Reklama

Ślady Godzilli na japońskiej plaży, czyli co Brexit zrobi ze światem

29 lipca, ponad miesiąc po katastrofalnym dla Europy Brexicie, do japońskich kin zawita Godzilla.

Publikacja: 26.06.2016 13:48

Rafał Tomański

Rafał Tomański

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski

Będzie to 29. odcinek serii o potworze, który w zależności od historycznych okoliczności przenosi na ekran najbardziej chwilowo bliskie widzom lęki. Najnowsza Godzilla będzie także pierwszą od 12 lat japońską produkcją studia Toho.

Na podstawie umowy z Amerykanami z Warner Bros. Toho zachowało możliwość tworzenia własnych wersji filmów o Godzilli, jednak będą to produkcje przeznaczone głównie na rynek japoński. Na razie nie wiadomo nawet, kiedy odcinek nr 29 wejdzie na rynek Stanów Zjednoczonych. Wiadomo za to, ze potwór ma być bardziej realistyczny niż wcześniej, że narracja zahaczy o apokalipsę kojarzącą się Japończykom z Fukushimą i że przedstawiciele rządu występujący na ekranie wykazują pewne podobieństwo z Yukio Edano, szefem kancelarii premiera z czasów katastrofy 2011 roku.

Dzisiejsza Japonia wciąż mierzy się z kłopotami uwolnionymi z narodowej puszki Pandory przez tamto marcowe trzęsienie ziemi, tsunami i atomowy galimatias. Z drugiej strony to już nieco inny kraj, w którym Siły Samoobrony mają większe uprawnienia do działania. Gdzie zbliżające się wybory do senatu służą temu, by rządząca partia zdobyła tak bardzo wyczekiwane przez premiera Shinzo Abe 2/3 głosów do rozpisania referendum o zmianie konstytucji na bardziej militarną. Z referendami w obecnym świecie, jak wiadomo od czwartku, może być jednak różnie.

Zanim Godzilla zacznie straszyć w kinach rozpoczęto działania promocyjne. Jednym z nich jest odciśnięcie łapy giganta na plaży w Ishikari na wyspie Hokkaido. Ślad jest kwadratowy, ma 22 metry długości i tyle samo szerokości. Pojawił się nagle jako efekt działań pewnego artysty lub większej ich grupy, tego nie wiadomo. Ma przyciągnąć uwagę potencjalnych widzów i przekonać, że Godzilla może gdzieś czaić się do skoku zaplanowanego na 29 lipca.

Jak na razie horror na żywo zaczyna się w ekonomii i polityce. Brexit ma także miejsce w tej nowotworzącej się układance. Podano właśnie do wiadomości, że wśród międzynarodowych doradców zasiadających przy rozpoczynającym swoją działalność chińskim Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) znajdzie się miejsce dla Yukio Hatoyamy. To były japoński premier (sprawował urząd między 2009 a 2010 rokiem), członek obecnej opozycji, pierwszy szef rządu w nowoczesnej Japonii wywodzący się z Partii Demokratycznej.

Reklama
Reklama

Jego nominację potwierdził już Jin Liqun, prezes AIIB. Obecność Japończyka w chińskich strukturach i to jeszcze w przypadku człowieka o takim doświadczeniu na najwyższym szczeblu władzy to oczywisty policzek w stronę Tokio. Chiny pokazują, że nie boją się zaostrzać ekonomicznego sporu ze Stanami Zjednoczonymi, podważać pozycji Japonii w kontekście strategicznego aliansu z USA oraz dawać do zrozumienia, że dotychczasowe reguły gry przestają obowiązywać.

Trudno powiedzieć, czy obecne Chiny to przeciwnik, któremu dałaby radę sama Godzilla. Z pewnością nadchodzą czasy zmian i rzeczy niezwykłych. Ślad potwora na piasku japońskiej plaży, nawet wyszedł spod ręki speców od marketingu, doskonale pasuje do ogólnego klimatu nerwowości na świecie. A do tego warto pamiętać, że poza licznymi kontrowersjami, jakie zdążył wzbudzić były premier Hatoyama (m.in. poparcie dla referendum na Krymie oraz żeńska rola na Broadwayu), jego żona, Miyuki Hatoyama publicznie opowiadała o tym, jak porwali ja kiedyś kosmici oraz o tym, że spotkała Toma Cruise'a w poprzednim, japońskim wcieleniu. Nic nie wskazuje na to, że to wszystkie zaskoczenia, jakie czekają nas w najbliższym czasie.

Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Publicystyka
Janusz Lewandowski: Nowy rozdział dziejów polskiej głupoty
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama