Każdy z gestów pojednania, które od czasu rozłamu w PiS dwa lata temu wykonywali wobec siebie Kaczyński i Ziobro, był fałszywy. Widać to wyraźnie dziś, po zakończeniu brutalnej kampanii przed wyborami uzupełniającymi do Senatu na Podkarpaciu.
W szranki stanął tam kandydat PiS Zdzisław Pupa, a Solidarna Polska wystawiła swego posła Kazimierza Ziobrę. Już na etapie wybierania kandydatów oba ugrupowania bardziej skupione były na wzajemnej rozgrywce, niż na wyścigu z kandydatem koalicji PO-PSL.
PiS postawił na Pupę, bo chciało wykonać gest pod adresem Radia Maryja. Dla Jarosława Kaczyńskiego nawet sporadyczne pokazywanie w mediach ojca Tadeusza Rydzyka polityków SP to wciąż duży ból głowy. — Gdy rozmawiam z o. Tadeuszem Rydzykiem w tej sprawie zawsze jest między nami różnica zdań — mówił w niedawnym wywiadzie dla „Rz".
Z kolei Solidarna Polska zastosowała wybieg — wystawiła swego posła Kazimierza Ziobrę, licząc na to, iż na konserwatywnym Podkarpaciu zadziała magia nazwiska.
PiS obawiało się, że część elektoratu może przepłynąć do Ziobry, co w czarnym scenariuszu mogłoby się skończyć podziałem prawicowych głosów i zwycięstwem kandydata koalicji PO-PSL. Dlatego też w ostatnim tygodniu kampanii atak na Ziobrę przypuściła bliska PiS „Gazeta Polska", zarzucając mu członkostwo w PZPR. Ale PiS też obrerwał. Pojawiły się anonimowe ulotki ze zdjęciami z wieczornych imprez polityków PiS uczestniczących w kampanii. Podpisy nie pozostawiały wątpliwości: „W dzień popierali Pupę, a w nocy wyrywali pupy".
Po tej wojnie nie ma złudzeń, że na prawicy zaczęła się wojna na wyniszczenie. Jacek Kurski oświadczył: — Po raz pierwszy od 1989 r. w wyniku prowokacji politycznej wpłynięto na wynik wyborów.
Odpowiedział mu rzecznik PiS Adam Hofman, bohater wspomnianych zdjęć z wieczornych imprez: — Solidarna Polska się właśnie skończyła. Partia ufundowana na oszustwie i kłamstwie.
A debatę podsumował Zbigniew Ziobro: — Hofman to cham i prostak. Dziwię się, że po jego pijackich ekscesach Jarosław Kaczyński pokazuje się z nim w Częstochowie.
Kaczyński nie zamierza się zgodzić na przyspieszone wybory, licząc na dalsze spadki poparcia dla Tuska. Wie jednak, że na sfrustrowanych wyborców Platformy nie może w pełni liczyć. Za to skromny, kilkuprocentowy elektorat Solidarnej Polski uważa za swój naturalny rezerwuar poparcia.
Jeśli myśli o samodzielnych rządach — a ma takie marzenia — to Solidarna Polska musi się stać jego pierwszą ofiarą. Wojna na Podkarpaciu to dowód na to, że Kaczyński chce zniszczyć swego — jak to kiedyś ujął — „marnotrawnego syna", czyli Zbigniewa Ziobrę.
To tym łatwiejsze, że Solidarna Polska nie okazała się politycznym hitem. — Stanęliśmy przed ścianą. Trudno nam odnaleźć pomysł na to, jak odróżnić się od PiS — przyznaje jeden z liderów partii. Uczynienie politycznej zanęty z polityki klimatycznej UE oraz Traktatu Lizbońskiego zakończyło się fiaskiem. Nowych pomysłów brak, co ułatwia zadanie wyrazistemu Kaczyńskiemu — PiS wygrał na Podkarpaciu z ponad 60 proc. poparciem.
W Sejmie żywe są plotki, że część posłów partii Ziobrów rozmawia o powrocie do PiS albo zastanawia się nad współpracą z Jarosławem Gowinem. Dziś Solidarna Polska ma jeden cel: przeczołgać się nad progiem w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ale wiary w sukces jest w klubie SP coraz mniej.