Proces o czary stał się w świadomości zbiorowej procesem irracjonalnym, a oskarżony w takim procesie synonimem bezbronnej ofiary poddanej represji, której w racjonalny sposób nie mógł przeciwdziałać. Metody badawcze stosowane w tych procesach, dla żyjących w XXI wieku wydają się być co najwyżej przedmiotem lekkiej i zabawnej konwersacji towarzyskiej, zapisały się w świadomości zbiorowej i stanową część kultury masowej. Przypomnę tylko najbardziej popularne środki dowodowe stosowane w procesach o czary zwane próbami, a bardziej współcześnie testami: „wody", „ognia", „łez" oraz „wagi".

Czytaj także: TSUE wymusi zmiany w przepisach o Izbie Dyscyplinarnej

Na tym tle argumenty sformułowane w wyroku TSUE z dnia 15 lipca 2021 r., C-791/19 wybrzmiewają z należytą powagą naukową. Tezy są okraszone argumentacją ubraną w skomplikowane zdania, których przeciętny czytelnik zrozumieć nie jest w stanie, a co za tym idzie łatwo poddaje się, dochodząc do wniosku, że kto operuje tak skomplikowaną terminologią, a na dodatek potrafi budować zdania wielokrotnie złożone, musi być naprawdę mądry. A skoro jest mądrzejszy od nas, to musi mieć rację. Przeciętny zjadacz chleba tym bardziej dochodzi do przekonania o słuszności głoszonych tez, gdy wspiera je armia utytułowanych autorytetów, prawdziwych lub samozwańczych, co akurat jest bez znaczenia.

Spróbujmy odrzeć tezy i argumentację Trybunału z sofistycznej ornamentyki i spojrzeć na nie okiem niewinnego dziecka jak na nowe szaty cesarza.

Podstawowy i zasadniczy argument powołany przez Trybunał Sprawiedliwości UE, przemawiający za rzekomym brakiem niezawisłości Izby Dyscyplinarnej, „to sposób jej powołania wzbudzający w przekonaniu jednostek uzasadnione wątpliwości, co do niepodatności tego organu na czynniki zewnętrzne., a w szczególności na bezpośrednie lub pośrednie wpływy władzy wykonawczej lub ustawodawczej."

W związku z tak postawionym zarzutem oskarżeni (sędziowie Izby Dyscyplinarnej SN, a w dalszej kolejności orzekający w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej SN) w czynach (wyrokach) i wystąpieniach próbowali przeprowadzić dowód wagi. Dla przypomnienia: do przeprowadzenia tego dowodu służyła waga targowa znajdująca się dalej w miejscowości Oudewater, jedenaście kilometrów od Ultrechtu. Wykorzystywano ją do badania masy ciała osób posądzanych o uprawianie czarów. Czarownice rzekomo ważyły mniej, niż przeciętne osoby o danym wzroście i tuszy. Sprawdzanie wagi miało na celu wykazanie, że badana osoba ma ciężar odpowiedni do swojej postury, zatem nie para się czarami. Badanym wystawiano oficjalny certyfikat. Sędziowie SN – neosędziowie, jak niektórzy ich nazywają - aby uzyskać certyfikat niezawisłości, wykazują się „łagodnością", jak sędziowie Izby Dyscyplinarnej, a sędziowie Izby Kontroli odpowiednio „europejskością", czego przejawem jest namiętne orzekanie w oparciu o Kartę Praw Podstawowych UE, a nawet próbują wchodzić w buty inkwizytorów gorliwie badających niezawisłość, niezależność innych kandydatów wskazanych przez „neoKRS". Poszukiwanie legitymizacji odbywa się także poprzez próby autolegityzmizacji, które nie dodają powagi organom ją stosującym, ale raczej stanowią przejaw desperacji. I tak Sąd Najwyższy – Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w uchwale z dnia 8 stycznia 2020r., I NOZP 3/19, sam sobie udzielił odpowiedzi: „Sąd Najwyższy rozpoznając odwołanie od uchwały Krajowej Rady Sądownictwa w przedmiocie przedstawienia Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej kandydata do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego, bada - w granicach podstaw odwołania - czy Krajowa Rada Sądownictwa jest organem niezależnym w świetle kryteriów określonych w wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 19 listopada 2019 r. w połączonych sprawach C-585/18, C-624/18 i C-625/18, A.K. i in. przeciwko Sąd Najwyższy". Innym razem pyta w sprawie I NKRS 38/21 (INZP 5/21), czy obwieszczenie Prezydenta RP o wolnych stanowiskach sędziowskich wydane bez kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów prawidłowo i skutecznie inicjuje postępowanie nominacyjne do sądu?

Uzyskanie certyfikatu niezawisłości musiało skończyć się całkowitym fiaskiem, z góry dającym się przewidzieć, gdyż taki dowód nie może być zostać przeprowadzony w zgodzie z zasadami poprawnego racjonalnego rozumowania.

