Nowy dyrektor w dużej spółce produkcyjnej jeszcze w trakcie okresu próbnego poszedł na zwolnienie chorobowe. Już z niego nie wrócił. Okazało się, że „zachorował" na lepszą ofertę pracy w innej firmie. Inny menedżer po podpisaniu listu intencyjnego z nowym pracodawcą zapadł się pod ziemię, choć wkrótce potem miał podpisać stałą umowę. Nie odpowiadał na e-maile, nie odbierał telefonów od łowcy głów. Gdy rekruter w końcu zdołał się z nim skontaktować, okazało się, że menedżer już pracuje. Tyle że w innej firmie, z którą równolegle prowadził negocjacje.