Reklama

Potrzebny okrągły stół dotyczący polityki mieszkaniowej i społecznej

- W ciągu 15-20 lat zaczną ujawniać się znaczące rozbieżności między lokalnymi rynkami nieruchomości w Polsce. Mamy do czynienia z rynkiem wielu prędkości - mówi dr Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Publikacja: 17.11.2025 04:14

Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole BP

Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole BP

Foto: materiały prasowe

Państwa niedawny raport wskazuje, że przed rynkiem nieruchomości w Polsce wielkie zmiany. Już w kolejnej dekadzie procesy demograficzne sprawią, że luka mieszkaniowa w Polsce – tj. niedobór mieszkań względem liczby gospodarstw domowych – zacznie się kurczyć. Proces najpierw dotknie m.in. wieś, małe i średnie miasta, Górny Śląsk, ale do około 2045 r. luka może zniknąć nawet w największych aglomeracjach. Przewidujecie, że za 20 lat może przybyć w Polsce około 1,7 mln pustostanów.

Wyniki tej analizy były dla nas odkrywcze. Jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni do myślenia o rynku nieruchomości jako o dość jednolitym tworze. Luka mieszkaniowa liczona w skali całego kraju maskuje znaczące różnice na poziomie powiatów. Dzięki naszej analizie byliśmy w stanie zejść wyraźnie głębiej.

Dodatkowo, choć oczywiście mamy świadomość, że lokalne rynki istotnie różnią się między sobą, to w krótkim i średnim terminie pewne różnice nie są widoczne. Dopiero w długim okresie widzi się, jak zróżnicowany w wymiarze geograficznym jest rynek nieruchomości. To z kolei – znów: w dłuższej perspektywie – będzie rodzić poważne konsekwencje. W horyzoncie 15-20 lat zaczną ujawniać się znaczące rozbieżności między lokalnymi rynkami. Dlatego uważam, że mamy do czynienia z rynkiem mieszkaniowym wielu prędkości.

Te różne prędkości są zdeterminowane przez demografię?

Tak. Zwykle patrzymy na rynek nieruchomości jako na wypadkową szoków demograficznych. Takim szokiem był napływ uchodźców z Ukrainy, co miało wpływ na rynek mieszkaniowy szczególnie w dużych miastach. Szoki są jednak nieprzewidywalne, natomiast trendy demograficzne już w dużym stopniu tak. Prognozy demograficzne sprawdzają się, co do zasady, nieźle.

Czy w świetle państwa analizy można postawić tezę, że inwestowanie w nieruchomości przestanie się w Polsce opłacać?

Ona, moim zdaniem, stanowi mocne wsparcie dla niepopularnej w Polsce tezy, że na inwestycjach w nieruchomości nie zawsze się zarabia. W Polsce wciąż jest dość powszechne przekonanie, że na tym nie można stracić, że to pewniak, inwestycja niemal bez ryzyka.

Reklama
Reklama

Pamiętam książkę Roberta Schillera „Irrational Exuberance”, w której akcentował mocno te dywergencje lokalne. Pokazywał wybrane rynki nieruchomości w USA, na których w pewnym momencie doszło do załamania. Okazało się, że nie każdy lokalny rynek nieruchomości jest rynkiem wzrostowym, nie każdy musi przynosić przyzwoitą stopę zwrotu w dłuższej perspektywie.

W małych i średnich miastach, na wsi i w aglomeracjach górnośląskich niekorzystne tendencje demograficzne doprowadzą do tego, że luka mieszkaniowa zostanie szybko domknięta, a następnie popyt na mieszkania zacznie się obniżać wraz ze spadającą liczbą gospodarstw domowych, przyczyniając się do wzrostu liczby pustostanów. Ten czynnik będzie oddziaływał raczej w kierunku spadku cen nieruchomości. Popyt pozostanie relatywnie silny w dużych miastach i na ich przedmieściach, acz i tam – jak wynika z bazowego scenariusza naszej analizy – luka mieszkaniowa do 2045 r. może zniknąć.

