Życie pisze różne scenariusze. Coś, co nieraz wydaje nam się błahostką, z czasem może przeistoczyć się w monstrualny problem. Filozofowie nazywają to efektem motyla. W przypadku Unii Europejskiej nazwać ten proces możemy efektem turkawki. Jak trzepot skrzydeł turkawki maltańskiej w ciągu kilkunastu lat doprowadził do paraliżu Sądu Najwyższego w Polsce i widma wyłączenia z dnia na dzień prądu i ciepła milionom Polaków?

Z pozoru niewinna regulacja art. 279 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej przez prawotwórczą działalność Trybunału spowodowała, że dzięki uratowaniu przed polowaniem maltańskiego ptactwa można dziś ratować demokrację i praworządność w Polsce oraz całą Europę przed katastrofą klimatyczną wywoływaną nie przez liczne czeskie i niemieckie kopalnie, ale polską, w Turowie.

Efekt turkawki, przechodząc już do rozważań w pełni poważnych, to krótkie, zwięzłe, ale oddające istotę określenie ewolucji Unii Europejskiej w superpaństwo dzięki prawotwórczej roli Trybunału Sprawiedliwości. Ten efekt to proces mozolnego, ale w odpowiednich momentach nagłego kreowania w oparciu o ogólne kompetencje unijne nowych kompetencji, wzmacniających wpływ organów unijnych na funkcjonowanie państw członkowskich.

Czytaj więcej

Minister Kaleta o decyzji Komisji Europejskiej: To akt agresji

Wskazany przepis, z pozoru niewinny i stosowany niezwykle rzadko, pozwala Trybunałowi na zarządzanie niezbędnych środków tymczasowych, o ile Trybunał uzna je za niezbędne na czas trwania postępowania. To bardzo ogólna regulacja, która może pozwalać na nagłe reagowanie w niezwykle zawiłych sprawach, ale w rękach osób nieodpowiedzialnych jest narzędziem władzy absolutnej, gdyż przepis nie opisuje przesłanek zezwalających na użycie środków, a w ręce samego Trybunału powierza ocenę oraz dobór takich środków. Dlatego przez kilkadziesiąt lat przepis ten był stosowany bardzo ostrożnie, środki tymczasowe miały za zadanie jedynie chronić wykonalność później wydanego orzeczenia przez Trybunał i nie mogły zastępować finalnego rozstrzygnięcia już na wstępnym etapie. Dlatego na przestrzeni 60 lat, do 2017 r., stosowany był w ledwie 15 przypadkach. Czy były to sprawy, które miały wpływ na funkcjonowanie państwa, jego stabilność wewnętrzną czy zakres kluczowych sektorów gospodarki? Oczywiście, że nie.

W pierwszej sprawie tego typu w 1977 r. zakazano Wielkiej Brytanii dotowania hodowców świń, w 1982 r. Francuzi mieli wstrzymać zaostrzone normy importowanych z Włoch win, w 1985 r. Belgia miała dopuścić do bezpłatnej edukacji zatrudnionym tam obcokrajowcom, a 2003 r. Austria miała zawiesić zakaz korzystania z autostrad przez TIR-y. W końcu w 2008 r. TSUE nakazał Malcie zawiesić przepisy zezwalające na polowanie na przepiórki i wspomniane na początku turkawki. Od tego ostatniego orzeczenia trzeba było czekać niemal dziewięć lat, by TSUE ponownie zastosował środki tymczasowe. Jednak powrót do stosowania tej instytucji niewątpliwie można określić jako spektakularny.

W 2017 r. na scenę wkracza wspomniana wcześniej wiceprezes TSUE Rosario Silva de Lapuerta. Była urzędniczka hiszpańskiego rządu odpowiedzialna za relacje z UE przejdzie do annałów prawotwórczości, gdyż to ona jest współautorką lub samoistną autorką precedensowych orzeczeń wobec Polski. A o ile przez 50 lat zapadło ich wobec wszystkich państw 15, tak w ostatnich czterech latach zapadło aż pięć tylko wobec Polski.

