Na temat „przeglądu” ministrów:
Uważam, że to działanie spektakularne, o którym nie wiadomo, co tak naprawdę ma oznaczać. Niby ma sygnalizować, że premier trzyma ekipę twardo w ręku, ale jak może nie trzymać? Te pielgrzymki to próba dowodzenia czegoś oczywistego, co nie wymaga dowodu, jeżeli system w państwie jest sprawny. Spotkania Donalda Tuska z ministrami mają też pewnie oznaczać, że premier ma z nimi kontakt. To co, na co dzień nie ma kontaktu?
Sam byłem premierem i dla mnie sprawa jest prosta - premier kieruje ekipą i w każdej ważnej sprawie musi mieć czas dla ministra, a minister łatwy dostęp do premiera. Rada Ministrów jest forum, na którym się omawia szersze sprawy, natomiast rządem kieruje się codziennie. Twierdzę, że wnioski i oceny po tych przesłuchaniach premierowskich będą nikłe lub wręcz bardzo pozytywne.
Oleksy komentuje słowa Kaczyńskiego, który twierdzi że Tuskowi władza wymyka się z rąk:
Nie, nie sądzę, aby to był ten etap, kiedy premierowi władza wymyka się z rąk, ale powstaje problem sprawności kierowania ekipą. I interakcji między obliczem rządu a opinią publiczną i społeczeństwem. Raczej tu widziałbym kłopoty, jakie się pojawiają, natomiast władza jako taka jest konstytucyjna, zabezpieczona i tu poza ewentualnym rozpadem koalicji, nie widzę zagrożenia. Inną sprawą jest utrzymanie zaufania ludzi do rządzących. Z tym zaczęło być gorzej.
Były poseł komentuje pozycję lewicy i opozycji na scenie politycznej:
Opozycja gra na zasadzie krytycznego sekundowania rządowi, a to dalece za mało w sporze o przyszłość naszego kraju. Demokratyczna gra między władzą a opozycją musi się wywodzić ze sporu, nie tylko o różne wskaźniki podatkowe czy deficyt budżetowy, ale o to jak toczą się i jak wyglądają kwestie przyszłości kraju. Otóż w tej dziedzinie opozycja musi umieć pokazać alternatywę i dowieść, że lepiej odczytuje znaki przyszłości. PiS się "poroztrząsał" wewnętrznie, porozłaził. Szykuje podobno jakąś ofensywę, ale już tyle ofensyw szykowali, że nadziei w tym względzie nie ma zbyt wielkich.
Sojusz z kolei na razie nie ma siły, bo poniósł porażkę wyborczą, był wewnętrznie rozbity i teraz się dopiero podnosi. Leszek Miller, jak wiem, ma zamiar odbudowywać pozycję SLD jako całkowicie samodzielnej partii. I to potrwa. Palikot z kolei poszedł tak daleko w swoim radykalizmie pokazowym, że traci na przewidywalności. Powiem tyle: na scenie politycznej zrobiło się miałko.
Zapytany, czy SLD ma szansę na odbudowanie swojej pozycji, odpowiada:
Gdybym tak nie myślał, to by mnie tam nie było. Jeżdżąc po kraju, widzę duże grupy ludzi, także młodych, którzy wciąż czekają na zryw. Wierzą w wizje lewicowe, nie zgadzają się z liberalno-prawicową optyką. Cieszy mnie bardzo, kiedy studenci opowiadają się za lewicowymi postulatami i wizjami przyszłości. To była zawsze skłonność środowisk akademickich. SLD musi precyzować te wizje. To jest wyzwanie największe.
Kongres SLD w kwietniu musi wyraźnie powiedzieć, jak widzi Polskę za 20 lat, co ta wizja oznacza dla młodego pokolenia, jak musi się zmienić państwo polskie i doktryna gospodarcza. Kapitalizm wszedł w zakręt i lewica musi umieć to określić i wskazać wszystkie nowe zagrożenia. To lewica ma obowiązek demistyfikować prawicowe schematy i neoliberalne wynaturzenia.