Będziemy więc obserwować narastające rozbieżności w zakresie kształtowania się cen mieszkań. Co więcej, być może obecne indeksy cenowe będą wymagały korekty. Przykładowo, jeszcze dziś indeks cen nieruchomości publikowany przez Narodowy Bank Polski dla siedmiu i dziesięciu największych miast w Polsce zachowuje pewną reprezentatywność dla całego rynku. W dłuższej perspektywie jednak – jeżeli zarysowany przez nas scenariusz potwierdzi się – to indeks będzie pokazywał tendencje cenowe tylko na tych rynkach nieruchomości, na których sytuacja jest relatywnie dobra, zaś pomijał małe miasta, gdzie ceny będą spadać, a liczba mieszkań za symboliczne pieniądze oraz pustostanów będzie rosła.

Czy zatem rynek kapitałowy może liczyć na wzrost zainteresowania? Czy to zbyt daleko idący wniosek, bo jednak inwestycje w mieszkania i na giełdzie albo w fundusze leżą zbyt daleko od siebie?

To są jednak inne profile ryzyka. Gospodarstwa domowe inwestują w nieruchomości, ponieważ uważają, że to jest bezpieczna lokata kapitału. Giełda raczej nie jest alternatywą dla takich inwestycji.

Co zarysowany scenariusz oznacza dla branży deweloperskiej?

Duzi gracze – obecni na największych, miejskich rynkach – poradzą sobie, acz w dłuższej perspektywie będą musieli dostosować swoją strategię do obniżającego się popytu. Natomiast mniejsze firmy, aktywne na lokalnych rynkach, zaczną mierzyć się z dużymi wyzwaniami.

Reklama
Reklama

Myślę, że to będzie zwiększać presję na deweloperów w kierunku specjalizacji: zmiany profilu działalności z budowania mieszkań na nowych gruntach na adaptację domów, wyburzanie starych domów i budowanie nowych na ich miejsce itp. Przetrwają ci, którzy się w tym odnajdą.

Czy proces pustoszenia wsi i małych miast może jeszcze przyspieszać, niejako się nakręcając? Mam na myśli sytuacje, w których nie tylko demografia, ale i właśnie spadek jakości życia wynikający z wyludniania będzie jeszcze napędzać całe zjawisko?

Takiego procesu akceleracji nie uwzględniliśmy w naszej analizie. Niemniej byłby to dość pesymistyczny scenariusz, w którym fakt, że te miasta, miasteczka i tereny wiejskie wyludniają się i starzeją, są coraz mniej atrakcyjne do zamieszkania, maleje tam popyt na nieruchomości i widać coraz więcej pustostanów, wywoła jeszcze dodatkowy odpływ ludności, szczególnie osób młodych.

To oczywiście tylko spekulacja, jednak też bardzo poważne wyzwanie dla polityki społecznej. Nawet próby choćby zmniejszenia wykluczenia transportowego pewnych regionów mogą nie wystarczyć, i inwestycje publiczne tam będą trochę jak para w gwizdek. Według mnie takie ryzyko jest niezaniedbywalne.

Czy można temu coś zaradzić?

Myślę, że jest potrzebny okrągły stół specjalistów od polityki mieszkaniowej i społecznej. Tym bardziej, że w dłuższej perspektywie zachodzące procesy mogą mieć nie tylko implikacje społeczne, ale też tłumaczyć zmiany preferencji politycznych.

Myślę, że warto sięgnąć do doświadczeń innych krajów. Są kraje – np. Włochy – które realizują na poziomie lokalnym politykę mieszkań za jedno euro, aby przyciągnąć osoby, które mogłyby się tam osiedlać.

Dom na Sycylii a mieszkanie w Piotrkowie Trybunalskim, Bytomiu czy Hrubieszowie niekoniecznie są substytutami.

