Prof. Marek Konarzewski: Naukowcy nie mogą obrażać się na polityków

Musimy zabiegać, by nasz etos był słyszalny i skuteczny – mówi prof. Marek Konarzewski, prezes elekt Polskiej Akademii Nauk. I dodaje, że PAN powinna wypowiadać się także o praworządności, sądownictwie czy zatruciu Odry.

Publikacja: 13.11.2022 21:38

Prof. Marek Konarzewski

Prof. Marek Konarzewski

Foto: PAP/Artur Reszko

Czy łatwo porzucić badania nad popielicą szarą i tajemnicą długowieczności dla prezesury w PAN?

Nie zostawiam tego zupełnie. To projekt badawczy NCN, który zobowiązany jestem prowadzić. Uczestniczy w nim znakomita młoda badaczka, doktorantka. Badamy, co sprawia, że popielice żyją kilkakrotnie dłużej niż ich kuzyni, np. mysz domowa. Dzięki temu mamy nadzieję zrozumieć, jak można przedłużyć życie człowieka.

Da się to wszystko pogodzić?

Myślę, że tak. Oczywiście nie w takim zakresie jak dotychczas. Nie wyobrażam sobie jednak, żebym miał się odciąć od badań. Wtedy przestanę je rozumieć. Nie chciałbym być tylko administratorem i kierownikiem. Polska Akademia Nauk to bardzo specyficzna instytucja, w której trzeba czuć puls nauki. Dzięki temu, że wciąż będę miał związek zarówno ze studentami, bo przecież pracuję na uczelni, jak i badaniami, utrzymam więź zarówno ze społecznością akademicką, jak i nauką.

Z Warszawy do Białegostoku jest 200 kilometrów.

Zdalna praca i porozumiewanie na odległość weszły nam w krew. To jeden z nielicznych pozytywnych skutków pandemii. Warszawę i Białystok dzieli trochę ponad dwie godziny jazdy pociągiem. To dobry czas na pracę. Co najmniej cztery dni w tygodniu będę spędzał w Warszawie. Nie mam problemu z pracą w weekendy. Mam duże doświadczenie w tym względzie. Nie boję się tego wyzwania.

W myśl pana programu PAN ma być źródłem niezależnych, apolitycznych rekomendacji służących społeczeństwu i decydentom. Ustępujący prezes PAN, prof. Duszyński, powołał zespół ds. covidu. Było forum dla praworządności. Głos PAN nie był jednak słuchany.

Był słuchany, ale w mniejszym stopniu, niżbyśmy sobie tego życzyli. Mam za sobą długi epizod pracy w dyplomacji. Przez pięć lat pracowałem w naszej ambasadzie w Waszyngtonie. Współtworzyłem m.in. politykę wizerunkową Polski w USA. Wiem, jak to się robi, i wiem, jak wiele nam brakuje do miejsca, które chcielibyśmy zajmować w dyskursie społecznym. Wiele działań prof. Duszyńskiego było znakomitych, np. wspomniany zespół ds. covidu. Uważam jednak, że znaczna część olbrzymiego dorobku nie trafiała do społeczeństwa, bo nie było skutecznego przekazu. Musimy wypracować przystępny, atrakcyjny język. Bez ścisłej współpracy przyrodników z humanistami się nie obędzie. We współpracy międzydziedzinowej upatruję siły Akademii. Będą nam również potrzebni młodzi ludzie znający się na mediach społecznościowych.

Skuteczny PR kosztuje. A ministerstwo uzależnia przyznanie dodatkowych środków na PAN od reformy. Spotkał się już pan z ministrem Czarnkiem, prawda?

Tak. To było bardzo dobre spotkanie. Rozmawialiśmy o reformie Akademii. Przyrzekłem panu ministrowi, że w niedługim czasie wypracujemy wspólne rozwiązania. Powinny być do zaakceptowania przez ministerstwo, ale przede wszystkim – przez środowisko samej Akademii. Zmiany powinny usunąć napięcia, np. między członkami korporacji a przedstawicielami 70 instytutów. Zdaniem dyrektorów instytutów środowisko miało zbyt mały wpływ na kierowanie Akademią. A z drugiej strony wpływ korporacji był zbyt mały, gdy chodzi o strategiczne decyzje dotyczące kierunków badań.

Nie możemy się wciąż zajmować Akademią samą w sobie. Powinniśmy wrócić do tego, do czego jesteśmy stworzeni – do służenia społeczeństwu. To wielkie słowa, ale poważnie je traktuję.

Jakoś tę reformę trzeba jednak przygotować. Minister edukacji i nauki powołał w sierpniu zespół doradczy ds. opracowania projektu ustawy o Polskiej Akademii Nauk. Pan przyjął to z niepokojem – w składzie dziewięcioosobowego zespołu nie ma ani jednej osoby w jakikolwiek sposób związanej z Polską Akademią Nauk i z inną dyscypliną niż prawo.

