać, że z pełną obsadą pozbędziemy się zaległości w jeden rok, a obywatele nie będą latami czekać. Pomarzyłem sobie. Kogo z mających władzę w tym kraju obchodzą jeszcze obywatele? To tyle, jeśli chodzi o czyny i słowa. Jeśli tak drobnej rzeczy, jak ogłoszenie wolnych etatów nie da się załatwić, to, co tu mówić o sprawach większych.
Jak patrzy pan na sytuację nowych sędziów TK, niedopuszczonych do pracy to nie myśli sobie pan: my mamy jednak lepiej?
Prezydent RP w sposób oczywisty narusza obowiązujące prawo, a swoim działaniem ewidentnie godzi w konstytucyjny trójpodział władzy. Uniemożliwiając orzekanie prawidłowo powołanym sędziom TK stawia się ponad Sejm i Trybunał. Nie to jest jednak najgorsze. Pan prezydent stwarza precedens, który w przyszłości wykorzystają przeciwnicy Polski. Jestem wprawdzie tylko historykiem hobbystą, jednak znam dobrze przedrozbiorową historię Polski. Między tamtymi i dzisiejszymi zdarzeniami zachodzą jednoznaczne skojarzenia. Myślę, że pan prezydent, jak również pan premier powinni pomyśleć, w jakim charakterze chcą przejść do historii Polski. Jeszcze jest czas na opamiętanie, później możemy przekroczyć granice, za którymi nie będzie już odwrotu.
Czy zablokowanie budżetu TK było słuszną decyzją?
W mojej ocenie to decyzja głupia i małostkowa. Zabawy polityków zawsze się tak kończą. Najpierw jedni zrujnowali TK, który przez tyle lat stał na straży bezpieczeństwa prawnego Polaków, a teraz ci pierwsi i ci drudzy urządzili na truchle Trybunału klepisko do gry politycznej. Ciarki po plecach przechodzą, gdy myślę, jakie jeszcze zgorszenie politycy nam zafundują. Prezydent i Premier wraz z większością parlamentarną bawią się w najlepsze, a Polacy nie mają dostępu do zweryfikowania, czy prawo jest zgodne z konstytucją. Nie wiem, czy pani wie, że do Izby Pracy SN wpływają setki spraw o przeliczenie emerytury. Trybunał wydał wyrok, ale premier go nie opublikował w Dzienniku Ustaw i ZUS odmawia wypłaty tysiącom obywateli należnych im świadczeń. Przecież to jakieś szaleństwo. Czy tylko ja to widzę?
Piotr Prusinowski o kandydaturze Macieja Berka: TK nie jest dla niego. Tam powinny trafiać „mózgi prawnicze”
Czy Maciej Berek powinien kandydować do TK?
A słyszała pani o jakichś wyjątkowych osiągnięciach prawniczych pana Macieja Berka? Ja też nie. Myślę, że TK nie jest miejscem pracy dla niego. Tam powinny trafiać „mózgi prawnicze”, których autorytet merytoryczny jest niepodważalny. Przy całym szacunku dla M. Berka jego dorobek prawniczy, doktorat i kilka publikacji naukowych, nie spełniają tego kryterium. Mogę pani wskazać od ręki kilkunastu prawników, którzy biją merytorycznie M. Berka na głowę. Trybunał jest dla wybitnych prawników, a nie dla tych, którzy spełniają formalne warunki.
Czytaj więcej
Jeśli ktoś uniemożliwia sędziemu wejście do budynku, w którym ten urzęduje, to tego typu działania mają charakter przestępczy i organy państwa mają...
A czy minister sprawiedliwości powinien i miał prawo komentować orzeczenie w sprawie listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego i sędziego, który je wydał?
Odpowiem słowami Talleyranda: „to gorzej niż zbrodnia – to błąd”. Wiarygodność ministra Waldemara Żurka opiera się na jego bezkompromisowej postawie, gdy był sędzią. On właśnie roztrwania ten kapitał. Ma prawo mieć swoje zdanie, ma też środki procesowe i podległą mu prokuraturę. To z nich powinien skorzystać. Krytyka pozaprocesowa sędziego, który wydał to orzeczenie, przez ministra sprawiedliwości, nawet jeśli jest prawdziwa, psuje państwo. Nie różni się od tego, co robili politycy PiS.