Na przedstawione dowody niezawisłości powołanych sędziów Sądu Najwyższego Trybunał odpowiedział po prostu, że zarzut „ nie dotyczy w żadnym wypadku konkretnej działalności orzeczniczej Izby Dyscyplinarnej i zasiadających w niej sędziów, ale odnosi się do braku widocznych oznak niezawisłości i bezstronności tej izby w rozumieniu orzecznictwa przypomnianego w pkt 86 niniejszego wyroku."

Należy wspomnieć, aczkolwiek wyłącznie marginalnie, że występujące w wersji angielskojęzycznej słowo impartiality oznacza bezstronność, a judical independece – czasem niezależność, a czasem niezawisłość sędziowską. Znamienne jest, że słowa te nie są synonimem występującej w polskim języku prawniczym „niezawisłości" rozumianej jako imperatywu wewnętrznego „orzekania wyłącznie w oparciu o prawo i własne sumienie", a przynajmniej w takim znaczeniu nie są używane w wyrokach TSUE (a w jakim sensie - konia z rzędem temu, który odgadnie). Tradycyjnie uważało się dość powszechnie – aż do czasu pojawienia się w ostatnich latach precedensowych judykatów TSUE - że niezawisłość stanowi cechę wewnętrzną sędziego, a jej jedynym zewnętrznym przejawem jest sprawiedliwy wyrok. Zadaniem ustawodawcy było wyposażenie stron procesu w możliwość kwestionowania bezstronności sędziego poprzez instytucję wyłączenia, a sędziego w gwarancje, które pozwolą mu niezawisłość pielęgnować. Niezawisłość jest bowiem przymiotem charakteru. Dość powszechnie uważa się, że jedną z najważniejszych gwarancji niezawisłości jest nieusuwalność sędziego oraz niepodleganie instrukcjom zewnętrznym, które mogą wpływać na proces decyzyjny. Te dwa elementy są na pewno wspólne tradycji europejskiej.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Na przestrzeni dziejów, aż do ostatnich lat, nie pojawiła na poważnie koncepcja filozoficzno-prawna, która uznawałaby, że sposób selekcji sędziów pozostaje w jakimkolwiek związku przyczynowo-skutkowym z ich niezawisłością, Można byłoby starać się dowieść, że sposób rekrutacji ma znaczenia z punktu widzenia wartości merytorycznej przyszłego sędziego, innymi słowy czy sędzia będzie raczej głupi, czy mądry. Problem doboru sędziów wiązano z legitymizacją władzy sędziowskiej, która w państwach o ustroju demokratycznym powinna mieć swoje demokratyczne umocowanie. I to jest raczej dominujący nurt w doktrynach konstytucyjnych państw europejskich, a nie jak się usiłuje wmawiać udział środowisk sędziowskich w procesach nominacyjnych. Ten udział, większy lub mniejszy, stanowi przejaw kooptacji i jest raczej cechą państwa oligarchicznego, w opozycji do państwa demokratycznego. Ponieważ sędziowie w tradycji europejskiej nie pochodzą, z pewnymi wyjątkami, z wyborów, legitymizację w demokratycznej kulturze prawnej uzyskują poprzez nominację wywodzącą się od organu władzy publicznej, który taką demokratyczną legitymację posiada. Również władza sądowa (sądownictwo) musi posiadać legitymację demokratyczną, a wymóg ten wynika pośrednio z art. 4 Konstytucji RP. Organem legitymizującym jest Prezydent RP (art. 179 Konstytucji RP), wybierany w wyborach powszechnych, a zatem posiadający mocny mandat demokratyczny.

Ta legitymizacja powinna być wystarczająca dla nowopowołanych sędziów. Zamiast poszukiwać uprawomocnienia swojej władzy w instytucjach zewnętrznych powinni się skupić wyłącznie na wykorzystywaniu nadanej im inwestytury, orzekać w sprawach, które z mocy Konstytucji RP i ustaw są im przedzielane, kierując się imperatywem sędziowskim orzekania bezstronnie w oparciu o prawo i własne sumienie. Tymczasem szukanie rozwiązań politycznych, poddawanie się osądowi TSUE (skądinąd sędziów powołanych w drodze wyborów politycznych), skończyć się nie może dobrze, gdyż autorytetu nie zbuduje sędzia, który sam ma wątpliwości co do swojego statusu. Obrana metoda była i jest drogą donikąd, a finalnie prowadzi do weryfikacji sędziów. Tych już powołanych w wolnej Polsce, chociaż takiej weryfikacji nie przechodzili sędziowie powołani w czasach Polski Ludowej. Historia czasem się z nas śmieje. Gorliwym kandydatom na „weryfikatorów-inkwizytorów", poszukującym „diabelskiego znamienia", którym ma być oczywiście wskazanie przez „neoKRS", dedykuję przesłanie: „To nie jest koniec historii."

Dagmara Pawełczyk-Woicka, prezes Sądu Okręgowego w Krakowie od 2018 r.