Z ciekawością szedłem na obraz Feliksa Falka „Joanna”. Lubię jego filmy. Niedawny i niedoceniony „Enen” był moim zdaniem nawet mniej opowieścią o rozmaitych spadkach po PRL, choć tak go opisali recenzenci, a bardziej traktatem o nieznanych zakamarkach ludzkiej natury.[wyimek]Co przeciwstawić nakazom solidarności z własnym narodem, w pewnych sytuacjach także wierności własnym ideom? Najszybciej nasuwa się pusty hedonizm[/wyimek]
„Joannę” recenzenci zachwalali jako nowe ujęcie tematyki wojennej. Gdy przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” u Tadeusza Sobolewskiego, że „„Joanna” powstała jako reakcja na sytuację współczesną, gdy kwestie moralności i wiary wywleka się na sztandary, łącząc je ze zbiorowością, narodem, partią”, przygotowałem się od razu na kontrowersję. Z taką interpretacją filmu, ale być może i z samym reżyserem.