„Wystarczyłoby uchwalić krótką, jednozdaniową wręcz ustawę, która potwierdzi ważność nominacji sędziowskich od 1990 r. do dziś i zakaże ich kwestionowania" – to recepta na uzdrowienie polskiego sądownictwa, którą formułuje pan od kilku miesięcy. Wokół tego tematu cisza, nie ma zainteresowania, nie ma projektu. Czy nie czuje się pan zawiedziony?

Jako I prezes SN nie mam prawa inicjatywy ustawodawczej, a stosowny projekt mogą wnieść organy wymienione w konstytucji. Rzeczywiście w tej sprawie jest cisza, co oznacza, że politykom nie zależy na tym, żeby rozwiązać problem trawiący wymiar sprawiedliwości. A przypomnę, że w sprawie Wałęsa przeciwko Polsce Trybunał w Strasburgu zobowiązał władze naszego kraju do tego, żeby uporać się z z problemem dotyczącym statusu sędziów. Tu nie chodzi jedynie o kwestię nominacji sędziowskich po 2017 r., ale także o tryb postępowania przed KRS w poprzednim okresie. Zaproponowana przeze mnie ustawa to zgodny z konstytucją sposób rozwiązania obecnej sytuacji. Jest to proste do zrealizowania, pod warunkiem, że będzie wola polityczna. Niestety obecnie tej woli nie ma.

Czytaj więcej

I prezes SN Zbigniew Kapiński: Wystarczy uchwalić ustawę jednozdaniową

Czy rozmawiał pan z kimś na ten temat? Czy starał się pan kogoś do swojego pomysłu przekonać?

Z żadnym z polityków nie rozmawiałem jeszcze na ten temat. Zamierzam jednak podjąć działania w tej sprawie po wakacjach. Chciałbym porozmawiać o tym przede wszystkim z panem prezydentem i z ministrem sprawiedliwości.

Krytyki w związku z pańskim pomysłem krótkiej ustawy nie szczędzi na łamach „Rzeczpospolitej” prof. Michał Romanowski. Według niego Kapiński czuje, że nie jest legalnym sędzią SN i prezesem tego sądu, stąd proponuje uchwalenie „prostej” ustawy, która da mu poczucie komfortu i szacunku społecznego, którego poszukuje. Co pan na to?

Szacunek zdobywa się poprzez swoje postępowanie. Orzekam od 36 lat i nie muszę wykorzystywać żadnych instrumentów prawnych, żeby na ten szacunek zasługiwać. Uważam, że obywatele mają o mnie wyrobione zdanie. Jako sędzia przeszedłem całą, długą ścieżkę sędziowską. Czterokrotnie byłem pozytywnie opiniowany przez różne składy KRS, w tym ostatnio do SN w 2022 r., gdzie uzyskałem jednogłośne poparcie, w tym także od senatorów ówczesnej opozycji. Nie muszę się więc uwiarygadniać przy pomocy ustaw. Poza tym proponowana przez mnie ustawa jest zgodna z prawem polskim i europejskim, w przeciwieństwie do sygnowanego przez ministra Żurka rozwiązania, które jest jaskrawo sprzeczne z konstytucją i otwierałoby puszkę Pandory. Jeżeli bowiem raz przeprowadzimy weryfikację sędziów w Polsce, to kolejne władze polityczne zrobią z tego użytek i będzie dochodziło do dalszych weryfikacji. To jest niedopuszczalne i doprowadziłoby polskie państwo do katastrofy. Sędziowie byliby bezpośrednio zależni od władzy politycznej.

Surowo ocenia pana także minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. W ostatnim wywiadzie dla „Rz” twierdzi, że nie jest pan legalnym sędzią oraz prezesem SN i stał się pan postacią tragiczną. Czy czuje pan tragizm swojej sytuacji?

Z szacunku do urzędu, który były sędzia Żurek obecnie reprezentuje, mogę tylko powiedzieć, że jest to całkowicie błędne i bezpodstawne twierdzenie. Wnioski, które wysuwa minister nie wynikają z uchwały trzech Izb SN ze stycznia 2020 r., pomijając już jej ocenę, bo w uzasadnieniu jasno stwierdzono, że SN nie przesądza w żaden sposób, kto jest, a kto nie jest sędzią. Twierdzenia ministra nie mają też oparcia w żadnym orzeczeniu TSUE i ETPC. Trybunały te nie zakwestionowały statusu sędziów w Polsce. Mamy orzeczenia, w których co prawda mówi się o pewnych wadach formalnych przy opiniowaniu przez KRS, ale to wcale nie oznacza zakwestionowania urzędu sędziowskiego, czy wyłącznej prerogatywy prezydenta do powoływania sędziów. To, co od początku robi minister Żurek to działanie na szkodę państwa i wymiaru sprawiedliwości. Całkowicie niezrozumiałe i nieakceptowalne.

