Organizacje wykorzystały fotografię, by pożegnać zmarłego. Teraz dostają wezwania do zapłaty.
– Z perspektywy moralnej takie działanie wydaje się niewłaściwe, z perspektywy prawnej nie jest już jednak tak jednoznaczne. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie wszystko, co znajduje się w internecie, jest bezpańskie i nie podlega ochronie – ocenia mec. Mateusz Szczurek, adwokat specjalizujący się w prawie autorskim i obsłudze spółek.
Wezwania za wykorzystanie zdjęcia zmarłego posła
Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (KTOZ), a także inne organizacje pomagające zwierzętom, otrzymują wezwania od prawnika reprezentującego fotografkę z Katowic – Jagodę G. Domaga się on okazania licencji, zaniechania naruszeń, usunięcia ich skutków oraz zapłaty z tytułu naruszenia praw autorskich.
Czytaj więcej
Firmy rozwijające modele AI wykupują setki tysięcy książek, by karmić nimi sztuczną inteligencję. Ten proceder dotarł właśnie do Polski. Chodzi o t...
Chodzi o zdjęcie tragicznie zmarłego w kwietniu posła Łukasza Litewki, który pomagał zwierzętom, organizując między innymi akcję „Zwierzobranie”. Po jego śmierci KTOZ zamieściło w swoich mediach społecznościowych informację o jego śmierci. Dodało do niej zdjęcie Łukasza Litewki pobrane z jego profilu w mediach społecznościowych.
Pełnomocnik fotografki żąda w jej imieniu okazania ważnej licencji. Jeśli fundacje tego nie zrobią, mają zapłacić tysiąc zł. Kwota ta stanowi dwukrotność wynagrodzenia, które w chwili dochodzenia roszczenia byłoby należne za udzielenie przez uprawniony podmiot zgody na korzystanie z utworu. Prawnik domaga się także 500 zł zadośćuczynienia za brak oznaczenia imienia i nazwiska autora bezprawnie wykorzystanego utworu oraz kolejnych 500 zł tytułem zadośćuczynienia za nieuprawnioną ingerencję w integralność zdjęcia.
– Z tego, co widzimy, ten sam los spotkał wiele innych organizacji i fundacji, które, poruszone tragedią, postanowiły oddać hołd zmarłemu, który robił tyle dobrego zarówno dla ludzi, jak i zwierząt. Jest nam ogromnie przykro – napisało KTOZ.
Czytaj więcej:
Strategia ochrony własności intelektualnej to nie luksus zarezerwowany dla korporacyjnych gigantów, lecz niezbędny element higieny biznesowej każde...
Pro
– Czy poseł Litewka chciałby, żeby zdjęcie z jego wizerunkiem pojawiało się w internecie w kontekście kar dla instytucji, które pomagają innym? Mocno wątpimy – zaznaczyło.
Z kolei Fundacja na Rzecz Zwierząt Marzenia Zwierzaków pisze na swoim profilu na Facebooku, że wygląda na to, iż pani Jagoda wykonała zdjęcie i rości sobie do niego prawa.
– To zdjęcie udostępniło pół Polski. I tak się zastanawiamy: czy każdy dostał takie wezwanie? – pyta.
Internauci oburzeni żądaniami autorki zdjęcia
Żądanie zapłaty za wykorzystanie zdjęcia posła Litewki przez fundacje prozwierzęce oburzyło wielu internautów, którzy krytycznie komentują działania pełnomocnika fotografki.
– Komuś się mocno odkleiło. Przecież to oczywiste, że kiedy informuje się o śmierci osoby publicznej, raczej nie ma się zdjęć własnego autorstwa. Rozumiem prawo autorskie, sama pracuję w mediach, ale są pewne granice przyzwoitości – pisze jedna z internautek.
Inna dodaje, że prawo autorskie prawem autorskim, ale pozostaje pytanie, gdzie podziało się zwykłe ludzkie wyczucie i elementarna przyzwoitość.
– Jesteście kolejnymi, którzy piszą o wezwaniu. Wklejenie tego zdjęcia pod postem pożegnalnym nie było reklamą, handlem ani zarabianiem na czyimś wizerunku. To był zwykły, ludzki odruch serca – pożegnanie zmarłego człowieka – zauważa internautka.
– Rozumiem, że internet nie jest darmowym bankiem zdjęć, ale nasyłanie automatów i firm windykacyjnych na organizacje pozarządowe za opublikowanie nekrologu to po prostu dramat i głęboki kryzys empatii – dodaje.
