Bronisław Wildstein na portalu stefczyk.info pisze:
Czule objęte dwie sympatyczne kobiety, trzymają splecione dłonie na leżącym między nimi, uśmiechniętym chłopczyku. „Tak, to nasze dziecko” – ogłasza podpis. „Czas zrozumieć, że homoseksualne pary z dziećmi są wśród nas.”
To okładka „Newsweeka”, która odsyła do artykułu wewnątrz zajmującego się dramatyczną sytuacją homoseksualnych par wychowujących dzieci w Polsce. Ludzie tolerancyjni powinni się wzruszyć i zrobić coś, aby poprawić komfort życia sympatycznym homoseksualistom i oszczędzić im niepotrzebnych kłopotów.
I zauważa:
Uderzające, że w melodramatycznym artykule „Newsweeka” cały czas czytamy o uczuciowych problemach lesbijskich mamuś. Dziecko występuje tam wyłącznie jako obiekt. Mamy potrzeby emocjonalne, mówią bohaterki, „mamy prawo” do dziecka.
Zdaniem publicysty:
To element kampanii, która ma doprowadzić do legalizacji związków partnerskich, potem, homoseksualnych „małżeństw” czego konsekwencją będzie dopuszczenie do adopcji przez nie dzieci, co „Newsweek” w sposób oczywisty postuluje.
Wszystko odbywa się w tonacji harlequina: eleganckie pary połączone ujmującymi uczuciami, którym w spełnieniu przeszkadzają tylko źli ludzie nie potrafiący zrozumieć, że to: „nasze dziecko”.
Wildstein podsumowuje:
Nie, drogie panie i panowie, to nie „wasze” dziecko! Dziecko musi mieć matkę i ojca. Nie występują w przyrodzie dwie mamusie lub dwóch tatusiów. Chcecie eksperymentować? Nie kosztem dzieci!
Mamy wystarczająco dużo spontanicznych eksperymentów społecznych, które pokazują jakim problemem jest wychowanie dzieci w ułomnych rodzinach. Chłopców pozbawionych ojców, w cierpiących na tę przypadłość amerykańskich środowiskach murzyńskich, wychowywały kochające mamy, babcie i ciocie. W skali społecznej okazywało się to jednak zdecydowanie nie wystarczać. Problemy, które rodzi taki stan rzeczy, były już wielokrotnie, wyczerpująco analizowane.
Wildstein podkreśla:
Wychowanie dziecka, życie w rodzinie to nie tylko prawa, ale i obowiązki, które pociągają za sobą wyrzeczenia. Ta perspektywa wydaje się zupełnie obca rzecznikom kampanii: „dziecka dla homoseksualistów”. Sam pomysł „legalizacji” związków partnerskich służy rozsadzeniu tradycyjnej rodziny, która polega nie tylko na wzajemnym zaspokojeniu, ale i zobowiązaniach. Zwłaszcza wobec dzieci, które same nie są w stanie walczyć o swoje elementarne prawa.