Marek Migalski: Ustawa "lex Tusk" zwiększa szanse opozycji na wygraną w wyborach

Wprowadzenie do polskiego życia publicznego ciała, które będąc złożonym z polityków PiS będzie pozbawiać przeciwników PiS prawa do bycia w polityce jest jawnym dowodem na to, że wszyscy krytycy władzy mieli rację.

Publikacja: 30.05.2023 13:00

Donald Tusk

Donald Tusk

Foto: Leszek Szymański, PAP

Z politologicznego punktu widzenia poniedziałkowa decyzja Andrzeja Dudy w sprawie podpisania ustawy o powołaniu nadzwyczajnej komisji ds. zbadania wpływów rosyjskich w Polsce istotna jest z dwóch powodów. Po pierwsze, dekretuje zniesienie w naszym kraju ustroju demokratycznego, a po drugie – choć brzmi paradoksalnie w świetle poprzedniej tezy - zwiększa szanse opozycji na wygraną w jesiennych wyborach parlamentarnych.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Andrzej Duda zachęca do marszu Tuska

Brak weta wobec "lex Tusk" dopełnia procesu odchodzenia Polski od demokracji

Brak prezydenckiego weta  dopełnił procesu, który trwa od 2015 roku – to proces odchodzenia od demokracji. Większość Polaków nie czyta zachodniej prasy, a tym bardziej artykułów naukowych i książek politologicznych wydawanych w innych krajach Unii Europejskiej oraz w Stanach Zjednoczonych, gdzie o Polsce  (i Węgrzech) pisze się jako o przykładach miękkiego autorytaryzmu, populizmu, demokratury, demokracji nieliberalnej itp. (sam używam w swoich artykułach naukowych stworzonego przez siebie pojęcia „dyktatury hybrydowej”). Ważne jednak jest, by Polacy uświadomili sobie, że nazwiska Kaczyńskiego i Orbana pojawiają się w zachodniej prasie oraz w literaturze politologicznej obok nazwisk Erdogana, Łukaszenki i Putina. I choć w przypadku tych dwóch ostatnich jest to przesada, to jednak może warto na chwilę oderwać się od naszej codzienności i przyjrzeć się temu, w jakiej jesteśmy sytuacji z nieco szerszej perspektywy.

A wygląda to bardzo źle – choć jako gotowana żaba nie zauważamy, że tkwimy we wrzątku. Zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego, który stał się miejscem starć między sługusami różnych frakcji w rządzie, zniszczenie Krajowej Rady Sądownictwa, obsadzenie lojalnymi funkcjonariuszami władzy izb w Sądzie Najwyższym odpowiedzialnych za uznanie ważności wyborów, podporządkowanie interesom politycznym prokuratury, używanie służb specjalnych do walki z opozycją, podsłuchiwanie liderów tej ostatniej szpiegowską technologią zakupioną ze środków na pomoc ofiarom przemocy, przekształcenie mediów publicznych w propagandowy ściek – do wszystkich tych fenomenów przyzwyczailiśmy się, choć to właśnie dzięki nim nie należymy już do świata zachodnich demokracji, pozostając w szarej strefie między nim, a ruskim mirem Putina i Łukaszenki.

Konsekwencją braku weta będzie zwiększenie frekwencji na niedzielnym marszu PO

Decyzja Dudy, który przez lata autoryzował niszczenie polskiej wolności i konstytucyjnych standardów, dopełniła tego obrazu i w znaczący sposób przybliżyła nas do rosyjskich i białoruskich standardów. Na Wschód od nas liderzy opozycji są pozbawiani przez rządzących możliwości udziału w wyborach oraz są oficjalnie określani jako „obcy agenci”. Dla politologa zajmującego się teorią demokracji wnioski są oczywiste – nasze państwo nie spełnia już wymogów stawianych zachodnim systemom demokratycznym. Jeszcze nie jesteśmy Białorusią czy Rosją, ale na pewno już nie jesteśmy Francją czy Niemcami.

Decyzja Dudy zwiększa prawdopodobieństwo porażki PiS. Dlaczego?

Nie oznacza to jednak, że opozycja nie może wygrać październikowych wyborów. Co więcej, paradoksalnie i pewnie wbrew woli Dudy, jego decyzja zwiększa prawdopodobieństwo porażki PiS. To drugi politologiczny wniosek wynikający z poniedziałkowej decyzji prezydenta. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka – wymieńmy najważniejsze.

