Andrzej Zybała: Na co choruje państwo polskie i jak je wyleczyć?

Obecnie to decydenci oceniają samych siebie i obywatel może tylko im wierzyć albo nie.

Aktualizacja: 21.11.2023 14:09 Publikacja: 21.11.2023 14:09

Słabe kadry w licznych urzędach to jedna z dolegliwości polskiego państwa

Słabe kadry w licznych urzędach to jedna z dolegliwości polskiego państwa

Foto: PAP, Radek Pietruszka

Po ostatnich wyborach – jak i po każdych – pojawia się nadzieja na lepsze państwo. Nowi politycy u władzy zazwyczaj odczuwają – przez pewien czas – werwę do reformowania. Pytanie, czy ich pomysły są adekwatne i czy rozumieją oni znaczenie sprawy.

Nasze państwo choruje na wiele dolegliwości, które pozostają sprzężone ze sobą na różne sposoby. Cztery najgorsze z nich to: słabe kadry w licznych urzędach, wadliwe mechanizmy organizacyjne/decyzyjne, brak audytowania urzędów oraz brak niezależnego ewaluowania programów/interwencji realizowanych przez władze.

Źródłem pierwszej dolegliwości jest klientelizm, czyli kolesiostwo, które blokuje zatrudnianie urzędników na bazie kompetencji. Politycy kolonizują urzędy, czy traktują je jak przysłowiowe folwarki. To w zasadzie kładzie całe państwo.

Czytaj więcej

Trzeba rozważyć, czy stworzenie KAS było sensowne

Gdyby nowi liderzy polityczni rzeczywiście chcieli to odwracać, musieliby uzgodnić pewne minimum państwowe, a jego naruszanie musiałoby być obciążane określonym ostracyzmem. Praca na dziesięciolecia, ale warto ją zacząć. Jednocześnie konieczne są nowe rozwiązania organizacyjne. Na pewno trzeba powrócić do rekrutacji na podstawie tzw. konkurencyjnych naborów. Ale nie jest to gwarancja przyciągnięcia profesjonalnych kandydatów, jeśli komisje konkursowe obsadzają decydenci. Można powrócić do Urzędu Służby Cywilnej, który powstał za AWS. Organizowałby rekrutacje we współpracy z poszczególnymi urzędami. Mógłby też uczyć standardów zarządzania w sektorze publicznym. Ale kluczowe jest, czy politycy zgodzą się, aby taka instytucja była profesjonalna, czyli miała siłę do przeciwstawiania się klientelizmowi. Musieliby przecież wprowadzić reguły i podzielić się władzą. Inaczej szkoda pieniędzy.

Decyzje publiczne wysokiej jakości

Folwarczność w zarządzaniu to w praktyce decydenci działający woluntarnie i arbitralnie. To cechy, które widać gołym okiem, od dziesięcioleci. Często nie wiadomo, na jakiej podstawie podejmują decyzje. Diabli wiedzą, czy dysponują odpowiednią wiedzą/danymi, czy dobrze oceniają ryzyka porażki w planowanych działaniach, czy właściwie oceniają ich wykonalność itp. Nie ma śladu tych procesów.

Każdy znaczniejszy urząd powinien być na koniec roku – albo co dwa lata – audytowany i powinien być opublikowany raport

Urzędy potrzebują kaftana bezpieczeństwa, który chroniłby nas przed najgorszymi praktykami decydentów. Taką rolę mogą pełnić struktury. W tym wypadku pewnym pomysłem mogą tu być tzw. matrycowe struktury organizacyjne. W ich ramach dyrektorzy departamentów w danym urzędzie – na poziomie urzędniczym (przedpolitycznym) – podejmują decyzje w sposób matrycowy, czyli współzależny. Ostateczna decyzja zapada, gdy szefowie dwóch struktur/departamentów uzyskują porozumienie. Powiedzmy, że jeden odpowiada za określony branżowy problem, np. wprowadzenie nowych leków na listę leków refundowanych. Ale nie powinien sam podejmować decyzji.

Istotna byłaby również „parafka” szefa drugiej struktury/departamentu. To ktoś, kto odpowiada za rzecz kluczową, ale nadal niedocenianą, czyli za wysoką jakość procedury decydowania. Taką strukturę organizacyjną można nazwać departamentem jakości rządzenia. Ma zapewniać, że urzędnicy właściwie przeanalizowali dany problem branżowy, którego dotyczy decyzja, że wykorzystali odpowiednie badania/wiedzę, że odpowiednio ocenili ryzyka porażki, skonfrontowali alternatywne rozwiązana problemu, skonsultowali dylematy wokół projektu decyzji itp.