Nie jest tajemnicą, że z ministrem sprawiedliwości nawet nie podajecie sobie ręki. Czy w takich warunkach możliwe jest wypracowanie rozwiązania, które podniesie polskie sądownictwo z zapaści?

Od czasu, kiedy zostałem sędzią w fotelu ministra sprawiedliwości siedziało już bodaj 25 osób. Żadna z nich nie przedstawiła długofalowego planu rozwoju sądownictwa na 5, 10 czy 20 lat. Pan minister Żurek też tego nie zrobił i nawet chyba o tym nie myśli. Zajmuje się za to sprawami całkowicie pobocznymi, przedstawia różne warianty rozwiązań, zazwyczaj warianty od A do D, które dotyczą różnych kwestii. Na nieszczęście dla Polski są to propozycje sprzeczne z prawem, które tylko pogłębią chaos i konflikty w wymiarze sprawiedliwości.

Chcę podkreślić, że ja nie rozpocząłem konfliktu z ministrem. Zgodnie z uprawnieniami, jako I prezes SN, zwołałem pierwsze posiedzenie KRS, w którym zresztą minister wziął udział. Uznawał zatem wówczas mnie za I prezesa, bo to właśnie I prezes ma kompetencję do tej czynności. Już podczas tego posiedzenia zostałem jednak słownie zaatakowany przez ministra Żurka. To jest bardzo przykre, że dorosły mężczyzna i sędzia nie potrafi się w przyzwoity sposób zachować i chociażby podać ręki, czy skinąć głową na powitanie. W moim kręgu kulturowym to jest nieakceptowalne zachowanie.

Polskie sądy są w zapaści, na wyroki czekamy zawstydzająco długo, a państwo płaci coraz większe rekompensaty za przewlekłość procesów. Czy nie czas już na wyciągnięcie ręki, na wyjście z inicjatywą i na nawiązanie współpracy z ministrem?

Zawsze byłem i nadal jestem otwarty na dialog. Z mojej strony nie ma żadnych przeszkód, żeby usiąść, porozmawiać z ministrem i wypracować takie rozwiązania, które będą dobre dla Polski. Jestem gotowy na takie spotkanie. Pytanie, czy druga strona też jest.

Czytaj więcej

Waldemar Żurek: To my ogrywamy prezydenta, tylko metodami zgodnymi z prawem

Waldemar Żurek twierdzi też, że w sprawie wymiaru sprawiedliwości rząd ogrywa prezydenta Karola Nawrockiego metodami zgodnymi z prawem i wymienia np. przywrócenie zgodnego z konstytucją składu i funkcjonowania KRS. Czy Żurek rzeczywiście ogrywa Nawrockiego?

To jest całkowicie błędne, niepoważne i polityczne stwierdzenie. Przecież w tej sytuacji nie chodzi o to, żeby kogoś ogrywać, ale żeby współdziałać dla dobra kraju i wymiaru sprawiedliwości. Minister mówił też, że w sprawie powołania asesorów i spornej kontrasygnaty rząd wykonał szach-mat. A przecież złożenie przez premiera podpisu pod każdym aktem powołania asesora jest czynnością czysto polityczną i oznacza upolitycznienie tych powołań asesorskich. Przypomnę, że przed laty TK stwierdził, że powołania asesorów nie mogą być uzależnione od władzy politycznej.

Czy twierdzi pan, że ostatnie powołania asesorów mogą być wadliwe?

Niestety są one obarczone polityczną kontrasygnatą premiera, co może dawać asumpt do tego, żeby podważać orzeczenia wydawane przez tych asesorów.

Szef resortu sprawiedliwości za sukces uważa też powołanie siedmiu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Trwa właśnie nabór na kolejny wakat w trybunale, do którego trafić może były już minister Maciej Berek, prawa ręka Donalda Tuska. Co pan o tym sądzi?

Uważam, że politycy nie powinni trafiać do Trybunału Konstytucyjnego. Bezpośrednie przechodzenie z ław poselskich czy ministerialnych do Trybunału to zaprzeczenie zasady apolityczności i niezależności sędziów. Okres karencji między funkcją polityczną i orzeczniczą powinien wynosić co najmniej pięć lat. Obecna większość rządząca sama sobie zaprzecza wysuwając kandydaturę Macieja Berka, bowiem przez ostatnie lata krytykowali, i zresztą słusznie, nominowanie polityków do TK.