Pierwszą bezpośrednią (i korzystną dla opozycji) konsekwencją braku weta będzie zwiększenie frekwencji na niedzielnym marszu PO. Jeśli ktoś wahał się czy jest sens wybrania się do Warszawy, właśnie dostał przekonujący powód, żeby pofatygować się na imprezę zorganizowaną przez Donalda Tuska. Sukces manifestacji będzie więc w pewnej mierze zasługą Dudy.

Czytaj więcej

Hołownia i Kosiniak-Kamysz wezmą udział w marszu 4 czerwca

Po drugie, powołanie komisji potwierdza wszystkie zarzuty formułowane przez lata pod adresem władzy o jej dyktatorskie zapędy i niedemokratyczny charakter jej rządów. Wprowadzenie do polskiego życia publicznego ciała, które będąc złożonym z polityków PiS będzie pozbawiać przeciwników PiS prawa do bycia w polityce jest jawnym dowodem na to, że wszyscy krytycy władzy mieli rację. Nie o to chyba chodziło prezydentowi i prezesowi największej partii ZP.

Po trzecie, praca komisji została skompromitowana jeszcze przed jej rozpoczęciem – i to nie przez byle kogo, bo przez samego Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli określił on dziennikarza zadającego pytanie o możliwą dymisję ministra Błaszczaka mianem „przedstawiciela Kremla”, to znaczy, że każdy może zostać za niego uznanym. Nie będzie zatem miało znaczenia, czy 17 września ciało złożone na przykład z Janusza Kowalskiego, Marka Suskiego czy Antoniego Macierewicza ogłosi, że Tusk czy Waldemar Pawlak działali „pod wpływem rosyjskim”. Doprecyzujmy – będzie miało znaczenie dla twardego elektoratu PiS, bo potwierdzi jego zapatrywania na opozycję oraz dla wyborców niezdecydowanych, których może odstręczyć od głosowania na władzę. Wątpliwy z puntu widzenia ZP efekt.

Po czwarte wreszcie, po tak jawnym naruszeniu nie tylko konstytucji, ale także elementarnych zasad demokratycznych, pewnym już jest, że żadne środki z KPO do Polski przed wyborami nie spłyną, a istnieje jeszcze prawdopodobieństwo, że inne fundusze unijne zostaną wstrzymane. To pozwoli opozycji użyć argumentu kampanijnego, że tylko jej zwycięstwo może odblokować należne nam środki i skłonić część wahającego się elektoratu do odsunięcia PiS od władzy.

Jak widać, nie dość, że Duda poniedziałkowym brakiem weta potwierdził swoją rolę jako grabarza polskiej demokracji (co może przerwać jego sny o karierze międzynarodowej po 2025 roku), to jeszcze zaszkodził głównemu grabarzowi w dalszym pełnieniu jego funkcji. Chcąc uderzyć w opozycję, boleśnie uderzył się sam, a przy okazji zaszkodził swemu politycznemu zwierzchnikowi. Tak to jest, gdy po raz pierwszy używa się nunczaku.

Z politologicznego punktu widzenia poniedziałkowa decyzja Andrzeja Dudy w sprawie podpisania ustawy o powołaniu nadzwyczajnej komisji ds. zbadania wpływów rosyjskich w Polsce istotna jest z dwóch powodów. Po pierwsze, dekretuje zniesienie w naszym kraju ustroju demokratycznego, a po drugie – choć brzmi paradoksalnie w świetle poprzedniej tezy - zwiększa szanse opozycji na wygraną w jesiennych wyborach parlamentarnych.

Brak weta wobec "lex Tusk" dopełnia procesu odchodzenia Polski od demokracji

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Jerzy Haszczyński: Prezydent Litwy chce być jak Jarosław Kaczyński
Publicystyka
Tajwan ma nowego prezydenta. Jak wygląda sytuacja polityczna na wyspie?
Publicystyka
Jacek Nizinkiewicz: Przemysław Czarnek jako homofobiczna twarz PiS szkodzi partii i dzieli społeczeństwo
Publicystyka
Rusłan Szoszyn: Tomasz Szmydt napuszczony na polską ambasadę w Mińsku. Dlaczego Aleksandr Łukaszenko to robi?
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Publicystyka
Sondaż: Komisja ds. badania wpływów rosyjskich dzieli Polaków. Wyborcy PiS przeciw
Materiał Promocyjny
Problem sukcesji w polskich firmach będzie narastał