Zgadza się. Przy życzliwości pana ministra projekt opracujemy w zespole, który nie będzie budził takich wątpliwości. Inicjatywa należy do nas – do Akademii. To my powinniśmy przedstawić zarys rozwiązań, o których będziemy dyskutować. Jeśli będziemy mówić jednym głosem, z pewnością będziemy mogli liczyć na przychylność ze strony ministerstwa.

Chciałby pan zdemokratyzować PAN, prawda?

Nie, chciałbym, odpowiadając pozytywnie na to pytanie, dać do zrozumienia, że obecnie to instytucja niedemokratyczna. Chciałbym uprościć jej strukturę. Decyzje dotyczące zarządzania instytutami powinny zapadać na poziomie wydziałów. Przypomnę: PAN składa się z pięciu wydziałów, które są podzielone według dyscyplin naukowych. Byłaby więc to bardziej samorządna, płaska struktura. Chcę ograniczyć kompetencje prezesa, czyli swoje. Nie mam z tym problemu. Oczywiście będę podejmował najważniejsze decyzje strategiczne. Powiem też wprost – dotychczas opracowywany projekt zawiera wiele rozwiązań, z którymi się utożsamiam.

Z którymi na przykład?

Na przykład z propozycją przywrócenia praw i obowiązków starszym członkom korporacji. Wiele wiedzy o skomplikowanej instytucji, jaką jest Akademia, pozyskałem od starszych członków. Są też znamienitymi naukowcami. To ogromne marnotrawstwo, że po osiągnięciu 70. roku życia nie mogą nam pomagać. Musimy zauważyć, że całe nasze społeczeństwo się starzeje. Żyjemy 20 lat dłużej, niż to było 50 lat temu. Również okres aktywności zawodowej się wydłużył. Oczywiście, będę się starał odmładzać Akademię. Chcę dawać więcej możliwości młodszym uczonym, ale nie zapominajmy o starszych członkach korporacji.

To, co mnie zainteresowało jako kobietę, to parytety, które chce pan wprowadzić.

W ścisłym kierownictwie Akademii zaproponowałem czterech, a nie pięciu (jak dotychczas) wiceprezesów. Połowę tych stanowisk chciałbym zaoferować paniom. Właśnie dobieram ekipę.

Mam nadzieję, że przykład z góry przejdzie w dół.

Potrzebna jest szersza zmiana, która musi się dokonać w całej polskiej nauce. Zmiana się dokonuje, ale zbyt wolno. Po prostu liczba kobiet pracujących w nauce jest za mała. Dlatego też zaledwie 8 proc. członków korporacji to kobiety.

Jakie inne ważne zmiany w PAN chciałby pan wprowadzić?

Wiele z tych zmian nie będzie wymagało nowych przepisów. Raczej chodzi o ducha współpracy w obrębie Akademii. 70 proc. członków korporacji to, podobnie jak ja, pracownicy uczelni. Do tej pory brakowało współpracy między instytutami PAN a uczelniami. Musimy zacząć szukać synergii. Niechęć do współpracy wynika między innymi z zasad ewaluacji. Jako pracownik uniwersytetu połowę swojego czasu pracy poświęcam na dydaktykę. Pracownicy instytutów cały swój wysiłek mogą zaś włożyć w badania naukowe. Ale oceniani jesteśmy w ten sam sposób. Dlatego chciałbym prosić, żebyśmy w następnej ewaluacji zostali rozdzieleni. To zmniejszy napięcia między uczelniami a instytutami PAN.

Warto by już jednak znać reguły oceniania. Okres, za który będziecie oceniani, trwa.

Zdecydowanie. To jeden z tematów, które chciałbym podjąć natychmiast.

Trudno się chyba też dziwić, że uczelnie i instytuty PAN są niechętne współpracy. Konkurują o te same środki. A tych na naukę w Polsce brakuje. Na domiar tego powstaje Akademia Kopernikańska. Profesor Duszyński protestował, gdy trwały prace nad ustawą ją wprowadzającą. Pan się nie obawia nowej akademii?

Mamy przyrzeczenie pana ministra, że finansowanie Akademii Kopernikańskiej nie uszczupli środków finansowych przeznaczonych na Polską Akademię Nauk. Będę też cierpliwie patrzył na efekty. Utworzenie instytucji jest proste. Ciężka praca rozpoczyna się, gdy trzeba zasłużyć na prestiż i miejsce takiej instytucji w środowisku naukowym.