Maciej Berek ma opinię bardzo dobrego prawnika. Przed nim do trybunału też trafiali politycy. Czy zakłada pan z góry, że nie będzie on niezależnym sędzią?

Nie zakładam tego, ale wobec kandydatury pana Berka są podnoszone różne wątpliwości formalne, w tym także takie, że może zostać wybrany na stanowisko zajmowane przez sędziego określanego sędzią dublerem. Powstaje więc pytanie, czy sam ma teraz stać się sędzią dublerem? Czy może, wbrew temu, co jeszcze niedawno twierdzono, już teraz nie ma problemu tzw. dublerów?

Rządzący zapowiadają, że jesienią Trybunał Konstytucyjny stanie na nogi i zobaczymy działający organ. Czy podziela pan ten optymizm?

Rządzący sami skomplikowali sytuację. Przez lata nie publikowali i nadal nie publikują orzeczeń TK, podejmowali sprzeczne z prawem uchwały i przez długi czas nie obsadzali wakatów sędziowskich. Teraz zamierzają rozwiązać problem, który sami stworzyli. Słyszę zapowiedzi różnych wariantów: Trybunał na uchodźstwie czy nawet rozwiązania siłowe. Żaden z tych wariantów nie naprawi sytuacji, ale za to z pewnością pogłębi chaos.

Czytaj więcej

Wyborcy wszystkich partii przeciwni Berkowi w TK. Sondaż dla „Rz”

Czy spodziewa się pan policji i prokuratury w trybunale, przepychanek?

Uważam, że wejście policji czy prokuratury do TK niewiele da. Czy policjant będzie nadzorował potem przydzielanie spraw sędziom, rozdzielanie akt? Nie wyobrażam sobie tego, podobnie jak funkcjonowania dwóch Trybunałów, o czym coraz więcej się mówi. Mam nadzieję, że rządzący w imię interesu Polski, szanując fundamentalny porządek prawny, nie posuną się do jaskrawego łamania prawa dla doraźnych korzyści politycznych i zaspokojenia oczekiwań skrajnego elektoratu.

W najbliższym czasie rząd ma skierować pozwy regresowe przeciwko tzw. nowym sędziom w SN. Chodzi o to, żeby sędziowie ci zapłacili z własnej kieszeni za rekompensaty, które wypłaca państwo w związku z ich orzekaniem. To konsekwencja wypracowanej linii orzeczniczej Trybunału w Strasburgu, a pojedyncze odszkodowanie wynosi ok. 10 tys. euro. Czy nie obawia się pan, że będzie musiał zapłacić te niemałe rekompensaty?

O ile mi wiadomo, nie ma żadnej sprawy, w której moje orzekanie mogłoby obciążyć Skarb Państwa. Zapowiedzi pozwów regresowych odbieram jako kolejną, całkowicie bezprawną akcję ministra Żurka o charakterze politycznym. Do tego nie ma żadnych podstaw prawnych. Innym takim politycznym działaniem ministra było wezwanie sędziów do zaprzestania orzekania. Niech pan minister lepiej zajmie się wreszcie usprawnieniem działania sądów powszechnych, tak, aby Polska nie musiała płacić odszkodowań za przewlekłość postępowań. Tylko w ubiegłym roku sądy zasądziły przecież ponad 8 mln zł rekompensat z tego tytułu.

Czy sędziowie, którzy dostaną takie pozwy regresowe powinni płacić odszkodowania z własnej kieszeni?

Absolutnie nie powinni nic płacić. Takie postępowania regresowe wobec sędziów są czysto polityczne i nie mają żadnej podstawy prawnej.

Do Sądu Najwyższego trafiają kolejni sędziowie, chociażby w ubiegłym miesiącu. Krótko po tym dwóch z nich przeniesiono do Izby Karnej chociaż powołano ich do innych Izb. Jeden z nigdy nie zajmował się prawem karnym. Co pan o tym sądzi?

Zostali przeniesieni na własny wniosek. W Izbie Karnej jest luka kadrowa, którą należało jak najprędzej zapełnić. Wzmocniliśmy tę Izbę w interesie obywateli, którzy nie powinni czekać na rozstrzygnięcie ich kasacji latami. Tym bardziej, że nie ma obecnie perspektyw na rychłe zasilenie Sądu Najwyższego nowymi osobami. Uważam, że sędziowie, o których rozmawiamy, poradzą sobie w orzekaniu w sprawach karnych.

