Przewodnicząca Rady Programowej TVP Barbara Bilińska poinformowała „Rzeczpospolitą”, że do nadawcy publicznego wpłynął pozew o plagiat opiewający na 3 mln zł. Pełnomocnik autora Mariusza Furmanka „wzywa do natychmiastowego zaniechania naruszeń praw autorskich osobistych”. Pismo skierowane jest do producenta serialu „Wojna zastępcza” spółki „Z and T” oraz Telewizji Polskiej S.A. w likwidacji.
Z opisu fabuły powieści szpiegowskiej „Operacja Bosfor”, która jest umieszczona na portalach księgarskich wynika, że opisuje ona „czas rozpadu Związku Sowieckiego i narodzin nowego porządku świata”. „Gdy wycofujące się z Polski wojska sowieckie pozostawiają po sobie dwie tajne głowice jądrowe SS‑20, sprawa natychmiast wymyka się spod kontroli. Ich los trafia w ręce generała Dubynina, który w obliczu chaosu i upadku imperium decyduje się na desperacki krok – sprzedaż broni masowego rażenia na czarnym rynku. W samym centrum tej niebezpiecznej gry staje Andrzej – były opozycjonista, a dziś oficer polskiego wywiadu” – czytamy. Opis ten jest zbieżny ze scenariuszem emitowanego do niedawna serialu TVP „Wojna zastępcza”.
Czytaj więcej
Serial „Wojna zastępcza” ośmiesza funkcjonariuszy polskich służb specjalnych, pokazuje ich wręcz jako głupków. Jest szkodliwy dla bezpieczeństwa pa...
Były oficer Agencji Wywiadu krytycznie o serialu
W poprzednim tygodniu oceną serialu zajmowała się Rada Programowa TVP – jako pierwszy napisał o tym portal Wirtualnemedia.pl. Obecny był na niej ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu, który w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenił, że jest to serial antypolski, zbieżny z rosyjską propagandą. Określił też telewizyjną produkcję „dezinformacją”, zażądał zdjęcia jej z anteny i zaapelował o zainteresowanie się sprawą przez ABW, uznając serial za „szkodliwy dla bezpieczeństwa państwa”.
Po publikacji wywiadu w „Rz” został on zaatakowany przez polskojęzyczny portal białoruski „Bieg myśli”. Autorzy nazwali go m.in. „błądzącym we mgle spiskowej teorii dziejów” i stwierdzili: „W polskich służbach specjalnych służą przede wszystkim różnej maści szury”.
– Zawiadomiłem o kontrowersjach dotyczących produkcji Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, ministra-koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka oraz szefa gabinetu politycznego premiera Pawła Grasia – powiedział nam po spotkaniu w TVP Marcin Faliński. Dodał, że w czasie posiedzenia rady zwracał on uwagę m.in. na przekaz podprogowy zbieżny z propagandą rosyjską, który ośmiesza działanie polskich służb. Wskazywał na toczącą się wojnę kognitywną, czyli walkę o nasze umysły. – Moje argumenty starali się zbijać przedstawiciele koalicji rządowej, którzy zasiadają w Radzie Programowej TVP – powiedział nam.
Barbara Bilińska zapowiada, że Rada Programowa zwróci się do zarządu publicznego nadawcy o audyt tego serialu. Dodała, że nikt z TVP nie pojawił się na posiedzeniu Rady Programowej.
Ilona Łepkowska: Spalono ciekawy temat
Jak napisaliśmy już w „Rzeczpospolitej”, Rada Programowa poprosiła o ocenę tego serialu pisarkę i scenarzystkę (m.in. współtworzyła „Klan”, „Na dobre i na złe”) Ilonę Łepkowską. „Rzeczpospolita” dotarła do tej opinii. Wynika z niej, że bardzo nisko oceniła ona serial „Wojna zastępcza”.
