Takim wyróżnieniem ma zostać uhonorowany 3 lipca. Ukazało się już w tej sprawie specjalne rozporządzenie Najwyższego Zgromadzenia Ludowego. Ubiegłotygodniowe testy rakiet Musudan zwiększają wiarę armii Korei Północnej we własne siły.

Wiara zwiększa się wprost proporcjonalnie do rosnącego zasięgu pocisków. Teraz jeden z Hwasongów-10, jak inaczej określa się Musudany, przeleciał "aż" 400 km. Docelowo, w 2020 roku ma być w stanie dotrzeć na amerykańską bazę na wyspie Guam. Rakiety balistyczne przejmują rolę nowoczesnych emanacji bogów Pjongjangu. Kto wie, czy nie po stuleciach wybrzeża Półwyspu nie pokryją się fragmentami ich członów powbijanych w piasek niczym posągi znane z Wyspy Wielkanocnej.

Wojskowa siła to religia dla Kim Dzong Una. Siły rakietowe zakładał jego ojciec, on podtrzymuje rodzinną tradycję (rządowy dziennik "Rodong Sinmun" informuje, że osobiście wydawał polecenia podczas ostatniego odpalenia rakiet) dodając od siebie standardowy epitet wobec Amerykanów. 22 czerwca Kim nr 3 miał powiedzieć, że jego kraj ma teraz możliwość trafić "amerykańskich skurczybyków" na Pacyfiku. Tak mniej więcej można streścić północnokoreańską odpowiedź na krytykę wystrzelenia Musudanów ze strony ONZ.

W międzyczasie pogarsza się los pracowników wysyłanych przez Pjongjang za granicę. Dane organizacji NKDB (Database Center For North Korean Human Rights) w opublikowanym właśnie raporcie dają do zrozumienia, że praca poza krajem dla obywateli Północy oscyluje wokół mniej lub bardziej dotkliwych obozów pracy. W tej grupie niestety także znajduje się Polska.

Radio Free Asia informuje dodatkowo o zwiększającej się liczbie samobójstw wśród Koreańczyków z Północy pracujących w krajach oferujących najniższy standard BHP i praw pracowniczych. Łącznie 112 obywateli wysłanych przez Pjongjang zmarło w tej grupie na przestrzeni od stycznia 2015 do kwietnia 2016 roku. Średnio 7 osób miesięcznie. Najwięcej, aż 61 z nich na terenie Rosji. 32 ofiary notowano w ciągu czterech pierwszych miesięcy br.

Sankcje nakładane na Północ przez kolejne kraje powoduje, że Pjongjang szuka nowych partnerów. Po dyplomatycznej ofensywie prezydent Południa, która niedawno skutecznie przekonała m.in. Ugandę do zakończenia braterskiej współpracy z reżimem, robotnicy są obecnie wysyłani do urugwajskich stoczni. Północ odkrywa zatem Amerykę Południową. Wysyła tam swoich ludzi poprzez Pekin i Paryż. Następnie firma o nazwie Grupo Christophersen Organizacion Maritima umieszcza Koreańczyków na tajwańskich statkach. Pracują w grupach po 10, 20 osób.

Informacje podane na dzisiejszej prezentacji raportu NKDB przez przedstawiciela polskiego MSZ nakazują wątpić w to, że nasz kraj przejmuje się w dostateczny sposób sprawami pracowników z Korei Północnej. Oczywiście, można stwierdzić, że powinno zadbać się w pierwszej kolejności o poprawność najmniejszego nawet kontraktu dotyczącego Polaków. Oburzać się nad losem Ukraińców i Białorusinów, których liczba zatrudnionych w złych warunkach przewyższa tych z Północy. W końcu odrzucić sprawę stwierdzeniem, że nie ma się nad czym zastanawiać, bo odgórne rozwiązanie w rodzaju deportowania wszystkich Koreańczyków z Północy - prewencyjnie - byłoby sprzeczne z każdą sztuką; a w końcu i tak ich praca poza krajem poszerza horyzonty poza propagandę serwowaną im od dziecka. Można, ale zawsze nas może czekać podobny los, jeżeli zmieni się równowaga światowych sił i wówczas dobrze byłoby wiedzieć, że komuś nasz los nie pozostaje obojętny.