Całe życie zawodowe rozstrzyga pan sprawy karne. Czy podjąłby się pan pracy w Izbie Cywilnej i sądzenia najpoważniejszych, najbardziej skomplikowanych spraw cywilnych?

Na studiach i na aplikacji moim konikiem były sprawy cywilne, a w sądzie rejonowym nieraz rozstrzygałem sprawy cywilne. Nawet w sądzie apelacyjnym przez pewien czas orzekałem dobrowolnie w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych, bo była taka potrzeba. Z całą odpowiedzialnością, w razie konieczności, podjąłbym się osądzenia sprawy cywilnej, choć wymagałoby to ode mnie dużego nakładu pracy i dłuższego przygotowania. Sędziowie nie mają sztywnej specjalizacji.

Czy chciałby pan, żeby adwokat specjalista od spraw cywilnych bronił pana w sprawie karnej albo żeby okulista operował panu serce?

Zwracałbym raczej uwagę na to, czy adwokat sprawnie pisze apelacje i kasacje oraz jak występuje przed sądem I instancji, a nie na to, w której gałęzi prawa czuje się pewniej. Porównanie lekarskie w tym wypadku jest niezbyt przystające.

Czytaj więcej

Rząd płaci za neosędziów po 10 tysięcy euro. ETPCz skreślił polskie skargi

Do SN mogą trafić kolejni sędziowie z rekomendacji poprzedniej KRS, w tym kontrowersyjny sędzia Jarosław Dudzicz, który może awansować do najważniejszego sądu w Polsce z sądu rejonowego, czyli najniższego szczebla. Co pan uważa o takich skokowych awansach?

Co do samych awansów, to nie wykluczam, że jeżeli mamy do czynienia z jakimiś wybitnymi jednostkami, to taka skokowa droga do SN jest dopuszczalna. Zresztą mamy w SN sędziów, którzy wcześniej w ogóle nie orzekali, nie byli sędziami i trafili od razu prosto tutaj. Mam na myśli chociażby sędziego Włodzimierza Wróbla, który bodaj dwukrotnie, krótko po sobie, starał się objąć urząd sędziego, bo był negatywnie opiniowany na to stanowisko.

Czy Jarosław Dudzicz jest taką wybitną jednostką, o której pan mówi?

Nie znam wydawanych przez tego sędziego orzeczeń ani innego dorobku, więc nie będę oceniał tej kandydatury. Zależy mi tylko na tym, żeby trafiali do SN sędziowie na najwyższym poziomie merytorycznym. Nie ponoszę natomiast żadnej odpowiedzialności za decyzje prezydenta i KRS w tym zakresie.

Na koniec pytania quizowe o niewielkim poziomie trudności. Nie chciała na nie jednak odpowiedzieć ostatnio nowa prezes Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN. Kto jest obecnie rzecznikiem dyscyplinarnym sędziów sądów powszechnych?

To pytanie dotyczy sytuacji w sądach powszechnych, w których ja nie orzekam. Co naturalne, nie bardzo orientuję się w szczegółach. Wiem natomiast, że rzecznikiem, którego odwołano bez podstawy prawnej jest sędzia Piotr Schab. Na jego miejsce powołano z kolei sędzię Joannę Raczkowską.

Kto jest obecnie czynnym prokuratorem krajowym?

Jest nim prokurator Dariusz Barski, co Sąd Najwyższy swojego czasu wyraził jasno w uchwale.

Czy zatem dopuszcza pan do udziału w sprawach prokuratorów z nadania Dariusza Korneluka?

Nie spotkałem się jeszcze z taką sytuacją, ale gdybym orzekał w sprawie, gdzie występujący prokurator byłby z nadania Dariusza Korneluka, to byłaby to podstawa do zakwestionowania jego udziału w postępowaniu. Składy sędziowskie w SN już takie decyzje podejmowały.

Kto jest I prezesem SN?

Ja żadnych wątpliwości nie mam. Podobnie jak choćby prezesi sądów najwyższych w Hiszpanii, Portugalii czy Francji. Przykre jest jednak to, że informacja o powołaniu mnie na I prezesa SN nadal nie dotarła do polskiego ministra sprawiedliwości.

Czytaj więcej

Prezes IOZ SN: Nie ma walki o praworządność, jest walka o utracone wpływy