Jej zdaniem świat, w którym algorytm bezdusznie skanuje sieć, a prawnicy wystawiają wezwania do zapłaty bez patrzenia na kontekst, staje się po prostu potworny.
– Czy naprawdę na tragedii i żałobie trzeba robić biznes? Dla mnie to zwyczajnie żenujące. Można było napisać prośbę o usunięcie zdjęcia albo oznaczenie autora. Wybrano najgorszą, najbardziej bezduszną drogę. Gdzie kończy się ochrona własności, a zaczyna zwykły brak taktu? – pyta internautka.
Czytaj więcej
Znana scenarzystka wystawia niską ocenę serialowi TVP „Wojna zastępcza”. Z kolei autor powieści szpiegowskiej „Operacja Bosfor” wskazuje, że produc...
– Pani fotograf znalazła niestety specyficzny sposób na zarobek. Brak empatii. Nie było to rozpowszechnianie zdjęcia jako wykonanego przez państwa, lecz zwykły post wyrażający smutek. Zdjęcie widniało także na profilu śp. Łukasza Litewki i nie widziałam pod nim informacji o tym, kto je wykonał – ocenia inna internautka.
– Mam zatem poważne wątpliwości co do żądania zapłaty tej kwoty. Podobnie jak pozostali komentujący uważam, że nie powinni państwo płacić. Niech sprawa trafi do sądu, jeżeli autorka zdjęcia uważa, że te pieniądze jej się należą – podpowiada.
Fotografka: Chciałam zwrócić uwagę na problem, a otrzymuję groźby
Po tym, jak w sieci rozpętała się burza, głos w sprawie zabrała też sama fotografka.
– Moją intencją było wyłącznie zwrócenie uwagi na problem, z którym fotografowie i inni twórcy mierzą się na co dzień – wykorzystywanie ich pracy bez pytania o zgodę, bez informacji o autorze i bez poszanowania praw do stworzonego przez nich materiału – napisała w oświadczeniu.
Podkreśliła, że zdjęcie, nawet jeżeli jest szeroko dostępne w internecie, nadal jest efektem czyjejś pracy, czasu i twórczości.
– Uważam, że warto o tym mówić i budować większą świadomość poszanowania praw twórców. Widzę jednak, że w tej konkretnej sytuacji ten temat został całkowicie przesłonięty przez okoliczności śmierci Łukasza i emocje związane z jego pożegnaniem. Nie taki efekt chciałam osiągnąć. Nigdy nie było moją intencją zarabianie na śmierci Łukasza ani na żałobie osób, które go znały i ceniły – zapewniła autorka fotografii.
Dodała, że ostatnie dni pokazały jej również bardzo bolesną stronę tej sytuacji.
– Otrzymuję wiadomości zawierające groźby, życzenia śmierci, ciężkiej choroby czy kalectwa, a także liczne obraźliwe i poniżające komentarze – napisała.
Przyznała jednocześnie, że rozumie krytykę swoich działań i przyjmuje ją.
– Każdy ma prawo oceniać moje decyzje, również bardzo surowo. Nie ma jednak żadnego usprawiedliwienia dla gróźb, życzenia drugiemu człowiekowi śmierci, choroby czy przemocy słownej. Dlatego proszę, aby emocje związane z tą sprawą nie przeradzały się w dalszy hejt ani ataki personalne – dodała fotografka z Katowic.
Czytaj więcej
Gdzie leży się granica między wolnością artystyczną a nadużyciem, zwłaszcza w dobie sztucznej inteligencji? Dyskusja na ten temat rozgorzała na fal...
Prawa autorskie chronią więź twórcy z dziełem
Zdjęcia w internecie nie są anonimowe i mają swoich właścicieli. Jak zauważa mec. Mateusz Szczurek, adwokat specjalizujący się w prawie autorskim i obsłudze spółek, przepisy dotyczące autorskich praw majątkowych chronią ekonomiczny interes twórcy lub nabywcy praw autorskich.
– Co do zasady ten, czyje majątkowe prawa autorskie zostały naruszone, może żądać zaniechania naruszenia i usunięcia jego skutków. W ramach odszkodowania może także żądać zapłaty sumy pieniężnej odpowiadającej dwukrotności wynagrodzenia. Z tej podstawy wynika żądanie zapłaty tysiąca zł. – tłumaczy adwokat.
Dodaje, że kolejne dwa żądania zapłaty po 500 zł mają oparcie w przepisach dotyczących autorskich praw osobistych.
– Niezależnie od tego, czy doszło do przeniesienia praw autorskich, autorskie prawa osobiste są zawsze związane z twórcą dzieła i są niezbywalne – podkreśla ekspert.