Kolejne wyzwanie to audytowanie urzędów. Kiedyś podejmowano próby w tej kwestii. Nigdy w sposób konsekwentny. Otóż każdy znaczniejszy urząd powinien być na koniec roku – albo co dwa lata – audytowany i powinien być opublikowany raport.

Czytaj więcej

Służbie cywilnej potrzeba prestiżu. Podwyżki w urzędach nie wystarczą

Niezależny audytor ma ocenić, jak dany urząd wykorzystuje publiczne zasoby, czy jest profesjonalnie zarządzany, czy funkcjonujące w nim reguły mogą zapewnić dobre wyniki pracy urzędu, np. czy reguły rekrutacji dają szansę na pozyskiwanie właściwych profesjonalistów, czy metody motywowania pracowników działają (czy może ich demoralizują), czy są mechanizmy zapewniające rozwój zawodowy, czy istnieje właściwy etos pracy itp.

Niezależne audytowanie ma istotną wartość (widać to w biznesie). Dzięki niemu obywatele – jako gospodarze państwa – mogą uzyskać zobiektywizowane analizy o tym, jak działają urzędy. Umożliwia ono również wyjście z fatalnej sprzeczności. Otóż obecnie to decydenci oceniają samych siebie i obywatel może tylko im wierzyć albo nie. Zresztą należałoby również dać szansę decydentom, aby mogli się konfrontować z analizami/ocenami niezależnych audytorów. Mogliby się przekonać, że można spojrzeć na swoją pracę z różnych punktów widzenia.

Niezależne oceny – ewaluowanie

Ostatnia rzecz jest równie ważna jak audytowanie. To ewaluacja, która dotyczy również analiz, ale nie całych urzędów/instytucji, lecz ich kluczowych działań/interwencji publicznych. Ewaluowanie ma miejsce obecnie w bardzo ograniczonej skali. NIK wytwarza raporty, które zawierają elementy ewaluacji, ale jest to daleko niewystarczające. Zresztą w ewaluacji chodzi o wzajemne uczenie się, a nie doszukiwanie się winy i kierowanie spraw do prokuratury.

Korzyść jest tu podobna, jak w audytowaniu. Decydenci uzyskują szansę skonfrontowania swoich wyobrażeń o wynikach podejmowanych działań z niezależnymi analizami, o tym, czy rezultaty okazały się warte wydanego publicznego grosza. Jednocześnie obywatele uzyskują dostęp do zobiektywizowanej wiedzy o działaniach państwa. Mogą się poczuć jego podmiotami, a nie przedmiotami.

Pytanie, czy nasi politycy są na tyle dojrzali, aby wprowadzić powyższe zasady zarządzania w sektorze publicznym. Widać gołym okiem, że od lat chcą za wszelką cenę zachować monopol na analizę/ocenę działań, które podejmują. Ktoś może powiedzieć, że nigdy nie zgodzą się, aby niezależny audytor czy ewaluator „wszedł do urzędu” i później wygłaszał własne oceny. Ostatecznie powiedzą, że to wybory są takim audytem czy ewaluacją. Wówczas wiadomo, że chodzi o zachowanie folwarku.

Politycy obawiają się, że wyniki niezależnych audytów czy ewaluacji wykorzystają ich przeciwnicy polityczni do swojej propagandy, zwłaszcza w dobie tak silnej polaryzacji. Trzeba podkreślić, że nie jest to jednak uzasadnione. Otóż dzisiejsze waśnie polityczne toczą się na innym poziomie, bo wokół generalnych wątków światopoglądowych, orientacji geopolitycznych, zwłaszcza wzajemnych oskarżeń o zdradę. Natomiast rzadko toczą się wokół tego, czy dany minister czy jego podwładny optymalnie zrealizował dane działanie/interwencję, czy można było lepiej.

Bez poradzenia sobie z powyższym problemem nie będzie lepszego państwa, niezależnie od tego, kto jest u władzy. To jest największe wyzwanie, i jest to wyzwanie mentalne, kulturowe. Do tej pory nikt nie dał sobie z tym rady.

O autorze:
Andrzej Zybała

Autor jest dr. hab. nauk społecznych, prof. w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH

Po ostatnich wyborach – jak i po każdych – pojawia się nadzieja na lepsze państwo. Nowi politycy u władzy zazwyczaj odczuwają – przez pewien czas – werwę do reformowania. Pytanie, czy ich pomysły są adekwatne i czy rozumieją oni znaczenie sprawy.

Nasze państwo choruje na wiele dolegliwości, które pozostają sprzężone ze sobą na różne sposoby. Cztery najgorsze z nich to: słabe kadry w licznych urzędach, wadliwe mechanizmy organizacyjne/decyzyjne, brak audytowania urzędów oraz brak niezależnego ewaluowania programów/interwencji realizowanych przez władze.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Czas wprowadzić maksymalny wiek biernego prawa wyborczego