Prof. Ewa Łętowska: Mam obawy, że coś się z tymi wyborami może stać

Jesienią czeka nas ważne wydarzenie, jakimi niewątpliwie będą wybory parlamentarne. Wciąż nie jest jednak znany ich dokładny termin - Konstytucja obciąża obowiązkiem jego wyznaczenia prezydenta.

Publikacja: 01.08.2023 22:41

Profesor Ewa Łętowska, była sędzia Trybunału Konstytucyjnego

Profesor Ewa Łętowska, była sędzia Trybunału Konstytucyjnego

Foto: PAP/Jacek Turczyk

mnie też niepokoi, przypuszczenia obawy, że coś się z tymi wyborami może stać

Przepisy nakładają szereg wymogów, co do daty wyborów - muszą odbyć się w dniu wolnym od pracy oraz w ciągu 30 dni przed upływem czterech lat poprzedniej kadencji parlamentu. Dodatkowo prezydent musi zarządzić wybory nie później niż na 90 dni przed upływem czterech lat od rozpoczęcia obecnej kadencji. 

Oznacza to, że prezydent Andrzej Duda może ogłosić swoją decyzję maksymalnie do 14 sierpnia, same wybory mogłyby się odbyć 15, 22 lub 29 października, lub 1 czy 5 listopada, również jako dni wolne od pracy. Prócz samej daty wyborów, termin jej ogłoszenia jest tak samo ważny ze strony "polityczno-technicznej", ponieważ to wtedy oficjalnie i formalnie mogą rozpocząć się kampanie wyborcze. 

Do przedłużania ogłoszenia decyzji przez prezydenta odniosła się profesor Ewa Łętowska, była sędzia Trybunału Konstytucyjnego oraz pierwsza osoba pełniąca funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich w Polsce - Nam się trafiło coś bardzo paskudnego w niedawnej historii, co dla mnie osobiście stanowi cezurę oznaczającą w gruncie rzeczy koniec państwa prawa. To były wybory prezydenckie, kiedy dwóch panów polityków sobie ustanowiło własny kalendarz wyborczy i wybory odbyły się nie wtedy, kiedy miały być zgodnie z prawem, tylko wtedy, kiedy politycy nam na to pozwolili, powiedziała w rozmowie w "Faktach po Faktach". 

Czytaj więcej

Kiedy wybory do Sejmu i Senatu? Coraz bliżej ogłoszenia terminu

Profesor dodała również, że na ten moment nie mamy do czynienia z naruszeniem prawa, ale że część polityków naciska by decyzja, a tym same wybory odbyły się wcześniej - Ale gdzieś z tyłu głowy coś zaczyna nas niepokoić. I to jest coś, co jest miarą naszego upadku, zakończyła. 

Sędzia w stanie spoczynku odniosła się również do możliwości przeprowadzenia ogólnopolskiego referendum oraz wyborów parlamentarnych w ciągu jednego dnia - Jest różnica pomiędzy wyborami powszechnymi do parlamentu i plebiscytem referendalnym. Otóż referendum jest skuteczne i ważne, jeżeli udział głosujących przekroczy 50 procent. I wtedy ono jest wiążące. Natomiast w przypadku wyborów, jaka frekwencja będzie, taka będzie.

Ta uwaga jest bardzo ważna, bo dotyczy referendum od strony technicznej - uczestnictwo w nim, czyli jego frekwencja będzie liczona już za wzięcie samej karty, a nie oddanie swojego głosu. Może się więc wydarzyć, że część głosujących weźmie wszystkie karty do głosowania, jakie przekaże im komisja, ale skorzysta jedynie z czynnego prawa wyborczego w wyborach do Sejmu i Senatu, bez oddawania głosu w referendum, a mimo to będzie liczony w jego frekwencji. 

Sędzia podkreśliła, że w sytuacji, której nie chcemy wziąć udziału w referendum musi zostać to odnotowane jako "odmowa" lub informacja "nie wziął" w miejscu gdzie kwituje się spis wyborców. 

mnie też niepokoi, przypuszczenia obawy, że coś się z tymi wyborami może stać

Przepisy nakładają szereg wymogów, co do daty wyborów - muszą odbyć się w dniu wolnym od pracy oraz w ciągu 30 dni przed upływem czterech lat poprzedniej kadencji parlamentu. Dodatkowo prezydent musi zarządzić wybory nie później niż na 90 dni przed upływem czterech lat od rozpoczęcia obecnej kadencji. 

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Samorząd
Krzyże znikną z warszawskich urzędów. Trzaskowski podpisał zarządzenie
Prawo pracy
Od piątku zmiana przepisów. Pracujesz na komputerze? Oto, co powinieneś dostać
Praca, Emerytury i renty
Babciowe przyjęte przez Sejm. Komu przysługuje?
Spadki i darowizny
Ten testament wywołuje najwięcej sporów. Sąd Najwyższy wydał ważny wyrok
Sądy i trybunały
Sędzia WSA ujawnia, jaki tak naprawdę dostęp do tajnych danych miał Szmydt