Śmierć policjantów z Wrocławia. Błędy kosztowały życie

Maksymilian F. nie miał broni, będąc na komisariacie – wskazał monitoring. Mógł ją ukryć w radiowozie. Szokujący splot wydarzeń, których skutkiem było zabójstwo policjantów.

Publikacja: 05.12.2023 23:00

Policyjne środowisko jest w szoku po zabójstwie dwóch funkcjonariuszy we Wrocławiu w radiowozie

Policyjne środowisko jest w szoku po zabójstwie dwóch funkcjonariuszy we Wrocławiu w radiowozie

Foto: PAWEŁ RELIKOWSKI / POLSKA PRESS

44-latek, który śmiertelnie postrzelił dwóch wrocławskich policjantów, miał zostać dwukrotnie przeszukany przez dwie policyjne ekipy – jedną zatrzymującą go w domu i drugą na komisariacie, po przywiezieniu. Wstępne ustalenia, w tym monitoring, który to rejestrował, potwierdzają, że F. nie miał broni – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

A jednak miał ją w radiowozie, w którym zastrzelił po godz. 22 w piątek dwóch policjantów. Jak to możliwe? Wstępna hipoteza zakłada, że F. mógł ukryć ją w radiowozie wcześniej, kiedy go przewożono z domu na komisariat. To jednak wskazywałoby, że przeszukanie było pobieżne.

Policja w żałobie po śmierci dwóch funkcjonariuszy z Wrocławia

Cofnijmy się do czasu cztery godziny przed tragedią. Pod adres w Kiełpinie pod Wrocławiem podjeżdża ekipa trzech doświadczonych funkcjonariuszy z pionu poszukiwawczego, by zatrzymać 44-letniego Maksymiliana F. Ma on odsiedzieć półroczny wyrok.

„Było to oszustwo internetowe (F. nie dostarczył towaru, za który pokrzywdzony zapłacił mu kwotę 500 zł). Opinia sądowo-psychiatryczna była sporządzana na etapie postępowania przygotowawczego. Nie był zastosowany wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania” – odpowiada nam Sąd Rejonowy w Białymstoku.

Czytaj więcej

Nie żyją obaj policjanci postrzeleni przez Maksymiliana F.

Wcześniej, zgodnie z procedurami, F. powinien być sprawdzony, czy nie jest niebezpieczny. Według naszych nieoficjalnych informacji policja miała wiedzieć o jego szokujących wypowiedziach w internecie. Jak tej z 2 listopada, kiedy w filmiku odgrażał się, że: „jeżeli policja będzie chciała się do mnie zbliżyć, otworzę ogień”. Podczas zatrzymania F. był spokojny. Miał być „wnikliwie” przeszukany. Wsiadł do nieoznakowanego radiowozu – hyundaia. Tego samego, w którym cztery godziny później zastrzelił dwóch innych policjantów.

Na komisariacie Fabryczna ok. godz. 20 mężczyzna został przeszukany po raz drugi i było to sprawdzenie „do majtek”. To pewne, bo utrwalił to monitoring – F. nie miał wtedy broni. Policjanci w trakcie czynności m.in. pobrali odciski palców.

F. miał jechać do izby zatrzymań na Krzykach. Do tego samego hyundaia zaprowadziła go już inna ekipa – Daniel Ł. i Ireneusz M., kryminalni po cywilnemu. F. miał na rękach kajdanki, jeden policjant usiadł z nim z tyłu. Kilkaset metrów dalej porzucone auto na środku drogi znalazł przejeżdżający kierowca. W środku było dwóch mężczyzn z ranami postrzałowymi.

Maksymilian F. został zatrzymany nazajutrz. Według naszych nieoficjalnych informacji broń, rewolwer czarnoprochowy, miał zapięty w kaburze na klatce piersiowej.

Jak to możliwe? Tę zagadkę musi rozwiązać dolnośląski wydział Prokuratury Krajowej we Wrocławiu, prowadzący sprawę zabójstwa policjantów. Funkcjonariusze, którzy zatrzymali F. w domu w Kiełpinie, wciąż nie zostali przesłuchani – na razie nie pozwala na to ich zły stan psychiczny.