„Wojna zastępcza” jest serialem, który – można powiedzieć potocznie – siedzi okrakiem na barykadzie, co zazwyczaj jest najgorszym wyborem. (…) Twórcy filmu wyraźnie nie mogli się zdecydować, w jakiej konwencji miał być zrealizowany serial. (…) Twórcy serialu i kierownictwo TVP w odpowiedzi na zarzuty (między innymi specjalistów zajmujących się służbami specjalnymi) odpowiedzieli między innymi, że „Serial jest wyłącznie fikcją fabularną, opowieścią dramatyczną o charakterze kumpelsko-komediowym”. Szczerze mówiąc, nie wiem, „Co to opowieść dramaturgiczna o charakterze kumpelsko-komediowym”, mogę się jedynie próbować domyślić, co osoby tak się wypowiadające mogły mieć na myśli. Jednak w całkowitej sprzeczności z takim twierdzeniem jest zarówno umieszczenie w fabule prawdziwych postaci historycznych (choćby Michaił Gorbaczow, Tadeusz Mazowiecki) jak i liczne wstawki z materiałów archiwalnych, co bardzo jasno sytuuje serial w grupie produkcji odwołujących się mocno do prawdy historycznej. Wydaje się też, że mówienie o „komediowości” serialu obfitującego w sceny brutalne, krwawe, pokazującego dramat czystek etnicznych, groźbę użycia broni jądrowej czy zawierającego wyraźne odniesienia do prawdziwych postaci z polskiej polityki jest po prostu niestosowne. Jeśli ta komediowość w ogóle się pojawia w serialu, to zazwyczaj jako niezamierzony i, jak sądzę, skutek uboczny kiepskich decyzji obsadowych, złej inscenizacji czy marnych efektów specjalnych” – oceniła Łepkowska.
Czytaj więcej
Białoruscy propagandyści dyskredytują tezy z wywiadu ppłk. Marcina Falińskiego dla „Rzeczpospolitej” na temat serialu TVP „Wojna zastępcza”. – Stoi...
Wskazała m.in. na „brak doświadczenia scenariuszowego i warsztatu” autorów produkcji. Jej zdaniem „serial nie ma rytmu i precyzyjnie przeprowadzonej linii fabularnej”. „Autorzy wyraźnie nie umieją konstruować zaskakujących dynamicznych scen. Jak na serial akcji zdumiewająca ilość scen w „Wojnie zastępczej” to statyczne sceny dialogowe. Bardzo wiele z nich jest zdecydowanie przegadanych, dialog jest często deklaratywny, drętwy lub dla odmiany, szczególnie u diabolicznych Rosjan na czele ze Smirnoffem, ociekający metaforami i nie najwyższych lotów odniesieniami historiozoficznymi” – napisała autorka analizy. „Serial często jest zwyczajnie nudny. Sceny – nawet typowo akcyjne – są zbyt długie i pozbawione dynamiki. Takich, które zawierają element zaskoczenia, jest bardzo niewiele. Nie pomaga też realizacja, która swoją nieudolnością często pogłębia jeszcze niedostatki scenariusza”.
„Przez (…) błędy w konstrukcji postaci zdecydowanie ciekawszymi bohaterami stają ci źli, czyli Rosjanie. Mają charaktery. Diabolicznie złe (Smirnoff czy Wiktor), cyniczne ((Dubynin, Zarudin) czy wewnętrznie sprzeczne jak Nadia, w której dobro walczy ze złem, a jej życiorys jest chyba jedynym naprawdę nieźle wymyślonym przez scenarzystów. I to ona dlatego jest najciekawszą, najbardziej złożoną postacią serialu” – zwraca uwagę Ilona Łepkowska.
