Na wtorkowy wyrok TK czekało blisko 17 mln kierowców. Ten orzekł, że karanie ich podwójnie – karnie i administracyjnie za ten sam czyn, tj. przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym, nie narusza zasady nieorzekania dwa razy w tej samej sprawie. Jest więc zgodne z konstytucją. Zakwestionował jednak fakt, że autorzy nie przewidzieli sytuacji usprawiedliwiających zbyt szybką jazdę w stanie wyższej konieczności. O takie regulacje upominali się nie tylko kierowcy, którzy złamali przepisy, wioząc np. ciężko chore dziecko czy rodzącą do szpitala. Ich brak odczuwali też strażacy, kierowcy karetek pogotowia itd.
Przestraszyć kierowców
W sprawie podwójnego karania kierowców, którzy przekroczyli 50 km/h w terenie zabudowanym, do Trybunału Konstytucyjnego wpłynęły dwa wnioski: rzecznika praw obywatelskich i byłego prokuratora generalnego. We wtorek TK rozpatrzył tylko ten pierwszy. Zbigniew Ziobro wniosek poprzednika wycofał.
Adam Bodnar kwestionował dwie sprawy. Po pierwsze, że kierowca może być karany podwójnie: mandatem i punktami karnymi oraz zabraniem prawa jazdy. Po drugie, brak uregulowań dotyczących stanu wyższej konieczności, które uchronią kierowcę przed utratą dokumentu w wyjątkowych sytuacjach.
Na wtorkową rozprawę nie stawił się ani przedstawiciel prokuratora generalnego, ani Sejmu. TK zdecydował jednak, że rozprawy nie odroczy.
Przedstawiciel rzecznika podtrzymał wniosek. Przepisów o odbieraniu praw jazdy na drodze bronili policjanci z Komendy Głównej Policji. Wykazywali, że działają prewencyjnie. Sędziowie dopytywali o liczbę zabranych dokumentów.
– Od maja 2015 r. do końca września 2016 r. drogówka odebrała kierowcom 47 tys. dokumentów – informował inspektor Rafał Kozłowski, szef krajowej drogówki z KGP.
Przekonywał też, że na skutek zaostrzenia przepisów na drogach w terenie zabudowanym zrobiło się bezpieczniej, jest mniej ofiar śmiertelnych.
Noga z gazu
Trybunał stwierdził, że zasada zakazu dwukrotnego karania w tej samej sprawie nie została naruszona.
– Zatrzymanie prawa jazdy w tym przypadku nie jest sankcją karną, lecz administracyjną – uznał TK. – Przewidują ją bowiem przepisy prawa administracyjnego za naruszenie zakazu administracyjnego ograniczającego prędkość poruszania się autem na obszarze zabudowanym.
– Zatrzymanie prawa jazdy realizuje przede wszystkim funkcję prewencyjną, ma działać odstraszająco na kierowców, zniechęcać ich do nadmiernego przekraczania dozwolonej prędkości – uzasadniał wyrok TK. I wyjaśniał, że tego rodzaju działanie jest charakterystyczne dla kary administracyjnej, która nie jest odpłatą za popełniony czyn.
W drugiej sprawie Trybunał był bardziej krytyczny.
– Przepisy nie dają policji i staroście prawnych możliwości odstąpienia od zatrzymania prawa jazdy ze względu na okoliczności, które można by kwalifikować jako stan wyższej konieczności – tłumaczył sędzia Stanisław Biernat, wiceprezes TK. – A to jest niezgodne z konstytucją.
Powołanie się na stan wyższej konieczności uzasadniający odstąpienie od zatrzymania prawa jazdy powinno być zastrzeżone przez ustawodawcę tylko dla takiej sytuacji, gdy przekroczenie prędkości usprawiedliwione jest potrzebą ratowania życia i zdrowia – zastrzegł TK. Co to oznacza dla kierowców? Każdy, kto usprawiedliwi zbyt szybką jazdę potrzebą ratowania życia czy zdrowia, będzie miał szansę uniknąć kary. A policjant podstawę do odstąpienia od niej.
Sygnatura akt: K 24/15