Jakieś półtora roku temu brałem udział w nieformalnych spotkaniach z przedstawicielami Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych. Zwrócili się do PAN z propozycją nowego programu finansującego naukowców-uchodźców z Białorusi. Potem szybko rozszerzyło się to na Ukrainę. Pieniądze na pomoc amerykańska akademia uzyskała od prywatnych donatorów. To bardzo duże środki. Mówię o milionach dolarów. Donatorzy, oferując pomoc finansową, chcieli być pewni, że partner amerykańskiej akademii będzie instytucją godną zaufania. Amerykanie zaręczyli za nas. Do takich rozmów by nie doszło z przedstawicielami instytucji o krótkim życiorysie.

Polscy naukowcy obawiają się jednak, że PiS chce iść śladami Węgier. Powołano tam nową akademię, a wcześniej istniejącą zmarginalizowano. Nowa odebrała nie tylko środki, ale też naukowców. Pan się tego nie boi?

Nie. Prestiż i miejsce, w którym jest PAN, są silne. Proszę zwrócić uwagę, że mamy znakomitego partnera w postaci Polskiej Akademii Umiejętności. Będziemy się przyglądać nowej akademii. Po owocach ich poznacie. Naprawdę nie mam powodów obawiać się ścieżki, którą pani zarysowała. Nie potrafię na razie sprecyzować listy osób, które będą członkami nowej korporacji. Jeśli znajdą się tam znakomici naukowcy, będzie okazja do refleksji, dlaczego nie stali się członkami PAN. Nie widzę jednak w tej inicjatywie zagrożenia.

Czy Polska Akademia Nauk powinna doradzać, w jakim kierunku powinien zmieniać się system sądownictwa? Czy powinna zabierać głos w sprawie praworządności? A może powinna unikać drażliwych tematów?

Akademia powinna zabierać głos. Drażliwych tematów jest dużo więcej. Wspomnieliśmy o covidzie, nie wspomnieliśmy o zatruciu Odry, o której też się wypowiadaliśmy. W każdej kwestii PAN powinna wyrażać swoją opinię. Powinna być to opinia apolityczna i merytoryczna. Dopóki będziemy się trzymać tych dwóch przymiotników, nie widzę powodu, żebyśmy byli wstrzemięźliwi w wygłaszaniu opinii. A co z tym zrobią rządzący, to już inna sprawa. Od lat zajmuję się doradztwem naukowym i wiem, że jego fundamentem jest bycie uczciwym brokerem wiedzy. To nasza misja. Pracując wiele lat z politykami, wiem też, że muszą brać pod uwagę okoliczności i ograniczenia, jakich ciała naukowe nie uwzględniają. Końcowe decyzje nie zawsze będą zgodne z naszymi oczekiwaniami. Na tym polega polityka. Musimy pamiętać, jako świat naukowy, że politycy mają takie ograniczenia. Nie możemy się na nich obrażać. Raczej powinniśmy czynić starania, by nasze argumenty były na tyle przekonujące, żeby przeważały nad pozostałymi. Przekaz musi być maksymalnie skuteczny.

W czasie pandemii PAN zalecała testować uczniów i nauczycieli w szkołach. Dała nawet tanie narzędzie do badania. Z cennych rad nie skorzystano.

To nasza porażka. Najgorsze, co moglibyśmy jednak zrobić, to obrazić się na decydentów. Musimy usilnie zabiegać, by nasz głos był słyszalny i skuteczny. Będzie zapewne wiele innych okoliczności, w których nasza wiedza ekspercka okaże się potrzebna. Nie możemy jednak oczekiwać stuprocentowej skuteczności w doradzaniu. Po prostu świat nauki formułuje rekomendacje, które często są niewygodne dla decydentów.

Prof. Marek Konarzewski będzie nowym prezesem Polskiej Akademii Nauk. Jest pracownikiem Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się na zagadnieniach z pogranicza ekologii, fizjologii i genetyki, ale także dyplomacji naukowej. W latach 2008–2013 pełnił funkcję radcy-ministra ds. wymiany naukowo-technologicznej w Ambasadzie RP w Waszyngtonie.

Czy łatwo porzucić badania nad popielicą szarą i tajemnicą długowieczności dla prezesury w PAN?

Nie zostawiam tego zupełnie. To projekt badawczy NCN, który zobowiązany jestem prowadzić. Uczestniczy w nim znakomita młoda badaczka, doktorantka. Badamy, co sprawia, że popielice żyją kilkakrotnie dłużej niż ich kuzyni, np. mysz domowa. Dzięki temu mamy nadzieję zrozumieć, jak można przedłużyć życie człowieka.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Prawnicy
Jeden z najbardziej znanych prawników w Polsce odsunięty od zajęć ze studentami
Prawo dla Ciebie
Pokłosie afery Collegium Humanum? Będzie zaostrzenie przepisów o studiach podyplomowych
Edukacja i wychowanie
Duże zmiany w szkołach od 1 września 2024 r. Nowacka podpisała rozporządzenie
Samorząd
Krzyże w warszawskich urzędach zakazane. Sprawa trafi do prokuratury
Praca, Emerytury i renty
Czternasta emerytura - rząd proponuje termin