Środowiska narodowców są silne, zwarte i gotowe: Marsz Niepodległości ma się rozpocząć mszą, potem zaprezentowane zostaną „stoiska patriotyczne”, a następnie o 14 odbędzie się przemarsz z Ronda Dmowskiego na błonia wokół Stadionu Narodowego – ok. 3 km. Będzie to największa impreza  w ramach obchodów 100-lecia niepodległości Polski. Organizatorzy liczą na rekordową frekwencję.

Czy władze państwowe poddały się grupom radykalnej prawicy i oddały im narodowe święto? Naszego kraju nie odwiedzi z tej okazji żaden prezydent innego kraju, można za to liczyć na obecność m.in. Milana Mazurka, słowackiego aktywisty i posła do parlamentu, który – jak twierdzą narodowcy na facebookowej stronie Marszu Niepodległości – w 2017 roku „wygłosił porywające przemówienie”. Pan Mazurek zajmuje się w swoim kraju, wraz z kolegami, m.in. patrolowaniem pociągów w poszukiwaniu korzystających z nich słowackich Romów, która to działalność zapewniła mu poselski mandat i dużą popularność. Dostrzegają ją zapewne organizatorzy polskiego Marszu i promują. Na profilu Stowarzyszenia na Facebooku umieszczono nawet filmy pokazujące działania specjalnych narodowych patroli na Słowacji.

Nie wiadomo jeszcze, czy na Marszu pojawią się tak jak w poprzednich latach przedstawiciele neofaszystowskiej włoskiej partii Forza Nuova. Kandydatka na burmistrza Budrio z tej organizacji, Selene Ticchi, wsławiła się noszeniem podczas uroczystości ku czci Benito Mussoliniego koszulki z napisem „Auschwitzland”, nawiązującym stylistyką do bajek z Disneylandu. Organizatorzy marszu zapewnili, że aktywistka na Marsz w Warszawie zaproszona nie została, ale w poprzednich latach reprezentanci Fuorza Nuova byli w Warszawie, a nawet, na zaproszenie Roberta Winnickiego, odwiedzili Sejm. W rozmowie z gazeta.pl wiceprezes stowarzyszenia Witold Tumanowicz podkreśla, że nie zna działaczy tego ugrupowania i „oficjalnie nikogo nie zapraszał”, a formuła Marszu „jest otwarta dla wszystkich”.

Organizatorzy Marszu są zresztą mocno tajemniczy w sprawie listy zaproszonych gości i szczegółów organizacyjnych, a swoich sympatyków zachęcają w internecie do zapisania się na specjalną subskrypcję biuletynu, tłumacząc, że „jesteśmy przecież na cenzurowanym”.

Nie należy się więc dziwić, że prezydent Andrzej Duda, po początkowym, niekłamanym entuzjazmie dla uroczystości, w poniedziałek zmienił zdanie. - Jednym z warunków, a właściwie próśb ze strony pana prezydenta, było to, żebyśmy wystąpili wszyscy pod jednymi barwami, pod biało-czerwoną flagą. Stowarzyszenie nie było w stanie zapewnić, że inne rzeczy się nie pojawią na marszu – tłumaczył w Polsat news rzecznik prezydenta Błażej Spychalski.

Wszystko to oznacza, że narodowcy zdominują – jak co roku – obchody narodowego święta. Stanie się tak mimo zapewnień polityków rządowych, które słychać od dwóch lat, że – jak mówił np. wicepremier Piotr Gliński - „chcemy włączyć w obchody jak najszersze rzesze Polaków”.  Już dziś wiadomo, że zamiar ten się nie udał, mimo, że na ten szczytny cel (zgodnie z deklaracjami z 2016 roku)  przeznaczono 200 mln złotych.