Czy opinia publiczna powinna mieć narzędzia poznania, jak sprawuje się władzę i jak są wydawane publiczne środki?

To chyba oczywiste. Opinia publiczna musi dysponować narzędziami skutecznej kontroli społecznej nad władzą. Trochę dziwię się, że pan redaktor o to pyta...

Gdzie więc jest granica? Czego ujawniać się nie powinno?

Dbając o jawność życia publicznego, należy szanować inne chronione wartości. Ważyć je. Muszą być jednocześnie realizowane w możliwie najszerszym zakresie w warunkach społecznych. Chronione muszą być wszystkie jednocześnie, stąd konieczne ograniczenia. Nade wszystko ochrona życia prywatnego osób, które nie pełnią funkcji publicznych. Życie społeczne oznacza nieustanne interakcje, dlatego dążenie do zapewnienia transparencji działań osób publicznych często wchodzi w konflikt z koniecznością zapewnienia poszanowania prywatności tych, którzy nie pełnią funkcji publicznych.

Czytaj także: Pożegnanie z prawem do informacji

Ale istnieje też pewna sfera prywatności samych osób publicznych, która – choć zacznie ograniczona – wciąż powinna być pod ochroną prawa. Weźmy np. sędziów – bez wątpienia ich działania muszą być jawne, ale czy powinno to oznaczać konieczność ujawnienia adresów ich mieszkań służbowych (dodatkowo uzasadnione koniecznością jawności majątku publicznego)? Przecież to zaproszenie do nękania sędziów.

Skarga pierwszej prezes SN do TK ws. ustawy o dostępie do informacji publicznej głosi, że ustawowe pojęcia są niedookreślone i bezzasadnie poszerza się ich znaczenie. Nie wyjaśniają ich doktryna i orzecznictwo?

Wyjaśniają, często mocno je rozszerzając. Zależy to od przyjętej perspektywy. Gdy osoba, która się koncentruje na jawności życia publicznego, czyta ustawę, skłonna jest nie doceniać innych wartości.

Zastanawia się, jak ograniczyć sfery, w których można ukryć informacje rzeczywiście ważne dla opinii publicznej. Ale przy okazji często narusza prywatność osób, którym należy się jej ochrona.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Poda pan przykłady takich niedopuszczalnych pytań kierowanych do SN?

Zmuszono nas do podania nazwisk pracowników korzystających z miejsc parkingowych w SN niezależnie od zajmowanego stanowiska. Regularnie wpływają wnioski dotyczące wysokości wynagrodzeń, edukacji (ukończonych szkół, ocen z przedmiotów) lub powiązań rodzinnych zwykłych pracowników sekretariatów prezesów lub wydziałów, ale też specjalistów w Zespole ds. Korespondencji lub pracowników Biura Administracyjnego.

Czy samo zaskarżenie ustawy wpłynęło na to, jak teraz SN postępuje z wnioskami?

Nie wpłynęło i nie może wpłynąć. Zasada domniemania konstytucyjności ustaw sprawia, że samo złożenie wniosku do TK nie wpływa na skuteczność ustawy, w tym na zakres, w jakim realizowane są wnioski o dostęp do informacji publicznej w SN.

Nie boi się pan, że sama skarga spowoduje, iż inne instytucje poczekają z odpowiedziami aż do wyroku TK?

Sam wniosek nie może mieć tego skutku. Ustawa przewiduje krótkie terminy, a wniosek ich nie dotyczy i nie wpływa na obowiązywanie ustawy. Oczywiście, fantazyjne tezy, które formułują i nagłaśniają publicyści, mogą zainspirować do uników, jednak nie mają one podstaw we wniosku pierwszej prezes SN.