Czytaj więcej

Saryusz-Wolski: Sędzia Rosario Silva de Lapuerta ma monopol na gnębienie Polski

Najpierw w listopadzie 2017 r. nakazano wstrzymanie wycinki chorych drzew w Puszczy Białowieskiej. Doszło w trakcie rozpatrywania tej sprawy do pierwszego precedensu. Mianowicie Trybunał uznał warunkowo, że jeśli środki nie zostaną satysfakcjonująco wdrożone, to Polska zostanie obciążona karą dzienną 100 tys. euro. Dotychczas Trybunał nigdy nie warunkował wykonania środków tymczasowych, jednocześnie nie ma żadnego przepisu, który by na to pozwalał. Jednak tutaj kłania się literalne brzmienie art. 279. Brak ograniczeń i pełna arbitralność. Sędziowie TSUE uznali, że mają potężną broń i czas jej użyć. Nie czekali długo, gdyż już w kolejnych zabezpieczeniach nakazywali wstrzymanie działań Sądu Najwyższego w składach Izby Dyscyplinarnej. W ten sposób TSUE pozwolił sobie już nie tylko na to, by wpływać na siedliska ptaków, ławice ryb, hodowle świń czy import wina, ale wprost przystąpił do paraliżowania organu konstytucyjnego państwa członkowskiego.

Czy mało było w tak krótkim czasie tych precedensów? W maju tego roku pani Rosario Silva de Lapuerta nakazała zamknięcie kopalni w Turowie. Zamknięcie kopalni z dnia na dzień to likwidacja tysięcy miejsc pracy i obcięcie dostaw prądu dla milionów Polaków. Czy doszło do refleksji? Oczywiście, że nie, bo w ostatnich dniach pani sędzia podbiła stawkę i nakazuje płacić 0,5 mln euro kary za nieprzestrzeganie tego irracjonalnego środka tymczasowego.

Rodzi się pytanie, czy przywołany przepis traktatu rzeczywiście daje tak wielkie kompetencje pani wiceprezes TSUE? Czy wyłączając sądy i prąd milionom Polaków, zanim rozpoznana zostanie sama sprawa, w tym w ogóle jej dopuszczalność, organy unijne działały na podstawie i w granicach prawa?

Jeśli uznamy, że tak, to równie dobrze pani sędzia uzna pewnego dnia na przykład wobec sędziów Sądu Najwyższego orzekających w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, że podobnie jak w przypadku tych z Izby Dyscyplinarnej ich orzeczenia muszą być uchylone natychmiast. Szkopuł w tym, że ci sędziowie w 2019 i 2020 r. potwierdzali ważność wyborów. Czy w konsekwencji zatem pani sędzia w przyszłości nie uzna, że nie doszło nigdy do powołania Andrzeja Dudy na kolejną kadencję jako prezydenta Rzeczypospolitej i tymczasowo urząd objąć ma Bronisław Komorowski, czy konsekwentnie zdymisjonuje swoim postanowieniem cały rząd i osadzi na jego czele Donalda Tuska?

Czytaj więcej

Polska zapłaci za kopalnię Turów Komisji Europejskiej

Skoro sky is the limit, a w ostatnich miesiącach TSUE pozwalał sobie na tak daleką ingerencję w sprawy wewnętrzne naszego państwa, przesuwane są kolejne granice i to zanim sama sprawa nie zostanie rozstrzygnięta, to taki scenariusz jawi się coraz mniej nieprawdopodobnie.

Jeśli uznamy, że tak nieracjonalne, przekraczające przyznany mandat decyzje wiążą nas jako państwo, przyzwolimy na przekraczanie przez organy unijne kolejnych granic. Dzisiaj TSUE eksperymentuje na Polsce, robi to od lat konsekwentnie i z coraz większym natężeniem. Dlatego można założyć, że będzie tak czynił, dopóki nie napotka zdecydowanego oporu. Nie możemy dopuścić, by przepis, który służy ochronie turkawek i przepiórek, był podstawą do paraliżu ustrojowego i gospodarczego naszego państwa.

Autor jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, przewodniczącym Komisji ds. reprywatyzacji nieruchomości warszawskich