Tłumaczy, że prawa autorskie chronią więź twórcy z dziełem, między innymi w sytuacji, gdy naruszona zostaje treść lub forma utworu albo utwór nie zostanie oznaczony nazwiskiem twórcy.
– W przypadku naruszenia takich praw twórca może żądać dokonania czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków. Jeżeli naruszenie było zawinione, może także żądać zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę – dodaje mec. Szczurek.
Przyznaje, że nie ma generalnych zasad ograniczających ochronę prawnoautorską w sytuacji przekazywania informacji o śmierci.
– Natomiast ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje możliwość wykorzystania utworu już rozpowszechnionego w ramach tzw. dozwolonego użytku. Trudno jednak wskazać przepis, który pasowałby do tej sytuacji bez istotnych zastrzeżeń – podkreśla ekspert.
Jego zdaniem, jeśli chodzi o żądane zadośćuczynienia (po 500 zł) stosunkowo łatwe do podważenia może być jednak samo istnienie podstawy odpowiedzialności.
– Skoro organizacje nie działały w złej wierze, nie zarobiły na zdjęciu ani złotówki, a użyły go wyłącznie po to, by poinformować o śmierci posła i uczcić jego pamięć, trudno mówić o zawinionym naruszeniu i realnej krzywdzie autorki. Bez tych przesłanek sąd zadośćuczynienia po prostu nie zasądzi – wyjaśnia mec. Szczurek.
– Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że nazwisko autorki nie było znane organizacjom, przy wykorzystanym zdjęciu nie widniała informacja o jego autorce, a fotografia mogła zostać wykadrowana już przez samego Łukasza Litewkę – zauważa.
I dodaje, że te same okoliczności mogą także dać sądowi podstawę do tego, by roszczenie z tytułu naruszenia autorskich praw majątkowych, opiewające na 1000 zł, ocenić przez pryzmat nadużycia prawa podmiotowego.
– Dochodzenie pieniędzy od organizacji charytatywnych za oddanie hołdu zmarłemu powinno, w mojej opinii, zostać uznane za wykonywanie prawa w sposób sprzeczny z jego społeczno-gospodarczym przeznaczeniem i zasadami współżycia społecznego. Takie żądanie nie korzysta z ochrony i podlega oddaleniu. Cały kontekst ma tutaj niemałe znaczenie i może zupełnie odwrócić sytuację procesową stron – podkreśla ekspert.
Fundacja Litewki chce polubownie załatwić sprawę. Internauci ruszyli z pomocą
Przed laty głośno było o innej fotografce, która pozywała za wykorzystywanie jej zdjęć przedstawiających Czesława Miłosza. Pozwy trafiły m.in. do bibliotek, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a także popularnego serwisu internetowego. Część spraw fotografka wygrała.
Czy w przypadku zdjęcia posła Litewki można mówić o copyright trollingu, czyli nadużywaniu prawa autorskiego?
– Trudno postawić jasną granicę między zachowaniem zmierzającym do obrony swoich praw a copyright trollingiem – ocenia mec. Mateusz Szczurek. Dodaje, że tego typu sprawy często kończą się ugodą i zapłatą całości lub części roszczenia. Przyczyną bywa brak konsultacji z prawnikiem, a co za tym idzie – brak świadomości, jak wygląda sytuacja prawna organizacji i że wcale nie jest ona z góry przegrana.
Do sprawy odniosła się Fundacja im. Łukasza Litewki, która kontynuuje działalność charytatywną zmarłego posła. Przyznała, że autorką fotografii jest pani Jagoda, a sama sesja została zlecona przez Łukasza Litewkę za jego życia.
– Jest nam niezmiernie przykro, że w obliczu tak wielkiej tragedii mierzymy się razem z państwem z tą sytuacją. Uważamy, że w tych okolicznościach takie roszczenia po prostu nie powinny mieć miejsca, zwłaszcza wobec organizacji prozwierzęcych – tak bliskich Łukaszowi i nam. Przekazaliśmy to również autorce zdjęcia podczas dzisiejszej rozmowy, starając się polubownie wyjaśnić sprawę – napisała fundacja w swoim oświadczeniu.
Z pomocą niektórym organizacjom, takim jak Fundacja na Rzecz Zwierząt Marzenia Zwierzaków, ruszyli internauci. Jedna z kobiet przelała pieniądze na pokrycie roszczeń fotografki. – Nie zawracajcie sobie już nią głowy. Spokojnie dbajcie o te małe stworki. Niech z całej sprawy wydarzy się coś dobrego – napisała w wiadomości do fundacji.