Prezydent Xi Jinping przyjeżdża w niedzielę do Polski. Znany jest już oficjalny plan wizyty, której głównym dniem będzie poniedziałkowy maraton podpisywania umów, przyjmowania delegacji i negocjowania na różnych poziomach z polskimi politykami. Miałem ogromną przyjemność pracować nad materiałami o Chinach przygotowywanymi przez redakcję przed wizytą prezydenta, jednak jedno pozostaje niezmienne - na Chiny trzeba być bardzo dobrze przygotowanym. Pod każdym względem i z mocnym kręgosłupem własnych wartości.
Chińskie coraz częściej w światowym handlu oznacza towary konkurencyjne, innowacyjne, przemyślane i nie będące podróbkami. Nie przeszkadza to Jackowi Ma, założycielowi Alibaby, chińskiego Amazona i eBaya w jednym twierdzić z przekonaniem, że nawet owe podróbki, którymi świat gardzi, to takie same towary jak markowe. Według Ma te bez metek sugerujących wysoką cenę są nawet lepszej jakości. Te słowa wywołały przed kilkoma dniami spore poruszenie w biznesie.
Kolejne poruszenie od miesięcy ciągnie się wraz ze zwiększającymi się komplikacjami na morzu Południowochińskim. Niedawny tekst w Wall Steet Journal pokazuje równoległą rzeczywistość chińskiej opinii publicznej wobec stanu politycznych deklaracji podawanych przez ministerstwa spraw zagranicznych rozmaitych państw. Szybki rzut oka na mapkę (http://www.wsj.com/articles/beijings-claims-of-south-china-sea-support-may-not-hold-water-1466138014) za i przeciw wobec interesów Pekinu na sporym morzu daje poczucie pogłębiającej się schizofrenii pod hasłem Spratly i Paracele. Dwa archipelagi, których formacje raf, atoli i niewielkich skał wynurzających się spod wody jedynie podczas odpływów Chiny konsekwentnie na masową skalę rozbudowują pod nowe, wojskowe bazy. Koniec czerwca ma przynieść werdykt międzynarodowego sądu arbitrażowego, który sędziami z Hagi wskaże poprawny zwrot sił działających na układ południowochiński. Jednym z sędziów jest nawet Polak, ale Pekin i tak zapowiada, że nie zamierza liczyć się z jakąkolwiek decyzją tego organu w sprawie swoich interesów.
Te z kolei są oczywiste. Noszą kilka nazw, ale niezależnie od tego czy powiemy o nich "Pas i Szlak", czy "Nowy Jedwabny Szlak", skorzystamy ze skrótu angielskiego "One Belt, One Road" lub przywołamy oryginalną nazwę chińska (yidai yilu) w każdym wypadku będzie chodziło o pieniądze. Prezydent Chin ma przywieźć ich niewyobrażalnie dla nas wiele, a najlepiej, by był to sztabami złota wyładowany pociąg towarowy o kilkudziesięciu wagonach pędzący do Łodzi wprost z syczuańskiego Chengdu. Pierwsze doniesienia z przeglądu doniesień prasowych po przystanku numer jeden Xi Jinpinga podczas obecnej podróży, z mediów serbskich, dały do zrozumienia, że Belgrad dostał umów 24 sztuki. Z pewnością polskich polityków ucieszyłaby symboliczna wygrana o choć jeden egzemplarz dokumentów dotyczących współpracy na dowolny temat więcej. Takie polsko-serbskie korespondencyjne Euro z wykorzystaniem chińskiego arbitra.
Zanim sędziowie z Hagi wypowiedzą swoje ważne słowa, być może Warszawa będzie musiała się określić co do poparcia lub jego braku dla chińskiego podbijania spornego morza. Belgrad już to zrobił. Według agencji Xinhua Serbowie podkreślili w sobotę, że sprawy południowochińskie powinny zostać rozstrzygnięte w sposób przyjacielskich konsultacji oraz negocjacji prowadzonych bezpośrednio przez zainteresowane strony. Chińczycy i ich serbscy gospodarze dodali, że takie porozumienie powinno odbyć się na zasadach wzajemnych ustaleń między państwami regionu Azji Południowowschodniej a Chinami oraz na bazie tzw. Declaration on the Conduct of Parties in the South China Sea (DOC), karty praw obowiązujących od listopada 2002 roku.