„Nasi” – zaś jej zdaniem, „mają (…) mało wdzięku i – niestety – pokazują niezbyt wiele inteligencji ani specjalistycznych, unikalnych umiejętności”. „Do rozwiązań dochodzą bardzo często nie własnym sprytem, dedukcją czy intuicją, tylko zostają im one wyłożone na tacy”. (…) „W wyniku tego widzimy przez 13 odcinków, jak dają się wodzić za nos, wpuszczać w maliny, oszukiwać i wodzić na pokuszenie” – uważa scenarzystka. Obsada jej zdaniem „stanowi dziwną mieszankę – kilkoro aktorów wysokiej próby połączonych z aktorami słabymi aż do granicy amatorstwa”. „Wiele scen – szczególnie dialogowych – to „żywe obrazy” – upozowani aktorzy stojący lub siedzący nieruchomo i wygłaszający swoje kwestie. Pogłębia to tylko marność warstwy dialogowej” – uważa autorka opinii przygotowanej dla Rady Programowej TVP.
Jej zdaniem „spalono ciekawy temat, wyprodukowano serial o dramatycznie dużej ilości błędów merytorycznych, dramaturgicznych, scenariuszowych, obsadowych i realizacyjnych”. „Końcówka akcji zdaje się otwierać ścieżkę do nakręcenia drugiego sezonu. Mam jednak głęboką nadzieję, że taka decyzja nie zostanie podjęta” – zauważa na koniec Ilona Łepkowska.
TVP w likwidacji: to fikcja fabularna
TVP nie zgadza się z zarzutami ppłk. Falińskiego oraz Ilony Łepkowskiej. W odpowiedzi, jaką otrzymała „Rzeczpospolita” od Działu Komunikacji Korporacyjnej TVP (nikt nie sygnuje jej swoim imieniem i nazwiskiem) czytamy, że „każdy ma prawo do własnej opinii”. „Takie jest prawo widza i recenzenta. Natomiast zdecydowanie odrzucamy opinie, że serial „Wojna zastępcza” jest „prorosyjski” czy „dezinformacyjny”. Zarzuty tego typu są tyleż kuriozalne, co niebezpieczne, ponieważ odwracają uwagę od realnych zagrożeń i prowadzą do ogromnej inflacji znaczenia słów”.
Czytaj więcej
Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny na Ukrainie dwu- czy nawet trzykrotnie zwiększyły się obsady działających przy ambasadach tzw. stacji, które m.i...
„Rozumiemy potrzebę zaistnienia w przestrzeni publicznej, ale apelujemy o zdrowy rozsądek w ocenianiu dzieł popkultury. Podkreślamy, że „Wojna zastępcza” jest fikcją fabularną luźno inspirowaną historią, a nie dokumentem z pretensjami do wiernej rekonstrukcji działań służb specjalnych. Elementy kreacji artystycznej i napięcia fabularnego są tutaj wyłącznie naturalnym środkiem narracji, a nie próbą odwzorowania jakichkolwiek procedur operacyjnych czy rzeczywistych mechanizmów funkcjonowania państwa. Choć twórcy konsultowali wybrane wątki historyczne, serial nie aspiruje do roli materiału edukacyjnego. Wierzymy w inteligencję widza, który takie rzeczy zauważa” – czytamy w stanowisku publicznego nadawcy. „Zarówno Telewizja Polska, jak i twórcy serialu „Wojna zastępcza” nie odcinają się od produkcji i zdecydowanie odrzucają sugestie, jakoby jej celem było promowanie narracji sprzecznej z polską racją stanu. „Wojna zastępcza” to serial propolski, a nie prorosyjski” – napisali przedstawiciele nadawcy.
Nie ujawniają oni, ile kosztowała ta produkcja. Nie odpowiadają także na pytanie „Rzeczpospolitej”, czy serial będzie kontynuowany.
Średnia widownia premierowych odcinków wyniosła 772 tys. odbiorców – wynika z danych Nielsen Audience Measurement, do których dotarł portal Wirtualnemedia.pl. Dla porównania wyświetlany w tym samym paśmie pierwszy sezon serialu szpiegowskiego „Zatoka szpiegów” oglądało średnio 1,7 mln widzów, a drugi sezon – 1,4 mln.