Reżyserka bardzo ostro ocenia ostatnią decyzję stołecznych władz, aby nowym dyrektorem Teatru Dramatycznego został Tadeusz Słobodzianek:

Arogancja władz samorządowych w Warszawie osiągnęła monstrualne rozmiary. Działacze teatralni skarżą się, że to kolejna decyzja władz Warszawy podjęta bez ich udziału. Dlaczego nie ma dyskusji ze środowiskiem? Dlaczego nie ma współdziałania z instytucjami kultury? Dlaczego jeden urzędas, średnio kompetentny, ma decydować o tym, jak wygląda życie teatralne największego polskiego miasta?

Ironicznie odnosi się także do całokształtu polityki rządu:

Możliwe, że to tendencja w PO, żeby odciąć przymiotnik "obywatelska" i zamienić nazwę na Platformę Kolesiów, Platformę Biurokratów albo Ignorantów. Nie wiem, skąd to się bierze - sposób traktowania wyborców, obywateli, ludzi kultury to pewien trend. Szczególnie w Warszawie mnie to martwi, ponieważ stąd promieniuje kultura na Polskę i kultura polska na Europę. Ten samorząd to ludzie, którzy nie mają głębokiego zaangażowania w to, co robią. To aroganccy biurokraci. Wszystko na to wskazuje.

I krytykuje postawę Bogdana Zdrojewskiego:

Przykro mi, że minister kultury reprezentuje chwilowe interesy ministra finansów. Mamy w Warszawie twórców teatralnych, którzy są "bezdomni", nie mają możliwości rozpostarcia skrzydeł. Wydaje się, że strategią władz jest wypychanie najważniejszych, najbardziej utalentowanych, najbardziej twórczych ludzi kultury i sztuki za granicę.

Odnosi się też do protestu ludzi kultury, którzy domagając się zmian w sposobie zabezpieczania swoich emerytur, ogłosili strajk:

Nie chcą głodować i emigrować. Ale ich protest też trzeba połączyć z szerszym ruchem społecznym. Przy pomocy demagogii łatwo nas złamać, bo nie produkujemy samochodów czy piłek. Łatwo ten problem sczyścić demagogicznie.