Tak może być (szczegóły zależą od ustaleń policji) po gigantycznym karambolu na wlotówce do Poznania, w którym w sobotę rano zderzyło się 41 samochodów, a kilka osób zostało rannych.
[srodtytul]Szukanie winnego[/srodtytul]
Według poznańskiej policji na feralnym odcinku drogi była gołoledź, a piaskarka przyjechały już po zdarzeniu. Ale od razu powiedzmy: na drogowców nie da się zwalić całej winy, bo gołoledź czy zła pogoda wymagają zachowania szczególnej ostrożności.
Karambole tymczasem zdarzają się często, nie tylko na polskich drogach. W sylwestrowy wieczór na trójmiejskiej obwodnicy zderzyło się 18 samochodów (nikt nie został ranny), najprawdopodobniej z powodu nadmiernej prędkości jednego z pojazdów i śliskich dróg.
Dla procedury tzw. likwidacji szkód, czyli ich zrekompensowania, najważniejsze jest ustalenie winnego; samo wyliczenie szkody nie nastręcza zwykle kłopotów, gdyż eksperci określą zniszczenia.
Tymczasem w dużych karambolach często winny jest nie tylko pierwszy sprawca.
– Zawinić mogą także później nadjeżdżający, którzy jechali zbyt ostro i nagłej przeszkody na drodze nie zauważyli. Tak prawdopodobnie było pod Poznaniem –wskazuje Marcin Broda, specjalista w dziedzinie ubezpieczeń.
[srodtytul]Skomplikowany wypadek[/srodtytul]
– Z chwilą powzięcia informacji o karambolu PZU zwykle wysyła swego przedstawiciela na miejsce. Przeprowadza on oględziny, zbiera informacje o pojazdach uczestniczących w wypadku i poszkodowanych. To standardowa u nas procedura – powiedziała "Rz" Agnieszka Rosa z biura prasowego PZU SA.
– Jeżeli jest taka możliwość, PZU na miejscu stara się ustalić zakres i rozmiar szkód, za które ponosi odpowiedzialność, i doraźną pomoc dla poszkodowanych. To przyspiesza likwidację szkody.
W masie poturbowanych aut konkretny kierowca może jednak długo czekać, zanim policja, a tym bardziej agent towarzystwa ubezpieczeniowego, do niego dotrze. Jak się ma zabezpieczyć? Z pewnością powinien ustalić bezpośredniego sprawcę swojej szkody, a także szkodę, którą sam wyrządził, np. robiąc zdjęcia, choćby telefonem komórkowym – doradzają nasi rozmówcy. W grę wchodzi bowiem odszkodowanie z OC, które każdy mieć powinien.
[srodtytul]Fundusz, drogówka[/srodtytul]
Nie zawsze da się ustalić, czy doszło do naruszenia zasad ruchu drogowego, kto je naruszył i czy miało to skutek w postaci powstania szkody. Wtedy może być szansa na odszkodowanie od Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, pod warunkiem jednak, że szkoda została wyrządzona w okolicznościach uzasadniających odpowiedzialność cywilną posiadacza pojazdu lub kierującego, a nie ustalono tylko tożsamości tej osoby (szczegóły w ramce).
– W praktyce często najprościej będzie skorzystać z polisy AC. Rzecz w tym jednak, że najwyżej kilkanaście procent kierowców ma takie ubezpieczenie – wskazuje Marcin Broda.
Można jeszcze szukać odpowiedzialności u zarządcy drogi za to, że niedostatecznie odśnieżył szosę. Środek zimy, fatalna pogoda i wczesna pora dnia to jednak narzucające się wprost argumenty tamtej strony. Zapewne nie bez racji może mówić: trzeba było jechać ostrożniej.