Reklama

Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności

Po wysłuchaniu wystąpienia Donalda Trumpa na Forum Ekonomicznym w Davos pozostaje strawestować chińskie przekleństwo: obyś żył w postnowoczesnych czasach.

Publikacja: 23.01.2026 05:01

Kadr z filmu „La Grazia”

Kadr z filmu „La Grazia”

Foto: Materiały Prasowe

Wkrótce w „Rzeczpospolitej” będą mieć Państwo okazję przeczytać moją rozmowę z dr. hab. Łukaszem Fyderkiem: związany z Uniwersytetem Jagiellońskim analityk spraw międzynarodowych mówi m.in. o tym, że żyjemy w czasach „płynnej nowoczesności górskiego potoku”. Do ich przymiotów należą szybki cykl polityczny i medialny (decydują o tym platformy społecznościowe) oraz nasze przyzwyczajenia konsumenckie (dzisiaj zamawiamy, jutro otrzymujemy).

Reklama
Reklama

Po wysłuchaniu wystąpienia Donalda Trumpa w Davos pozostaje strawestować chińskie przekleństwo: obyś żył w postnowoczesnych czasach.

Fenomen „Jednej bitwy po drugiej”

Nowy film Paola Sorrentina – „La Grazia” – otwiera dynamiczna scena: niebo przecinają myśliwce, czemu towarzyszy muzyka techno. Podczas gdy bohater całym sobą mówi: „Dajcie spokojnie pomyśleć”. Dobiega końca druga kadencja związanego z chrześcijańską demokracją prezydenta Włoch, który musi podjąć decyzję, czy podpisze ustawę o eutanazji oraz ułaskawi dwóch więźniów. Obsadzony w głównej roli Toni Servillo, inaczej niż w „Wielkim Pięknie” nie jest królem życia, ale snuje się po pałacu (niezmienne pozostają włoskie krawiectwo i wielkie aktorstwo). Oczywiście, możemy dyskutować o formie Sorrentino (jest lepsza niż w zeszłym roku – „Bogini Partenope” była scenariuszowym nieporozumieniem; przy czym wyobrażam sobie, że dla reżysera tego formatu nie ma niczego trudniejszego niż przeskoczenie samego siebie), ale tematem felietonu jest kondycja świata. „Górski potok” porywa delikatność, z jaką należałoby się obchodzić z różnymi problemami. 

Barbara Hollender zauważyła w „Rzeczpospolitej”, że o czasach „płynnej nowoczesności” najlepiej opowiedziało nam w zeszłym roku właśnie kino: „Jedna bitwa po drugiej” Paula Thomasa Andersona to utrzymana w zawrotnym tempie „groteska o lewicowym i prawicowym ekstremizmie, który rozsadza świat”. Zasadniczo chodzi o to, żeby było normalnie(j).

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Estera Flieger: Czasy oburzingu. Keira Knightley słusznie się wypisała

To trzeba usiąść, na spokojnie

W moim rankingu najlepszych filmów, które widziałam w kinie w 2025 r. „Jedna bitwa po drugiej” zajęła drugie miejsce. Na pierwszym znalazła się „Wartość sentymentalna” Joachima Triera, na trzecim zaś „Nasze królestwo” Juliena Collona (szerzej nieprezentowane; proszę wyobrazić sobie skrzyżowanie „Aftersun” z „Ojcem chrzestnym”). Jest coś, co je łączy – jednym (jeśli nie głównym) tematem, który podejmują, są relacje ojców z córkami (zresztą „La Grazia” podobnie). Przede mną nowy Jim Jarmush – „Father, Mother, Sister, Brother”. Jakby filmowcy, kierując kamerę na rodziny, chcieli coś nam powiedzieć.

Do kina więc warto dziś chodzić po to, by zwolnić. Proponuję zrobić sobie wagary od „płynnej nowoczesności górskiego potoku”. Jak w żarcie: to trzeba usiąść, na spokojnie. Tylko zupełnie na poważnie. 

Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Publicystyka
Janusz Lewandowski: Nowy rozdział dziejów polskiej głupoty
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama