Izba wyższa przygotowująca poprawki do budżetu była ostatnią szansą dla sędziów, którzy od ponad miesiąca walczą o wyższe wynagrodzenia. Ich postulaty nie znalazły jednak uznania w oczach senatorów.

– Jest kilka ważniejszych spraw, które należy uregulować w tym budżecie, chodzi m. in. o kombatantów – mówi Zbigniew Romaszewski, wicemarszałek Senatu.

O przesunięcia budżetowe na ten cel nie wnioskowało również Ministerstwo Sprawiedliwości, które zwróciło się jedynie do senatorów o więcej środków na program więziennictwa. Pieniądze ekstra mają dostać również asystenci sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

– Nasza prośba do parlamentu nie dotyczyła sędziów. Poza tym są już dla nich zagwarantowane odpowiednie kwoty w ustawie – Prawo o ustroju sądów powszechnych. Przepisy te nie tylko uwzględniają inflację, ale i przewidują istotną podwyżkę – od 120 do 620 zł. Trzeba również pamiętać, że większość sędziów pobiera dodatki funkcyjne od 440 do 3 tys. zł. Nie płacą oni także składek emerytalno-rentowych na takich zasadach jak inne grupy zawodowe – tłumaczy Marian Cichosz, wiceminister sprawiedliwości. I dodaje, że ministerstwo ma związane ręce, jeśli chodzi o zapewnienie dodatkowych podwyżek.

– Sprawę komplikuje „automat ustawowy”, który wiąże wynagrodzenia sędziów z wynagrodzeniami w SN, NSA i IPN. Tymczasem w budżecie tych instytucji nie przewidziano środków na ekstrapodwyżki – tłumaczy wiceminister.

Rozgoryczenia postawą ministerstwa nie kryje sędzia Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Iustiti.

– Sędzia sądu rejonowego, który przed dwa lata nie otrzymał podwyżki, w tym roku dostanie 90 zł na rękę. Taka sytuacja doprowadzi w końcu do masowych odejść z sądów do bardziej dochodowych zawodów prawniczych – przestrzega Żurek.

Protest sędziów będzie jednak kontynuowany i może przybrać na sile. Obecnie w sądach w całym kraju prowadzona jest akcja zbierania podpisów pod listem do premiera, parlamentarzystów i ministra sprawiedliwości. Wspierają ją inne środowiska prawnicze: prokuratorzy, adwokaci, radcowie prawni i pracownicy naukowi wydziałów prawa wyższych uczelniach.

Drugim krokiem mogą być masowe pozwy do sądów pracy dotyczące nadgodzin.