To prawda. Kupno domu czy mieszkania za euro na Sycylii – choć oczywiście wymaga znaczących nakładów na renowację – to wciąż jednak transakcja w jednym z najbardziej atrakcyjnych turystycznie krajów i regionów w Europie. Czy Polska będzie miała coś takiego do zaoferowania? Nie chcę tego przesądzać. W naszym przypadku paradoksalnie pewną szansą jest ocieplenie klimatu. Dostrzegamy to już np. w znaczącym wzroście ruchu turystycznego z Czech. Czesi, którzy mają do wyboru pojechać nad Adriatyk albo nad Bałtyk, coraz częściej wybierają to drugie. Ważna jest tu na pewno poprawa infrastruktury drogowej w Polsce, ale myślę, że ocieplenie klimatu też nie jest bez znaczenia.

Reklama
Reklama

Jasno trzeba sobie powiedzieć, że nie wszystkie małe miejscowości są w Polsce atrakcyjne turystycznie. Czy one będą skuteczne w przyciąganiu nowych mieszkańców? Pewnie nie na stałe, ale takich, którzy będą chcieli sobie tam zrobić „daczę” – być może. Zapewne w lepszej sytuacji są miejscowości nad morzem czy bliżej gór. Ostatnie doświadczenia, w tym związane z ryzykiem geopolitycznym, wskazują natomiast, że przynajmniej wśród osób zamożnych mieliśmy raczej do czynienia ze zwiększonym zainteresowaniem zakupem mieszkań za granicą.

Czytaj więcej

W październiku kolejna wysoka fala popytu na kredyty mieszkaniowe. Co intryguje?

Czy proces wyludniania części obszarów i spadku cen mieszkań na nich mogłaby hamować migracja?

Oczywiście, od strony czysto matematycznej popyt na mieszkania można zwiększyć, jeżeli będziemy mieć więcej gospodarstw domowych – a więcej gospodarstw domowych możemy mieć przy znaczącej imigracji. Natomiast przypominam, że Polska ma przyjętą strategię migracyjną, która jest dość jastrzębia i w zasadzie stawia tezę, że nie możemy już przyjąć znacząco wyższej liczby emigrantów zarobkowych. Mowa jest zaś m.in. o zapewnieniu poczucia komfortu mieszkańców.

„Utrzymanie wysokiego poziomu spójności społecznej, a więc stworzenie modelu imigracji i obecności cudzoziemców jedynie uzupełniających niedobory w różnych obszarach aktywności społecznych i ekonomicznych (rynek pracy, edukacja, nauka, kultura, sport itp.) jest priorytetem działań rządu” – czytam w strategii.

Właśnie. Odwrócenie tendencji na poziomie lokalnych rynków mieszkaniowych możliwe byłoby tylko wtedy, gdyby do tych małych miejscowości napłynęli migranci. Jednak główne siły polityczne w Polsce w zasadzie są już zgodne co do tego, że masowa imigracja do kraju nie powinna nastąpić. Zgadzają się też, że model imigracji do Polski powinien opierać się na podejściu selektywnym („cherry picking”) , czyli wybieraniu osób o wysokim kapitale ludzkim, o szczególnych kompetencjach przyszłości – takich, które przydadzą się w zwiększaniu produktywności. Raczej trudno sobie wyobrazić, że te osoby zamieszkają w małych, wyludniających się miejscowościach. One zamieszkają w dużych miastach, tam, gdzie są duże firmy, gdzie jest przemysł, gdzie są usługi oparte na pracy umysłowej.

Czyli tam, gdzie popyt na mieszkania pozostanie relatywnie wysoki.

Tak. Zatem nawet jeśli pójdziemy w kierunku zwiększonej, wybiórczej imigracji, to raczej będzie ona wzmacniać dywergencje na lokalnych rynkach mieszkaniowych, a nie je łagodzić.

Rynek nieruchomości
Największy projekt w ramach lex developer oraz ponad 203 mln zł na kolejne inwestycje - znany deweloper rozwija skrzydła
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Rynek nieruchomości
Nowy segment rynku nieruchomości? Specjalnie dla seniorów
Materiał Partnera
MLP Group z jedną z największych transakcji najmu w Niemczech
Rynek nieruchomości
Maciej Dyjas: jesteśmy gotowi zwiększać udział w akcjonariacie Murapolu
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Materiał Promocyjny
Osiedle Zdrój – zielona inwestycja w sercu Milanówka i… Polski
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama