Dlaczego bronię profesor Pawłowicz

Pani profesor Krystyna Pawłowicz nie przestaje dostarczać emocji opinii publicznej. Mam jednak wrażenie, że reakcja na jej środowe zachowanie była co najmniej równie, jeśli nie bardziej gorsząca, niż to co zrobiła sama posłanka.

Publikacja: 18.12.2014 15:37

Michał Szułdrzyński

Michał Szułdrzyński

Foto: Fotorzepa

Ale zacznijmy od początku. Awantura wybuchła po tym, jak profesor Pawłowicz posilała się jakąś sałatkę czy kanapką z plastikowego naczynia, siedząc na sali posiedzeń Sejmu.

I tu pojawia się pierwszy kłopot. Samo jedzenie w miejscu publicznym nie jest niczym nagannym, choć nie jest to zachowanie zbyt eleganckie. Są jednak miejsca publiczne, w których zwyczajowo się nie je – na przykład w kościele czy muzeum. Powodem tego zwyczaju nie są wcale względy higieniczne, lecz szacunek wobec tych miejsc. Powstrzymanie się od zajadania się kanapką byłoby ze strony pani poseł wyrazem szacunku wobec polskiego Sejmu i przejawem wysokiej kultury politycznej.

Dlatego też mógłbym zrozumieć tych, którzy teraz ciskają na nią gromy, gdyby nie drobny problem – otóż sami pracowicie przyczyniali się od dłuższego czasu do upadku kultury tego miejsca. Kultury Krystynę Pawłowicz ma uczyć poseł Armand Ryfiński który słynie z prymitywnych antyklerykalnych wypowiedzi? Pohukiwania Andrzeja Rozenka, by pani poseł wyniosła z sali brudne naczynia, aby Sejm nie musiał pracować w takich warunkach, również niewiele miały wspólnego z kulturą wysoką. I tutaj dochodzimy do problemu kluczowego, bo prowadzący obrady marszałek Radosław Sikorski również nie stanął na wysokości zadania. Nie, nie uważam, by Sikorski powinien ustąpić ze stanowiska w związku z rozliczaniem służbowych podróży prywatnym samochodem, choć powinien sprawę wyjaśnić. Problemem marszałka jednak jest to, że osoba, która musi się tłumaczyć z dziesiątek tysięcy złotych pobranych na rzekome podróże służbowe, nie jest najlepszym stróżem moralności i dobrych obyczajów parlamentarnych.

Gdy za obronę Krystyny Pawłowicz wziął się sam Jarosław Kaczyński, Armand Ryfiński krzyczał „siadaj kurduplu" (cytuję za relacją "Gazety Wyborczej"). Czyżby rzeczywiście chodziło tu o parlamentarną kulturę czy może zwykłą polityczna rozróbę.

Wracając do samej posłanki Pawłowicz – trzeba przyznać, że stała się ona wdzięcznym obiektem szyderstw mediów i innych polityków. Jeśli prawdą jest, że wczoraj miotała przekleństwa na krytykujących ją polityków – a pamiętamy, że również chwilę wcześniej wyzywała dziennikarkę TVN24 Agatę Adamek – trudno znaleźć usprawiedliwienie dla takiego zachowania. Kłopot jednak w tym, że pani poseł już dawno temu udowodniła, że – brutalnie rzecz ujmując – nie panuje nad swymi emocjami, mówi za szybko i za wiele. Szkodzi swojej partii, szkodzi prawicy i szkodzi prestiżowi polskiego Sejmu. PiS powinien ją dla własnego dobra schować. Ale właśnie z tego powodu pytanie, czy nie należy jej traktować tak jak w klasie traktuje się – przepraszam za porównanie – mniej rozgarniętego kolegę. Trzeba mu dać spokój i nie pokazywać na zewnątrz. Natrząsanie się z niego, jest nieludzkie. Tak, po prostu, po ludzku, żal mi pani Pawłowicz, choć nie akceptuję jej zachowania. Oburzanie się zaś na nią, przez ludzi, którzy sporo mają na sumieniu zaś jest po prostu gigantyczną hipokryzją.

Ale zacznijmy od początku. Awantura wybuchła po tym, jak profesor Pawłowicz posilała się jakąś sałatkę czy kanapką z plastikowego naczynia, siedząc na sali posiedzeń Sejmu.

I tu pojawia się pierwszy kłopot. Samo jedzenie w miejscu publicznym nie jest niczym nagannym, choć nie jest to zachowanie zbyt eleganckie. Są jednak miejsca publiczne, w których zwyczajowo się nie je – na przykład w kościele czy muzeum. Powodem tego zwyczaju nie są wcale względy higieniczne, lecz szacunek wobec tych miejsc. Powstrzymanie się od zajadania się kanapką byłoby ze strony pani poseł wyrazem szacunku wobec polskiego Sejmu i przejawem wysokiej kultury politycznej.

Publicystyka
Maciej Wierzyński: Jan Karski - człowiek, który nie uprawiał politycznego cwaniactwa
Publicystyka
Paweł Łepkowski: Broń jądrowa w Polsce? Reakcja Kremla wskazuje, że to dobry pomysł
Publicystyka
Jakub Wojakowicz: Spotify chciał wykazać, jak dużo płaci polskim twórcom. Osiągnął efekt przeciwny
Publicystyka
Tomasz Krzyżak: Potrzeba nieustannej debaty nad samorządem
Publicystyka
Piotr Solarz: Studia MBA potrzebują rewolucji