Czytaj więcej

Dlaczego Maksymilian F. miał broń - znamy kulisy tragedii we Wrocławiu

Policja stawia wstępną hipotezę, że F. mógł ukryć rewolwer w radiowozie – np. pod siedzeniem, kiedy do niego wsiadł – zanim trafił na komisariat (to by oznaczało, że po zatrzymaniu w domu go nie przeszukano). Jest pewne, że policjanci nie zginęli od strzału ze swojej broni. Dotąd nie znaleziono kajdanek jednego z funkcjonariuszy – przypuszczalnie F. uciekł z nimi z radiowozu.

Restrykcyjne procedury w policji

Policyjne środowisko jest w szoku. Na odprawach słyszy, że najważniejsze jest bezpieczeństwo na służbie. – Na szkoleniach mówią nam o etapowości przeszukania, bo trwa chwilę, a może uratować komuś życie – mówi nam jeden z funkcjonariuszy.

Jako ostrzeżenia przytaczane są przypadki pokazujące, jak przestępcy zdobywają broń. Ekstremalny – z 2000 r., gdy w jeleniogórskim sądzie oskarżony o udział w gangu, wyprowadzony do toalety, ze spłuczki wyjął broń ukrytą tam przez wspólników. W Warszawie w tzw. przejściówce podczas wyrzucania śmieci w koszu odkryto porzucony pistolet. Także z życia wzięte: policjanci po przejęciu radiowozu od poprzedniej zmiany na tylnym siedzeniu za kanapą znaleźli wciśnięty pistolet.

– Nagminnie odnajdujemy w radiowozach porzucone fanty – zawiniątka z narkotykami, pieniądze, biżuterię, czasem amunicję czy broń. Codziennie na odprawach jest nam wbijane do głowy, że przeszukanie radiowozu jest tak samo istotne jak przeszukanie osoby – mówi nam jeden z oficerów.

Zasady metody i form konwojów oraz doprowadzeń są zapisane w zarządzeniu nr 360 szefa KGP z 2009 r. Bezwzględnie każda ekipa wykonująca czynności z zatrzymanym musi go przeszukać. Podobnie jak sprawdzić samochód po transporcie takiej osoby.

Czy sprawdzono hyundaia? Musi wyjaśnić śledztwo. Jest pewne, że prokuratura zbada wątek niedopełnienia obowiązków przez policjantów, którzy zatrzymali F. i pierwsi mieli z nim kontakt.

– Będzie to odrębny wątek, wydzielony ze śledztwa przeciwko Maksymilianowi F. Trzeba mieć na względzie, że jeśliby funkcjonariuszom postawiono zarzuty, to nie mogą zasiadać na tej samej ławie oskarżonych co zabójca policjantów – tłumaczy jeden z naszych rozmówców.

44-latek, który śmiertelnie postrzelił dwóch wrocławskich policjantów, miał zostać dwukrotnie przeszukany przez dwie policyjne ekipy – jedną zatrzymującą go w domu i drugą na komisariacie, po przywiezieniu. Wstępne ustalenia, w tym monitoring, który to rejestrował, potwierdzają, że F. nie miał broni – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

A jednak miał ją w radiowozie, w którym zastrzelił po godz. 22 w piątek dwóch policjantów. Jak to możliwe? Wstępna hipoteza zakłada, że F. mógł ukryć ją w radiowozie wcześniej, kiedy go przewożono z domu na komisariat. To jednak wskazywałoby, że przeszukanie było pobieżne.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Kup teraz
Przestępczość
Wydawca Mentzena i Brauna kłamcą oświęcimskim?
Materiał Promocyjny
Elektrownie jądrowe to naturalny dla Warty obszar zainteresowań
Przestępczość
Prawdziwa przeszłość „bimber bossa”. Jak Dariusz P. ukrywał się przed policją?
Przestępczość
Handlarze lewymi certyfikatami szczepień zatrzymani
Przestępczość
Spadła liczba gróźb i przestępstw z „nienawiści”? Tylko zgłaszanych
Przestępczość
Prokuratura: Była wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu oskarżona o korupcję
Przestępczość
Państwo w państwie: Chory psychicznie przyznał się do zarzutów za hot doga